Secrets of Beauty po raz piąty!




    Gdy emo­cje opa­dły niczym puch z poduszki roze­rwa­nej na strzępki pierw­sze można na spo­koj­nie napi­sać co działo się pew­nego magicz­nego dnia. Magiczny bo nie tylko długo wycze­ki­wany, bo spo­tkam osoby z któ­rymi wię­cej mnie łączy niż się wydaje oraz to że był do wyjazd. Mowa o spo­tka­niu uza­leż­nia­ją­cym jak hero­ina Secrets Of Beauty, tym razem nie­ty­powo bo na chwilę wró­ciło do mia­sta gdzie miała miej­sce pierw­sza edy­cja.
Sob to nie tylko sobota lecz także Secrets of Beauty poroz­ma­wiajmy o uro­dzie stwo­rzone i orga­ni­zo­wane z pasją by edu­ko­wać innych i poka­zać jak powinno wyglą­dać spo­tka­nie blo­ger­skie. Nie to nie jest zwy­kła kawa to dawka wie­dzy którą każdy chło­nie jak gąbka wodę, przy­datna jak sen oraz ludzie. Tak to oni są wisienką na tor­cie! Warsz­taty odby­wa­jące się tego dnia są jak tort i to nie taki zwy­kły lecz naj­lep­szy z naj­lep­szych nie­do­stępny dla wszyst­kich!





    Każda edy­cja była inna, z każdą Michał prze­cho­dzi sam sie­bie i pnie się w górę jak winda w Burj Dubaj. Było to piąte spo­tka­nie w któ­rym mia­łam oka­zję uczest­ni­czyć i śmiem stwier­dzić że boję się co na następ­nym będzie się działo, jed­nym sło­wem jest to MISTRZ! Bo kto dał by radę w dwa mie­siące ogar­nąć nowe miej­sce, gdy hotel zadziera nosa i twier­dzi że oni nic nie pro­po­no­wali… Więc jeżeli będzie­cie chcieli kie­dyś w Ustce spać w hotelu pię­ciu gwiazd­ko­wym to od razu odra­dzam nie dość że słowa nie dotrzy­mują to i wielu innych rze­czy… Ale dosyć już o nich bo psa warci są!





Z miłości do ...

     Prze­sym­pa­tyczne mał­żeń­stwo, kawiar­nia jak z „Ali­cji w kra­inie cza­rów” zacza­ro­wane gdzie czas pły­nie aż za szybko. Uro­kliwe pro­wa­dzone z miło­ścią oraz wielką pasją. Jeżeli kie­dyś zawi­tam w War­sza­wie to tylko na kawę chcę do Nana cafe, zako­cha­łam się w tym miej­scu przez wystrój w jed­nym miej­scu setki rze­czy cudow­nych! Me serce szyb­ciej zabiło gdy posma­ko­wa­łam cia­sta lawen­do­wego, jest to orgazm dla kupków sma­ko­wych!
Gdy zachwyt miej­scem nie ustą­pił ani na minutę, gdy na chwilę ustały roz­mowy znak był że zaczy­namy. Wnet głos niczym jak szum fal oznaj­mił „Witam Was na pią­tym już Secret of Beauty (…)”, zaczął się dzień który tak długo cze­ka­łam. I z ciar­kami ocze­ki­wa­łam co nastąpi…




Szaleństwo on ma w oczach!

    Gdy nasze noz­drza delek­to­wały się zapa­chem spa, emo­cji wyło­nił się on niczym jak Sza­lony Kape­lusz­nik oznaj­mił że ma do zako­mu­ni­ko­wa­nia dwie wia­do­mo­ści dobrą i złą. Wnet roz­legł się deli­katny chaos i „CHCEMY TĄ ZŁĄ WIADOMOŚĆ”. Dla nie­któ­rych może brzmiała strasz­nie bo Jacek oznaj­mił „PREZENTÓW NIE BĘDZIE”, ale zaraz on nie byłby sobą gdyby cze­goś nie wykom­bi­no­wał. Zdjął swój kape­lu­tek i uka­zały się losy „PREZENTY SAMI SOBIE BĘDZIECIE ROBIĆ, WYBIERACIE CO CHCECIE I TU SĄ NUMERKI”.
I tak każdy po kolei wybie­rał jaki zapach świecy chciał, a w tym cza­sie trwała opo­wieść skła­da­jąca się z pasji. Z pasji do świec do ich zapa­chu, można było się poczuć jak w magicz­nej kra­inie…




Trzej Muszkieterowie!

    Ile razy mnie ner­wica bie­rze gdy mam kupić męski kosme­tyk a tu tylko Dove, Ziaja i inne Kosz­mary z ulicy Wią­zów. Na naszym rynku nie ma kosme­tyków typowo męskich aż do czasu, gdy trzech męż­czyzn nie postawi na swoim. I tak stwo­rzyli markę Nasine od męż­czyzn dla męż­czyzn, bo któż lepiej nie zna ich potrzeb niż oni sami? No wła­śnie!
Zamknęli w opa­ko­wa­niu to co naj­lep­sze, poka­zali jaka jest droga od pomy­słu do powsta­nia goto­wego pro­duktu. A nie jest ona usłana różami… Cie­szy mnie to ogrom­nie że pano­wie są coraz bar­dziej świa­domi tego co potrze­bują i że prze­stają zado­wa­lać się byle badzie­wiem dro­ge­ryj­nym gło­szą­cym z nazwy „FOR MEN”…


Trochę zimno ale merytorycznie!

   Przez chwilę można było poczuć się jak w Kra­inie Lodu, a to za sprawą marki Norel. A wszystko przez wykład doty­czący struk­tur lame­ral­nych w kosme­tyce, przez chwilę naj­mniej­sze szepty ustały każdy słu­chał jak zacza­ro­wany. Taki wykład drugi raz się nie zda­rzy, emul­ga­tory cie­kło­kry­sta­liczne? Napi­szę tylko tyle że pasja pasja i jesz­cze raz pasja. A duży wkład w ten wykład miało doświad­cze­nie!




Jedna kobieta a wiele emocji!

   Nastała ta chwila, gdy mogłam poznać bli­żej markę którą już jakiś czas temu pozna­łam mowa o Podo­pharm. Marka mło­dziutka ale stwo­rzona przez kobietę która ma jaja. Dosłow­nie! Wykład prze­peł­niony był wie­loma cie­ka­wost­kami emo­cjami że aż mi się łezka w oku cza­sem zakrę­ciła. Jest to marka stwo­rzona z dwóch rze­czy z miło­ści oraz pasji, a co naj­pięk­niej­sze pozo­sta­jącą naszą rodzimą. Jeżeli ktoś twier­dzi że ta marka nie wybije się na rynku zagra­nicz­nym to śmiem stwier­dzić że maks trzy lata i rynek będzie ich! Dla­czego? Bo wiele marek przy nich wymięk­nie, o tym innym razem. Ale ja ich kocham i trzy­mam za nich kciuki!





Der­mo­Fu­ture Pre­si­cion to też nasza rodzima marka o któ­rej już nie raz wspo­mi­na­łam i nie raz jesz­cze napi­szę. Ten wykład popro­wa­dził Michał bo marka nie mogła oso­bi­ście się poja­wić na spo­tka­niu, trudno się mówi. W krót­kim cza­sie został wyja­śnione jak uży­wać wcierki do wło­sów i innych pro­duk­tów znaj­du­ją­cych się w paczce dla nas. O szam­po­nie i wcierce już pisa­łam więc dla przy­po­mnie­nia odsy­łam tam.




Jabłka dla najlepszych!

Po raz pierw­szy pod­czas spo­tka­nia były roz­dane Złote Jabłka. Tra­fiły w ręce naj­lep­szych, każde jabłuszko zasłu­żone a emo­cje ogromne tar­gały każ­dego kto wygrał. Nie obyło się bez dzi­kiego tańca zwy­cięzcy, bez emo­cji tak sil­nych że głos łamał się a język pła­tał figle oraz ogromne okla­ski dla każ­dego. Mądre słowa powiedziała Ewa "Gramy do wspólnej bramki i to jest super!(...)", otóż to!




Blog pro­wa­dzony mery­to­rycz­nie: Ola/ Arse­nic. pl
Blog pisany lek­kim pió­rem: Margareta/ Life­in­co­lour. pl
Blog zilu­stro­wany bajecz­nymi zdję­ciami: Angel / Kosme­tyki bez tajem­nic
Blo­gowy odkrywca: mistrz cere­mo­nii, Michał / Twoje Źró­dło Urody
Ulu­bione miej­sce w sieci: Gosia / Esy, flo­resy, fan­ta­sma­go­rie
Naj­lep­szy vlo­ger uro­dowy: Ewa/  Red Lip­stick Mon­ster




   I tak dzień upły­nął zbyt szybko ale wszystko co dobrze bar­dzo szybko się koń­czy. Miło było ponownie zobaczyć jak niektóre osoby zmieniają się, jak z innych ucieka nieśmiałość oraz te wszystkie śmiechy! I to było ostat­nie spo­tka­nie Secrets w któ­rym uczest­ni­czy­łam.















12 komentarzy:

  1. Fajnie musiało być :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie nie było wręcz zajebiście było :D ha
      Żałuj że Cie nie było :P

      Usuń
  2. oj jestem pewny że nie ostatnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. To był mój pierwszy raz,ale mam nadzieję, że nie ostatni. Apetyt rośnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem jak to jest bo brałam udział od pierwszej edycji ;)

      Usuń
  4. spotkanie było bardzo pozytywne i spędzone w miłej atmosferze :)

    zaczarowana-oczarowana.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie powinny być spotkania :)

      Usuń
  5. fajna relacja, znam wszystkich uhonorowanych złotymi jabłkami, nie osobiście ale oglądam vlogi i zaglądam na blogi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ tam musiało być przyjemnie i inspirująco.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasami mam wrażenie że masz dwie osobowości jak słucham cię na żywo a potem czytam Twoje wpisy na blogu :D I zgadzam się, było świetnie mimo ciasnoty i fruwających pierogów czułam się jak w domu z grupą znajomych :) Całuski :*

    OdpowiedzUsuń

Piszesz anonimowo? Podpisz się! Chcesz wkleić link? Znajdę Cie bez niego. Komentujesz? A dziękuję :)

Copyright © Sklerotyczka