SkinFood Black Sesame Hot Mask





    Często przechodzimy koło nich, mijamy i nie zerkamy w ich stronę aż do czasu, gdy same nie zapukają do naszych drzwi. Muszą wtedy warknąć na Ciebie „TUTAJ JESTEM!”, inaczej 95% osób minie je i dopiero gdy usłyszy o nich dopiero stwierdzi, jakie to musi być super. 




    Do każdego szału kosmetycznego, jaki panuje na blogach podchodzę sceptycznie, nie ulegam pokusie, by kupić jakieś pudełko, by wyżebrać któryś kosmetyk itp. Po prostu czekam aż przyjdzie ta okazja i on trafi do mnie, pamiętajcie cierpliwość popłaca! Ale to nie znaczy, że trzeba siedzieć cicho jak mysz pod miotłą i nie móc rzucić od czasu do czasu smakowitym mięsnym kąskiem.







   Od pewnego czasu nastał wielki bum na kosmetyki azjatyckie, o co tyle krzyku? Hm o to, by poznać nieznane i odkryć coś innego. Swą przygodę z nimi zaczęłam w zeszłym roku, z każdym miesiącem to się pogłębia nie oszukujmy się, ale to cholernie uzależnia.



     Maseczka z czarnym sezamem, która służy również jako peeling do twarzy, a zarazem rozgrzewa. Pewnie pomyślisz, że rozgrzeje Cię jak serum wyszczuplające albo inne diabelstwo? Od razu odpowiadam, nie ona aż tak nie rozgrzewa delikatnie otuli twą buzię ciepłem muśnie delikatnie. Do cery naczynkowej nie jest polecana!
Pachnie dość specyficznie żadnych kwiatków nie czuć w niej. Za to czarna diablica jak węgielek i czarny sezam dodaje uroku jej, mając ją na twarzy wyglądam jakbym przed chwilą w błocie bitwę odbyła. Oczekiwałam od niej by pozostawiła gładką buzię, lekko zwęziła pory oraz nawilżenie jakieś niech pozostanie na niej. Gładkość jest była i będzie, lecz nie taka jak dupcia niemowlaka, bo to nie te czasy już... Pory? Akysz maszkaro! Nie ma i tym diabełkom małym wnerwiającym mnie dziękuję, że was już nie mam. Nawilżenie jak ja ciebie cholero lubię! Czy warto było poznawać ją? Tak i to bardzo bardzo!


15 komentarzy:

  1. Kurcze, a ja nadal nic azjatyckiego nie miałam :( myślę może nad jakimś kremem BB bo ze swoją jasną buźką powinnam się z nimi odnaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnajdziesz się :) Jest wiele ich na rynku i dla bladych jest sporo ciekawych opcji :)

      Usuń
  2. ładne opakowanie ma:) Ja ze względu na naczynkową cerę sobie muszę podarować

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie z kosmetykami azjatyckimi krucha, głównie dlatego że to nie najtańszy gips ;) Ale wcześniej skusiłam się na słynne kremy BB i mgiełkę z witaminą C która była naprawdę fajna. Może kiedyś coś jeszcze wpadnie w me ręce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety one do tanich nie należą :/ zazwyczaj tak jest z kosmetykami które są sprowadzane a w danym kraju za grosze można je kupić.

      Usuń
  4. Szkoda, że do cery naczynkowej nie jest polecana. No cóż na rynku jest wiele ciekawych masek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że mogłabym się skusić. Chętnie wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Azjatyckie kosmetyki są mi obce, ale to się zmieni ;) Fajnie że dodałaś taką recenzję, bardzo mi się podoba ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama nazwa marki bardzo mi się podoba-pokarm dla skóry,lubię duże opakowania,bo wtedy mogę dopiero odczuć efekty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwy to oni mają kosmiczne! Ania efekty są spore!

      Usuń
  8. właśnie powoli zabieram się za swoją :D

    OdpowiedzUsuń

Piszesz anonimowo? Podpisz się! Chcesz wkleić link? Znajdę Cie bez niego. Komentujesz? A dziękuję :)

Copyright © Sklerotyczka