Poszukiwania i rozczarowania...





   Zatapiając usta w kolejnym kęsie marcepanu wspomnienia powracały, każdy kęs przypominał o czymś innym. Pierwszy kęs, błoga rozpusta przypominająca nadęte usta od makowca gdzie jego przyrządzenie było tajemnicą poliszynela, skrywany w tajemnym miejscu byle dzieciaki nie odnalazły. Aromat roznoszący się po całej kuchni, mieszkaniu i blogu... Zatopiła usta w kolejnym kęsie ten rozwinął przed sobą jej wachlarz, jaki tworzyła choinka od dołu obżarta przez wrednego psa, czy on myślał? Tak, ale tylko, kiedy paśnik będzie napełniony. Co roku historia z choinką się powtarzałam wieszały bombki na tym drapaku paru nastoletnim przypominającym bardziej zardzewiałą wiewiórkę oblaną czekoladą i machającą na zachętę swą rudą kitą... 




   Nim ten kęs się skończył nie zdążyła ocknąć się z tego bajkowego snu na jawie gdzie wspomnienia wodziły ją za noc, gdzie poczuła się na chwilę bezradną dziewczyną, gdzie coś zawsze się czaiło... Poczłapała do kuchni, by zaparzyć herbatę i z uśmiechem przypominała sobie jak ją co roku robiono w bambuko i zawsze padał tekst „Ooo spotkałem na schodach Mikołaja". Podobno istniał, podobno każdy kiedyś władał tym samym językiem, podobno czytelnictwo spada... Pomimo tego, że za każdym razem czuła rozczarowanie, że nie mogła mu podziękować za tą siatkę z „jego podobizną”, co roku wyczekiwała tego momentu, kiedy się on zjawi, ale nigdy go nie spotkała to nie była ta chwila ten moment, kiedyś może to się zdarzyło i trwa dalej?



6 komentarzy:

Piszesz anonimowo? Podpisz się! Chcesz wkleić link? Znajdę Cie bez niego. Komentujesz? A dziękuję :)

Copyright © Sklerotyczka