Targi książki w Krakowie i co się dzieje jak zgubisz drogę?






   Jedne z najbardziej wyczekiwanych i najbardziej oblegane, mowa o krakowskich targach książki. Które miały miejsce 26.11 - 29.11, cztery dni obcowanie z literaturą, autorami książek i nie tylko. Można było bardziej poznać wiele ciekawych osób ale od początku. 





   Gdy wiedziałam, że na targi dotrę, postanowiłam sobie, że jadę tylko na jeden dzień na targi i zdecydowanie padło na czwartek. Jest to dzień, gdzie nie ma dzikich tłumów przepychających się o autograf albo o książkę. Tylko na spokojnie można pogadać, poznać nowości i nawiązać nowe kontakty. Jeżeli ktoś mi powie, że młodzież nie czyta, pewnie stracił mózg dawno i gdyby nie widziała tych tłumów może i bym uwierzyła. Ale aż miło na serduchu się robiło, jak zobaczyłam wycieczki dzieciaków wędrujące na teren targów. 






  Targi podzielone były na dwie sale, każdy znalazł coś odpowiedniego dla siebie. Od komiksów aż po nowości, planszowej, puzzle itp. Do wyboru do koloru, szybkie przelecenie po stoiskach i tak w ciągu godziny zdążyłam wydać siedem stówek, poznać co nieco wydawnictwa, poznać u kogo nie kupić żadnej książki. A także usłyszeć” Jestem bogerką! Co macie dla nas?". Aż czasem mnie kusiło powiedzieć rabat... 





  Nie będę sypać wydawnictwami, które zrobiły tak, a nie inaczej, ale jeżeli do kogoś podchodzisz i chcesz dokonać zakupu. Pytasz się obsługi, jakie jeszcze mają kalendarze a kobieta odpowiada z pełną jadaczką, sorry, ale to nie tędy droga. Kolejne wydawnictwo i tępa lala z obsługi, chciałam kupić parę książek podchodzę do kasy. A ta drze się „Za chwilę muszę pazurka podpiłować". Rozumiem zdarza się, ale ile to piłowanie może zająć pięć minut? Zostawiłam te książki, nie wróciłam już... 



   Przepiękne stoisko wydawnictwa Otwarte, szkoda, że ich marketing leży i kwiczy. Czwarta strona zarażała wręcz śmiechem, uwielbiam takie osoby i wydawnictwa! Od deski do deski to nie tylko wydawnictwo, ale zwariowana ekipa była, pozytywnie nawet bardzo! Nie pamiętam wszystkich stoisk, na których się zatrzymałam, ale pewnie nie raz się tam jeszcze wybiorę. A dodam, że byłam tego dnia dwa razy na targach, bo za drugim razem towarzyszyła mi Dobrusia. Dzięki Ci za miłe towarzystwo i za bycie moją modelką! 






  Mam za co dziękować, bo dzięki temu, że wytrwale pozowała z książką udało mi się wygrać nagrodę na stoisku wydawnictwa SQN, teraz tylko czekam na słuchawki i poduszkę z głośnikami, nagroda do podziału idzie. 






  I jest to jeden z pięciu wpisów, które pojawią się dotyczące mojego wyjazdu, po całym dni spędzonym na targach pojechałam na spotkanie do biblioteki. Udało mi się tak poznać Magdalenę Witkiewicz, przesympatyczna kobieta i gaduła! Duży plus za gadulstwo i zdradzanie ciekawostek, np. jak ta z Wietnamem i wizytówkami. Wracając z Nowej Huty, wrzuciłam aplikacji mobilnej, gdzie chcę dojechać i pokazało mi trzy busy. Dobra no to jadę, jeden autobus tu wysiądź, tu się przesiądź i tutaj zaczęły się schody, przegapiłam odpowiedni przystanek. Więc wysiadłam i przeszłam na drugą stronę na busa, pojechałam i aplikacja kazała mi jechać do końca. Patrzę jestem przy drodze ekspresowej, gdzieś druty wysokiego napięcia gdzie włos na głowie się jeży, bo czujesz to napięcie w nich. Idziesz przed siebie, a tu jakieś psy Ci szczekają dupami, zaraz las i jedna latarnia co dziesięć metrów. Mrok, a ja idę dalej przed siebie. Doszłam do jakieś ulicy, chciałam zapalić i widzę sklep. Patrzę która godzina, a tu osiem procent baterii, zapytałam przypadkowej kobiety gdzie jestem a ona pod Wieliczką. Aż mi się słabo zrobiło, zaczekała ze mną aż jakaś taksówka przyjedzie, przyjechała dopiero dziewiąta korporacja, bo oni nie mają czasu. Gdyby nie ta kobieta nie wiem może bym doszła do tej Wieliczki, czekała aż otworzą kopalnię albo bym szukała jak dostać się do centrum Krakowa. O taka historia mi się przytrafiła.


Copyright © Sklerotyczka