Ciało tak jak dusze masz jedno!





   Nadchodzi ona, wyłazi znikąd i pogrąża w swym objęciach tysiące osób, jedni się z niej cieszą inni zaś udają, że jej nie ma. Ale ona i tak łatwo nie odpuszcza daje znać o sobie swym chłodem dotknie każdego wyciągnie swą mackę wieczorem, gdy wyjdziesz na spacer z psem czy też, gdy zechcesz zrobić sobie spacer. Nastała jesień, ale lato jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa delikatnie promyki słońca otulą twą buzię. Gładkie nogi można jeszcze eksponować, ale by nie straszyły trzeba je delikatnie nawilżyć.





    Ile to razy używałam kremu do depilacji tyle razy przeklinałam na siebie na ten kosmetyk i na swoją naiwność. Dałam ostatnią szansę należała ona do marki Eveline, która posiada w swym portfolio produkt noszący nazwę „Technologia fotodepilacji kosmetycznej ciało + bikini". Niebyli by soba, gdyby nie dali swojego znaku rozpoznawczego w postaci osiem w jednym. Jak to z nim jest? Delikatnie śmierdzi, jeżeli ktoś twierdzi, że krem do depilacji nie śmierdzi to albo za dużo wina wieczorem spożył, albo ma zatkany nos. W trzy minuty to on nie zadziała trzeba poczekać dziesięć i po tym czasie kłaczki znikają za pomocą szpatułki. Efekt utrzymuje się do dwóch trzech tygodni, im częściej go stosujemy tym wolniej kłaczki rosną. I można cieszyć się gładkimi nogami. Jeżeli zawsze obawiacie się używając takiego specyfiku o podrażnienia to bez obawy podrażnienie przy nim nie ma szans.






   Pomimo tego, że jesień zawitała za oknem i w kalendarzu idąc na spacer z młodym zawsze sięgam po krem z filtrem. Aktualny mój krem go nie posiada więc muszę wspomagać się dodatkową tubą kremu z SPF 30. Jest to bardzo wysoki stopień ochronny, niestety nie jest on wodoodporny przez co, jeżeli był bardziej słoneczny dzień stosowałam go parę razy dziennie. Nie jest przeznaczony dla dzieci poniżej pierwszego roku życia! Rozsmarowuje się bardzo dobrze, chroni też dobrze, ale jeżeli zapomniałam go zabrać ze sobą miałam wysyp piegów. Wydajny nawet bardzo opakowanie starczało mi na całe dwa miesiące używania.






      Skoro wspomniałam o depilacji nóg trzeba je porządnie nawilżyć, na naszym rynku mamy pełno balsamów do ciała. Jedne charakteryzują się słodkim zapachem, inne zaś pachną kwiatami, przez co przez chwilę możemy poczuć się jakbyśmy usiedli na polanie wśród nich. Chodź i też jest grupa, która ma ciężkie zapachy taki właśnie jest zapach masła do ciała od Vintage Body Oil. Olej abisyński skrywający w sobie nutę dreszczyku, emocji, ale zarazem przywołujący wspomnienia. Których tak łatwo nie jest odpędzić za każdym razem, gdy go stosuję przypominają mi się pewne perfumy kupowane z bazaru kupowała je moja babka, gdy byłam małym dzieckiem, wylewała na siebie za duże ilości. Zapach ciężki charakterystyczny wyłania się na pierwszy plan, ale po paru minutach po użyciu na ciało przeradza się w delikatniejszy. Ogromny plus dla firmy za to, że zmienili w końcu stare opakowania! W środku skrywa się delikatna jak masełko konstystencja, która czeka na ciało spragnione nawilżenia i ukojenia, przez chwilę możemy poczuć się inaczej. Chociaż ten zapach na początku może przeszkadzać...


4 komentarze:

  1. Ja muszę wybrać jakiś nowy krem z filtrem, bo czasami słonko tak daje jeszcze popalić, że hoho! Chociaż z drugiej strony - coraz częściej używam azjatyckie BB, więc krem nie musi mieć takiego wysokiego SPF :)

    OdpowiedzUsuń
  2. depilacji nóg nie znoszę, ale lubię mieć gładkie ciało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kremy do depilacji zazwyczaj nie pachną zbyt ładnie, to chyba juz taki ich urok
    U mnie też zawsze trzymam trochę dłużej.
    Masło do ciała, koniecznie! bo bym zaczeła przypominać tarkę

    OdpowiedzUsuń

Piszesz anonimowo? Podpisz się! Chcesz wkleić link? Znajdę Cie bez niego. Komentujesz? A dziękuję :)

Copyright © Sklerotyczka