#kotsygnalizacyjny #sob #ole A to wszystko nad morzem!







Gdy emocje opadły dalej łezka w oku się kręci. I nie do wiary, że ten czas tak szybko minął, ale co się dziwić skoro był to okres, gdy podczas tych dni miałam okazję uczestniczyć w czwartym już Secrets of beauty. Czym wyróżnia się Sob od innych spotkań? Nie ma tam parcia na prezenty, lecz jest to, czego w innych brakuje wiedza teoretyczna. Każdym kolejnym spotkaniem Michał zaskakuje, bo poziom spotkania jest coraz wyższy. Aż sama jestem ciekawa, co na następnym spotkaniu będzie się działo, więc jeżeli będziecie widzieć, że trwa nabór na kolejną edycję to bez zastanowienia zgłaszajcie się. Bo warto! Dlaczego? Już tłumaczę.











Czwarta edycja miałam miejsce nad morzem w ośrodku Natura Park. Nie bez powodu taka nazwa jest to miejsce otoczone naturą za płotem las skrywający swe skarby zdala od zgiełku ulicznego gdzie można było się zrelaksować i na chwilę odpocząć od miasta i całego gwaru...
Na miejscu można było się zrelaksować przy tężni czy też udać się do groty solnej albo wieczorem rozmawiać do rana przy grillu. Miejsce idealne!








Wracając do samego spotkania. Już pierwszego dnia odbył się pierwszy warsztat marki Pierre Rene polska marka skrywająca się w Ustce. Odkryła przed nami swoje nowości i triki makijażowe. Najbardziej to urzekły mnie tusze kolorowe miłość od pierwszego pociągnięcia na rzęsach.
Ale najbardziej zdziwił mnie jeden fakt, że tusz, który kiedyś widywałam, jako małe dziecko u mojej M. na półce łazienkowej dalej jest w sprzedaży miłe zaskoczenie to było dla mnie. 
Dwie godziny warsztatów zleciały bardzo szybko nawet nie wiedziałam, kiedy. Później pogaduchy przeniosły się na taras domku i skończyło się na wymyśleniu nowego #kotsygnalizacyjny oraz #projekt denko. Od tego dnia #projektdenko nabrał nowego znaczenia a to dzięki radzie rodzicielskiej składającego się z matek prowadzących blogi parentingowe. 










Szybkie śniadanie i zaczynamy. Jako pierwsza wystąpiła marka DermoFuture Presicion przybliżając wszystkim swoje produkty. Cały wykład przeprowadzony był starannie i bardzo ciekawie, przez co czas zleciał bardzo szybko. 








Później wystąpiła marka Ilua prezentując swoje kosmetyki lodówkowe. I tutaj, co najlepsze to nie kosmetyk czeka na klienta, lecz kosmetyk jest tworzony dopiero, gdy klient zdecyduje się na zakup. 









Dermaglin to nic innego jak świat zamknięty w maseczkach zaczynając od tych na twarz skończywszy na stopach. Najdziwniejsza maseczka? Zdecydowanie do skóry głowy.










Najsłabszym punktem spotkania był wykład marki Plus dla skóry i w tym wypadku rozpisywać się zbytnio nie będę. Tylko mogę dodać, że jeżeli ktoś jedzie po danych składach a ma je w swoich kosmetykach to sorry memory, ale pierw poczytaj, co nieco a dopiero później idź do ludzi. 







Po nieudanym wykładzie mogliśmy przenieść się w zwariowany świat zapachu a wszystko za sprawą Fabryki Świec. Godzina czasu? Hm to za krótko zdecydowanie, bo opowieści nie było końca a każdy jak zahipnotyzowany słuchał wypowiedzi pełnej pasji i miłości na temat świec. I od tego dnia wiem, od kogo świece i inne rzeczy typu olejki etc. zamawiałam. 












I ostatni punkt to test w ciemno. Co prawda nie mieliśmy zawiązanych oczu i niczego nie smakowaliśmy, lecz dostaliśmy próbki kremów oznaczonych A B C D i E. I na podstawie tych próbek mieliśmy ocenić ile byśmy zapłacili za dany kosmetyk. I co się okazało? Gdy pozbawi się opakowania to dziewczyny najwięcej by zapłaciły za krem z parafiną. Więc nie wszystko jest złotem, gdy ma piękną szatę graficzną i opakowanie. A cały wykład poprowadził Michał ogromny plus za przygotowanie i dzięki! 








Ale cóż to za spotkanie bez słynnych babeczek Michała? To nie było by spotkanie. I tym razem ich nie zabrakło były trzy smaki kawowe, czekoladowe i jagodowe. Najbardziej pokochałam jagodowe i ten róż w nich! Prócz babeczek były i słodycze od Mieszko. A jak Mieszko to i trufle czekoladowe cukierki wafelki i Zozole!











Podsumowując cały dzień wiedzy i pełnych emocji. Ale co najlepsze upłynął pod znakiem polskich marek jedyne, co nasuwa mi się na myśl to CUDZE CHWALICIE SWEGO NIE ZNACIE! 


Nadszedł wieczór i wieczorny grill integracyjny. Był i konkurs, na który się nie przygotowywałam a wygrałam, bo w piżamie przyczłapałam. Miało być wygodnie i tak było a że zezowate szczęście się do mnie uśmiechnęło to ojoj <3. Tego wieczoru świętowaliśmy urodziny Margarety i Michała był śpiew cydr i blogerzy! I oczywiście, że był tort. Godziny spędzone na rozmowach śmiechu i dowcipach.





Ostatni dzień to najgorszy dzień, bo czas pakowania się i pożegnania się ze wszystkimi. Wszystko, co dobre szybko się kończy...










3 komentarze:

  1. było zajefajnie spędzić tan czas w takim gronie :) no i znów pogadać z Tobą i się wyśmiać za wszelkie czasy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. o ja cie ! jaki fajny wypad :) na pewno dowiedziałas sie duzo sekretów kosmetycznych :)
    buziaki, Monia

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać, że fajne spotkanie :)

    OdpowiedzUsuń

Piszesz anonimowo? Podpisz się! Chcesz wkleić link? Znajdę Cie bez niego. Komentujesz? A dziękuję :)

Copyright © Sklerotyczka