Randka z homo sapiens





   Wróć do chwili, gdy wybierałaś się na pierwszą randkę, pamiętasz  chwilę? Ten wybór sukienki albo innego stroju, bo wszystko zależy od miejsca, gdzie się umówiliście. Te dzikie wypieki na twarzy, co to będzie i jak się potoczy. Randki można podzielić na dwie grupy. 




    Pierwsza to taka co kończy się śniadaniem, czyli całą noc się kotłujecie, panienka z wypiekami na twarzy wraca do domu. Wydzwania jak szalona 666 razy do miłości nocy, ten nie odbiera... Drugi typ randki to wstydliwi, czyli on siedzi z wypiekami ona też i gadają, i gadają... Dosłownie o dupy maryny, rozmowa trwa w najlepsze, ale panienka zalewa płeć przeciwną nadmiarem nieistotnych faktów. Po godzinie 22 rozstajecie się, by udać się do domów, ale ona dzwoni, by się z tobą dalej umówić. Tak mogłaby wyglądać tytułowa "Randka z homo sapiens" taki właśnie miałam obraz, gdy kupiłam tę książkę. Gdy usłyszałam, że Monika o właśnie ta! Nie powiem zachęciła mnie do tej książki, więc nie czytając inne opinie zamówiłam swój egzemplarz. 




   Długo oczekiwany przybył, tego samego wieczoru usiadłam i zaczęłam go czytać. Główna bohaterka Jamie Morris, w jednym dniu traci chłopaka, bo temu zachciało się ekscesów seksualnych z inną. Następnie tego samego dnia traci pracę, ale co najdziwniejsze z jej biura tylko ona wylatuje. Nie cierpiała tej pracy, więc strata niezbyt duża. Traci mieszkanie, bo mieszkała ze swoim byłym chłopakiem, więc idzie mieszkać do swojej przyjaciółki Elizabeth. Gdy już spakowała swój karton z rzeczami z biura, do wyjścia odprowadza ją ochrona i tutaj spotyka ją bardzo miła niespodzianka, bo jest nim Pan Ciacho. 




   Zwany tak przez wszystkie dziewczyny, przystojny panicz z opisu wygląda jak najpiękniejszą istota na ziemi, ale jak wiadomo to rzecz gustu. Odprowadza ją do wyjścia, każde podpisać wszelkie dokumenty i dzwoni po samochód by ją odwiózł do domu. Ku jej zdziwieniu podjeżdża po nią limuzyna i zawozi we wskazane miejsce. Później już jest tylko z górki, bo Pan Ciacho (Quinn) proponuje jej, że załatwi jej rozmowę o pracę, do tego przyjaciółki stające za nią murem odkryją intrygi. Dlaczego Jamie nie może umawiać się z szefem? Dlaczego zalewa każdego NNF? Dlaczego jej były będzie skomlał jak suka?









    Tak to będą najtrafniejsze pytania prowadzące do tej książki. Spodziewałam się po tej książce wiele, że będzie mieć lekkie pióro, ale takie do końca nie było, czasem mnie odrzucało od tej książki. Momentami przewidywalna jak Moda na sukces. Ale najbardziej to mnie drażniła główna bohaterka to takie skrzyżowanie blondynki z szynszylę i przygłupem, po prostu grająca na nerwach jak się da. Jej wypowiedzi były czasem tak przedłużone, jak przedłużacz mający pięćdziesiąt pięć odnóg... Jeszcze ta fala zalewających odpowiedzi faktami mało istotnymi, irytująca bardzo. Jeżeli oglądałaś kiedyś "Seks w wielkim mieście", "Szpilka w wielkim mieście" oraz "Legalną blondynkę" to całość taki miks został zamknięty w tej książce. Jeżeli byś przeskoczyła parę stron do przodu, nie ominęła by Cię żadna akcja, bo tam nie dzieje się prawie nic prócz lekkiej strzelaniny na sam koniec, umawiania się z szefem i skomlącego łajdaka. Bez polotu i bez finezji napisana, jeżeli miałabym ją ocenić to 2/10. Jest to najgorzej wydane moje 25 zł w tym roku.







Copyright © Sklerotyczka