"Szkoła żon"




   Pewnie nie raz poznałaś to uczucie, gdy czytasz książkę i wczuwasz się w nią aż tak, że czujesz się, jakbyś obserwowała bohaterów przez lustro weneckie. Nie raz i nie dwa razy tak miałam, przy pewnych książkach czuję się jakbym ja tam była, próbuję sobie wyobrazić te różne zapachy i ten klimat panujący. „Szkoła żon” z ponoru może wydawać się powieścią idealną dla feministek, które będą mogły wylać wiadro pomyj i... Nie, nie i jeszcze raz nie, to nie ta bajka i nie ten klimat. Pewnie kojarzycie ogromny fenomen, który doczekał się ekranizacji, tak chodzi o te pięćdziesiąt torebek szarości.




   Tam, gdzie zapędy sadomasochistyczne, ukazane są jak wyrzucanie śmieci albo jak księżniczka uwięziona w wieży i czekająca x lat na patataja. Dlaczego o tym wspominam? Już od pierwszej strony Ciebie książka wciągnie, zabierze Cię w krainę nieznaną, a zarazem znaną. Pewnie nie jedną masz znajomą, przyjaciółkę czy też sąsiadkę, którą mąż zdradza, lata za babami jak piłkarz za piłką. Pewnie nie jedną z nas spotkało, że facet ją zostawił, latał wesoło jak osa od osoby do osoby. Specjalnie nie nawiązuję do pszczoły, bo z nich jest, chociaż jakiś pożytek. Julia wraz ze swoimi kumpelami, opijają jej rozwód, który uprawomocnił się i podczas tego wieczoru jest loteria wizytówkowa. Główna wygrana to trzy tygodnie w szkole żon, tam, gdzie spa przelewa się jak woda, tam, gdzie wszystko owiane jest tajemnicą... 




   Niechętnie zgadza się i jedzenie, zajeżdża po nią limuzyna, niczym jak w bajce gdzie księżniczka jest traktowana z szacunkiem i jest najważniejsza. Szkoła mieści się na Mazurach, na odludziu z dala od wścibskich spojrzeń, malownicze krajobrazy, jeziora i... Na miejscu spotyka się dziesięć kobiet, może dziewięć już nie pamiętam dokładnie. Ich przekrój wiekowy to od 19 do 53. Początkowo nie wiedzą, po co tam są, ale do czasu, do czasu, gdy poznają same siebie, pozostawiają wstyd za bramami, ba on już dla nich nie istnieje. To mężczyźni przygotowują im kąpiele, masują i... 




   Przez te trzy tygodnie dziewczyny poznają siebie dogłębnie, obnażają się ze swoich tajemnic, wstydu i głośno potrafią powiedzieć na głos czego pragną. Jak już wspomniałam na początku nawiązałam do pewnej ekranizacji, która była koszmarna. Tutaj Witkiewicz ukazała też nutę pikanterii, trochę erotyki, ale wszystko ze smakiem i w bardzo realistycznym świetle. 




    Czasem, gdy czytałam  książkę zastanawiałam się kogo opisuje w tej książce, bo nie od dziś wiadomo, że każdy pisarz zostawia ziarnko prawdy ze swojego życia. Pochłonęłam ją w dwa dni, niecałe dwa wieczory. Lekka, zabawna, momentami przejmująca aż serce Ci się zatrzyma. Będziesz z tymi dziewczynami przeżywać ich wzloty i upadki, spojrzysz dzięki tej książce głęboko w siebie, w swą duszę i znajdziesz odpowiedź. Aktualnie w kiosku możecie znaleźć Pensjonat marzeń albo po prostu zamówić przez internet prenumeratę. A na twórczość jej nie warto żałować pieniędzy, bo warto!


6 komentarzy:

  1. Przyznam, że mam ochotę przeczytać tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi ciekawie :) ale patrząc na sam tytuł, to raczej po nią bym nie sięgnęła

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba nie jest książka dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy temat. Poszukam w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam w jedno popołudnie, wszystko przez Ciebie i dzięki Tobie, warto było :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci, że mnie nią zaintrygowałaś :)
    Chętnie bym ją przeczytała! :)

    OdpowiedzUsuń

Piszesz anonimowo? Podpisz się! Chcesz wkleić link? Znajdę Cie bez niego. Komentujesz? A dziękuję :)

Copyright © Sklerotyczka