Journey of life porwie Cie jak rzeka...





    Usiadła wygodnie w fotelu z książką, by nareszcie uczcić ten cichy wieczór gdzie radio nie gra nikt po domu się nie pałęta i gdzie cisza krząta się po domu. Delikatnie skrzypi futryna, a to coś się przesunie czasem dreszcz ją przebiegł jakby sama nie była w domu, ale to wyobraźnia płatała jej figla i stwarzała coś, co nie istnieje, przez mrok przebijały jej się dziwne obrazy rodem z horroru. Miała zabrać się za książkę pt. „Nikt nie widział, nikt nie słyszał” ale...



   Ale nim zdążyła otworzyć książkę myśli jej zaprzątnęło jedno, dlaczego akurat teraz i dlaczego tak, a nie inaczej. Książka zeszła na plan dalszy a świeca dogasająca mająca zabrać ją w podróż życia zabrała ją w przeszłość. Pokazała tajemniczość wyrachowanie i to, co nieznane samo nas spotka... Bo to nie my wybieramy czas i miejsce to dzieje się losowo, co ma się zdarzyć, zdarzy się nic nie dzieje się bez przyczyny. Przypadek? To dramat psychologiczno polityczny.




   Ale gdzie on jest? Czy zapuka do tych drzwi co trzeba, gdy on zgaśnie? Czy ta iskra pokaże gdzie jest skrywana tajemnica co wychodzi jak trup z szafy po paru latach i wesoło macha i oznajmia „Mam Cię!” Przepis na życie nie istnieje, idealne ono nie jest ono trwa i trwać będzie, płyniemy dalej nurtem tajemniczości i chęci poznania. Zawsze nas wywiezie na manowce, ale zaraz sobie przypomnisz słowa, że życie jest jak rzeka raz cię uwiedzie i porwie innym razem utkniesz w bagnie. 




   Nikt nie widział szczęścia i nikt go nie słyszał, ale ono istnieje, zamknięte zostało jak za karę w małych rzeczach, których nie możemy kupić. Przyjaciela, miłości, zdrowia czy rodziny nie kupimy. Owszem możemy w tym naszym nurcie rzeczy podkupić przyjaciół, którzy będą z nami, dopóki pieniądze nam się nie skończą i będziemy kupować im drogie rzeczy... Czy miłości nie da się kupić? Zależy, jakim typem człowieka jesteś czy zwykłą materialistyczną skarbonką myślącą jak drugą osobę oskubać, czy też osobą cieszącą się z drobiazgów i tym, że ktoś koło Ciebie jest. Zdrowie? Na czarnym rynku zawsze coś tam można kupić podobno... Rodzina? A najlepiej to niektórzy powinni być na Marsie...




   I w jednej chwili obudziła się z tego dziwnego snu, zlana zimnym potem cała kubek z herbatą rozlał się na książkę. Trudno pomyślała, ale dobrze, że ten nurt życia trwa, próbowała przypomnieć sobie, o czym śniła, ale ten sen ten koszmarek zniknął jak bańka mydlana przebita malutkim paluchem. Zerknęła na stolik a na nim dogasał powoli nowy zapach rozdmuchując tajemniczą aurę, wpatrywała się przez chwilę w płomień. I szepnęła do niego „Dobrze, że jesteś” zgasł, pomimo że zostało jej ponad połowa...


12 komentarzy:

  1. piękny opis, poetycki, miałam tą świecę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezusmaria jaki piękny opis!!! Dobrze, że niedługo powącham na żywo. Bardzo mnie ciekawi ten zapach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Jezusa mi daleko :P Kaśka jestem :D

      Usuń
  3. super post, bardzo miło i przyjemnie się czytało ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam świece zapachowe - testowałam już naprawdę przeróżne - opisane tutaj są świetne, ale fajne zapachy oferuje też Kringle Candle - są dosyć oryginalne, ale czasem warto spróbować czegoś niesztampowego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super ale ja jednak wolę wspierać rodzime marki :)

      Usuń

Piszesz anonimowo? Podpisz się! Chcesz wkleić link? Znajdę Cie bez niego. Komentujesz? A dziękuję :)

Copyright © Sklerotyczka