piątek

#11 "Kiedy odszedłeś" miałeś plan inny a...





       Są takie chwile, że wspomnienia wracają wraz z melodią, którą gdzieś przez przypadek usłyszymy, mamy wtedy ochotę usiąść i rozkoszować się ich ciepłem. Powrócić na chwilę do tych chwil, ale czasu nie da się cofnąć biegnie on dalej, nie czeka i nie ogląda się za siebie. Tylko ciche tik-tak oznajmia nam rytm dnia, nim zmrok zapadnie usłyszysz cudowny śpiew. 

Czytaj dalej »

Nowa lista obowiązkowych lektur





  Tyle się mówi, że czytelnictwo spada, ale zawsze znajdują „złoty” środek, by ten procent zwiększyć. Ale wiecie co, jeżeli będziesz czytać parę stron dziennie przeczytasz w ciągu roku parę książek. Wiele się mówi o tym, że dzieci mało czytają i więcej czasu spędzają przed telewizorem oraz że lepiej posługują się smartfonem czy też tabletem. To boli aż za bardzo... To rodzice dają przykład dzieciom, że warto czytać albo nie czytać, wiele się mówi też o nowych lekturach szkolnych, bo jest ich za dużo. Ale zaraz zaraz czy one są aż tak straszne? 




  Nie, wystarczy trochę pomysłu i fantazji na to jak czytanie książki usprawnić. Wybaczcie zapomniałam 79% rodaków nie ma fantazji, bo nie czyta książek, nie mają jej, bo są za leniwi i zbyt „zmęczeni". Lepiej jest pograć w jakąś kiepską gierkę i udawać się, że jest się zmęczonym, oszukujemy siebie i wszystkich dookoła. Bo jeżeli byśmy chcieli to przeczytali te pięć książek w roku, przyjemniej jest zmęczyć oczy książką i poczuć jak ona pachnie. Tak uwielbiam wąchać książki! 





  Wracając do lektur i cofając się x lat wstecz, przyznaję się nienawidziłam mojej nauczycielki od języka polskiego, bo kładła nacisk na lektury i na wiersze. Miała po prostu takiego pierdolca, tłukła nam do głowy tyle ile się dało... Nie chcesz czytać lektury masz dwóję, ale nie przeszkadzaj na lekcjach, może i to nie było sprawiedliwe, ale pomagało. 




  Nawet potrafiła wyłapać kto czytał które streszczenie i w jakiej ilości, była wredna ciekawska, a zarazem chciała nam przekazać to, co miała najcenniejsze wiedzę. Którą wiele osób nie doceniało, ja zresztą też, ale dzięki niej potrafiłam podważyć argumenty nauczycielki. Pokazać jej inny punkt widzenia, jak to wygląda z mojej strony i za każdym razem słyszałam „Masz rację, siadaj i się nie odzywaj". Tak samo, jak zdawałam egzamin poprawkowy z języka polskiego, czemu go miałam? Bo lekcje zaczynały się o 7:30 a ja wolałam się wyspać niż tak wcześnie wstawać. Niektórzy mieli kłopot z zagadnieniami, które padały podczas tego egzaminu, ale ja nie bo miałam swoje własne zdanie i potrafiłam udowodnić swój punkt widzenia. To jak wygląda oczami młodszej osoby niż dyrekcja itp. Zdałam na pięć, tylko najbardziej mnie rozśmieszyło pytanie „To dlaczego nie chodziłaś na lekcje". No jak to dlaczego? Bo spałam przecież ha! 






   Później ta lekcja nie była nigdy pierwsza, cofając się wstecz na myśl o lekturach szkolnych, wracam do nich z uśmiechem. Nie rozumiem tego bojkotu rodziców, którzy twierdzą, że ich dzieci nie poradzą sobie z taką ilością lektur. A przecież wystarczy usiąść z dzieckiem i poczytać mu, potraktować to, jak formę zabawy. Nie są to jakieś straszne lektury, tylko bardzo fajne książki! Wiele z nich uwielbiałam, ale ubolewam nad tym, że uzupełniające będą takie jak „Alicja w krainie czarów”, „Tajemniczy ogród”, „Księga dżungli”, wybrana powieść Kornela Makuszyńskiego, „Ania z Zielonego Wzgórza”, „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego". I jeszcze parę pozycji by się znalazło, są to książki, które wnoszą do życia garść fantazji oraz przekazują nam pewne przesłania życiowe. Owszem są książki, które ciężko się czyta, ale nie ukrywajmy, jeżeli rodzic dziecku nie pokaże jak świat książkowy wygląda to żaden audiobook nie pomoże. Bo będzie to pamięć ulotna, najlepiej jest dotknąć, powąchać i zapamiętać... 






  Wiele osób będzie miało sprzeczne zdanie z moim, ale zapytam wprost ile książek przeczytałeś w życiu? Bo ja więcej niż masz aktualnie w domu, od małego mi towarzyszą, nałogowo kupuję nowe tytuły i zawsze przeżywam każdą książkę. Cała lista lektur dostępna u niestatystyczny.pl 


Czytaj dalej »

#10 "Nie zabierajcie mi dziecka"





   Pierw kupiłam, coś mnie pokusiłoby akurat ten tytuł kupić i leżała parę dni, dopadłam się do niej. Przeczytałam i od lutego próbowałam ją przetrawić, za każdym razem co zbierałam się, by ją opisać tekst kasowałam. Następowała wielka pustka i nicość, a przecież to tylko książka. Przepełniona od pierwszej strony i kipiąca aż emocjami, wdziera się do twego wnętrza, jakbyś właśnie miała konać, a przecież to tylko książka. Gdy ją skończyłam żałowałam, że ją kupiłam, żałowałam, że ją zaczęłam czytać, żałowałam, że dałam jej wedrzeć się w swój umysł.





   Nie jest to zwykła książka gdzie za każdą kartą będą jakieś podśmiechujki, opowiada historię nastolatki w ciąży. Temat trudny, opiewający się przez niektórych o patologię, o brak odpowiedzialności, ale... Ale Anglia to inny rejon tam takie przypadki są na początku dziennym, antykoncepcja? Bez problemu i nastolatka dostanie, u nas? Wielkie zakazy a bo kościół tam to i siamto, pluję na tą całą szajkę... 




   Wracając do tematu główną bohaterką jest Cathy zajmuje się domem tymczasowym dla dzieci, jeżeli nie znajdzie się nikt zainteresowany takiego dziecka adopcją zostaje u niej tak długo, jak trzeba. Wiadomo ona i jej dzieci do takiego dziecka przywiązują się, fizycznie oraz emocjonalnie, ale tutaj zaczyna się dość inaczej cała historia. Tajemniczy dzwonek do drzwi, gdzie podczas kolacji nawiedza ich Meryl, pracuje w szkole i jest trenerką. 




    Postanawia się zwrócić się do niej z prośbą o pomoc, bo ma uczennicę siedemnastoletnią w ciąży i jest bezdomna, którą „podobno” matka wyrzuciła z domu. Podczas tej wizyty wypytuje ją o to, czy ma pod opieką jakieś dziecko. Chciała swoją uczennicę umieścić u niej, lecz się nie zgodziła. I właśnie ten dzień zmienił wszystko, jedno trzaśnięcie drzwiami, jedno słowo, jedno spojrzenie.
Następnego dnia zadzwonił jej telefon, to była Jill, pracownica socjalna, która ją wspiera i pomaga. Zaproponowała jej opiekę nad nastolatką w siódmym miesiącu ciąży, miała na imię Jade. Niechętnie zgodziła się, ale warunek jest jeden przed porodem znajdą jej stałe miejsce zamieszkanie w innym domu. 




  Zgodziła się i tutaj zaczyna się cała lawina nieszczęść, nerwów i emocji. Jedna dziewczyna, która nie dbała o siebie piła, kradła i do tego miała o rok młodszego chłopaka, który był ojcem jej dziecka. Nie słuchała się Cathy i nie przestrzegała reguł żadnych, udawała, że jej słucha, ale jak to nastolatka miała to wszystko gdzieś. Jade znacznie szybciej urodziła, dom, który był przystosowany do opieki nad nią i jej dzieckiem znajdował się w innym hrabstwie. Cathy przyjmuje ją pod swój dach i tutaj zderza się z duchami przeszłości, które skrywały się na strychu gdzieś pomiędzy kołyską dziecięcą a ubrankami...
Cała ta książka jest ciężka, od nadmiaru szaleństwa nastolatki i tych emocji, z każdej strony kipi od nadmiaru, ale inaczej ta historia potoczyć się nie mogła. Gdy w połowie ją zamknęłam zastanawiałam się jak to z nią będzie, nasuwać się będzie miliony pytań, ale każde pozostanie bez odpowiedzi. Odpowiedzi na te pytania są w książce. Jak potoczą dalsze się losy dziewczyny? Nie powiem, ale zdradzić mogę tylko tyle że dostanie drugą szansę, by jej nie odebrać dziecka, czy ją wykorzysta?



Czytaj dalej »

wtorek

Matki z piaskownicy





  Chcąc czy niechcąc i tak kiedyś się na nie natkniemy, są wszędzie w kolejce, w sklepie, ale najczęściej możemy spotkać je na placach zabaw. Tam dopiero panuje dziwny klimat, jedne siedzą nad dziećmi jak kat nad grzeszną duszą, inne zaś skupione na swoim telefonie zapomniały gdzie są i nawet szarpiące dziecko nie pomoże taką matkę ocknąć ze swojego dziwnego świata. Ale jedno jest pewne, jest ich parę typów najczęściej spotykane? O tym będzie za chwilę.



Panna chusteczkowa

  Gdy zobaczy z odległości dwóch metrów, że dziecku coś pociekło z nosa to zaraz leci do niego pędem z chusteczką. Często ten bieg jest połączony z krzykiem „Jesteś chory!". Niby wydaje się to śmieszne, ale to jest straszne, zawsze w zapasie ma paręnaście paczek chusteczek i z nikim się nimi nie podzieli, bo to ona jest od wycierania nosa dzieciakom...





Mądralińska

  Typ ten ma zazwyczaj jedno dziecko, jej dziecko to jest ideał i wszystko umie, nie ważne, w jakim wieku jest ono wszystko umie dosłownie. A to pięknie tańczy, zna trzy języki oraz często w wieku dwóch lat samo się ubierało i śniadanie sobie robiło. Do tego dorzucić parę zajęć dodatkowych, dziecko geniusz! Ale tak naprawdę na dziecko przelewane są chore ambicje rodziców, które nieświadomie spełnia, typ ten charakteryzuje się krzykliwym głosem oraz licytowaniem się z innymi rodzicami.




Obserwator

  Siedzi, patrzy i wyciąga wnioski, a na końcu i tak ci dupę obrobi, bo ona widzi wszystko. Widzi, że twoje dziecko jest nieprawidłowo ubrane, co z tego, że jest piętnaście stopni na plusie obowiązkowo musi mieć zimową czapkę i rękawiczki. Charakteryzuje ją to, że siedzi jak mruk i do nikogo się nie odzywa...




Krzykacz

  Jeżeli plac zabaw jest wielki to i tak ona jest najgłośniejsza, drze japę jakby była otoczona tirami a dopiero za nimi stała jej kumpela. Zazwyczaj jest ona tak głośna, że masz jej chęć rzucić trzydniową skarpetkę by zasnęła na chwilę, ale nie martw się to nie pomoże nic. Chore gardło? Jest jej niestraszne i tak będzie drzeć tę japę, a gdy z rana otworzysz okno usłyszysz jej głos dobiegający z podwórka „Idziemmmyyyy poooo bułyyyy!". Charakteryzuje się tym, że jest bardzo głośna, głośniejsza niż głośnik na scenie muzycznej.




Plotkara

  Zna wszystkie najświeższe wiadomości, wie co w trawie leży, wie co na blogach parkingowych modne jest, wie co dla dzieci jest najlepsze i wie, że wczoraj twoje dziecko miało skarpetki fioletowe. A dziś o zgrozo ma te same skarpetki na sobie, jednym słowem plotkami to ona chleb sobie smaruje. Jest gorsza od trolli internetowych!




Panna Syberia

  Pomimo tego, że słońce pięknie świeci oraz że na dworze panuje temperatura wyższa niż standardowo, to ona i tak ubierze swe dziecko w kombinezon zimowy oraz w rękawiczki. Zapomniałabym dodać, że czapka zimowa musi być! Zresztą to jej znak charakterystyczny! I tak jakiegoś Gagarina spotkasz an tym palcu, na który się wybierasz.




Telefonistka

  Jej głos może być krzykliwy, ale gdy tylko zadzwoni telefon lekkie odchrząknięcie i popłynie głosik słodki. Uzależniona od telefonu, zachowuje się jakby jej telefon był przyklejony lepem do ręki i za żadne cudy świata nie mógł na chwilę powędrować do kieszeni i odpocząć od napastliwej właścicielki. Zazwyczaj, gdy taka matka siedzi na ławce, dziecko biega po całym placu zabaw, gdy się wywali nie podniesie wzroku, bo jest tak zahipnotyzowana. Główna cecha charakterystyczna jej to telefon w ręce przyklejony.





Druga młodość

  Ochoczo wędruje z dzieckiem do piaskownicy i jeszcze lepiej wychodzi jej lepienie babek z piasku, gdy dziecko straci zainteresowanie tymi babkami. Ona dalej będzie siedzieć w tym samym miejscu, koło niej będzie dół na dwa metry i dalej będzie z uśmiechem klepać te babki. Może zachowywać się jakby sama była małym dzieckiem, mówić piskliwym głosikiem albo uśmiechać sama się do siebie jak nawiedzona Wilma. Główna cecha charakterystyczna? Lepiej bawi się na placu od samego dziecka!



  I to byłby koniec typów matek spotykanych na palcu zabaw, wpis nie powstałby kogoś urazić, ale wynika to z własnych obserwacji. A ty wiesz już którym typem ty jesteś? Albo którym typem jest twoja kumpela?



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia