Grandma's Cookies




   Zamyślona z setkami myślami na minutę spoglądała w okno z utęsknieniem na śnieg, by choć przez chwilę zawirował jej przed oczami. I tak siedziała, aż zastał ją wieczór, tam gdzie ciemność gra pierwsze skrzypce gdzie skrzypniecie podłogi wydaje się podejrzane i cicha walka kota z bombką byle ten sznureczek z jej zdobyć. Szybki rzut na telefon nic nie pika, nic nie mryga... Otworzyła szafę i sięgnęła po pudełko, gdzie po uchyleniu wieczka rozgrywa się walka tam gdzie tajemnicza kocia miętka mruczy, tam gdzie wspomnienie uwiedzie zmysły i tam gdzie słodkości pozwolą jej cofnąć się w czasie. Poczuć się przez chwilę znowu małym dzieckiem, podpala płomień, który pokazuje swą władzę zasiada wygodnie w fotelu, by wtopić się w lekturę wieczoru...





    Po chwili rozlega się dźwięk i słychać tylko siarczyste epitety, odbiera — Czy coś Ci kupić ze sklepu? - pyta tajemniczy głos. Chwila zamyślenia spogląda na płomień i wdycha tę woń. - A wiesz co kup mi kardamon, marcepan, masło orzechowe, pierniczki i mandarynki.
- Co ty zamierzasz z tym zrobić?
- Jak to co? Zjeść! Wypić! Wysmarować się i kotu z łap stempelki zrobić, bym wiedziała gdzie ona łazi. Cholera jedna!- Nastała dłuższa chwila ciszy po drugiej stronie telefonu. Ciche westchnienie jakby dopiero co usłyszał piosenkę „Ulepimy dziś bałwana” i odparł- Okey.




   Głośne westchnięcie jej, zamknęła książkę, na którą długo polowała i zaczęła chodzić po mieszkaniu szukać ciasteczek. Zapach był coraz bardziej intensywny i zaraz ślinka jej pociekła na myśl o kawie z kardamonem, by rozgrzać się i zatopić się w jej smaku. Dorzucić garść mandarynek...
Obchód zrobiła i wróciła do punktu wyjścia, wącha i to świeca takiego figla jej spłatała, jeden wdech i zrobiła się bardziej głodna niż sądziła. Ale nie chciała jeść marcepana, który tańczył z dominującym kardamonem, zatęskniła za babcinymi pierniczkami. 




   Które zawsze były przyrządzane miesiąc przed świętami, tam gdzie skórka pomarańczowa wyłaniała się po jednym kęsie, który rozpływał się za szybko w ustach. Była to fiesta dla kubków smakowych, których nie doceniała będąc małą dziewczynką, nie cierpiała tych wycieczek po zakupy i wybierania pomarańczy, obierania ich i najgorsze było oczekiwanie na łakocie. Popatrzała w płomień ten tańczył swój rytualny taniec, wodząc za nos i ciągnąc za serce, wyciągając pomału wspomnienia dzieciństwa. Nigdy nie sądziła, że powróci do tego czasu do tych pierniczków do tych bombek, gdzie każda była z innej parafii a drapak był zawsze sztuczny, bo świeży zawsze pies obgryzał od dołu...




   Prezenty? Na tę myśl uśmiechnęła się, lekko drzwi wejściowe zaskrzypiały, ale to było mało ważne, ważniejsze było to, co kiedyś się wydarzyło. Podszedł do niej delikatnie niosąc aromatyczną kawę z kardamonem i miseczką mandarynek obranych u góry zaś królował marcepan, wyszeptał: -Widzę, że ten zapach Cię rozczulił, daj się przytulić. Zabierz mnie tam też. - Po czym usiadł koło niej, zatapiając się w płomieniu świecy...




9 komentarzy:

  1. Ostatni akapit przepiękny. Jak zawsze. bardzo lubię jedzeniowe zapachy ciasteczek i innych wypieków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo najlepsze :) A najpiękniejsze jest to że nie tuczą :)

      Usuń
  2. Bardzo romantycznie się zrobiło. Czy to tylko za sprawą świec ? :-D Julka Elka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tylko za sprawą świec :)

      Usuń
  3. Pozostaje mi tylko westchnąć :)
    Coś czuję, że ten zapach by mi się spodobał :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy01:53

    Masz talent! Proszę pisz więcej, bo czuję że dobra książka powstała! /Maja

    OdpowiedzUsuń

Piszesz anonimowo? Podpisz się! Chcesz wkleić link? Znajdę Cie bez niego. Komentujesz? A dziękuję :)

Copyright © Sklerotyczka