"Dziewczyny z Solidarności"


  


     Jedenaście kobiet, których się nie podało. Były zastraszane, szantażowane, ich dzieci były zamykane, bo nie chciały iść na współpracę. Kolejna książka Anny Herbich, druga, którą miałam okazję czytać pierwsza zaś były „Dziewczyny z Powstania". Podobała mi się bardzo, ale za późno ją przeczytałam, bo pierw poszłam do kina na film „Miasto 44” a później przeczytałam książkę. A powinnam zrobić odwrotnie, ale... 





   Po tej książce spodziewałam się sporo, wiele oczekiwałam i trochę się rozczarowałam. Pięknie ukazane i ubrane w słowa ten czas, gdzie wiele osób straciło życie. Ukazują swoją rolę w tej walce, pokazują jak to one buntowały się i to panowie musieli iść na pewne ustępstwa. Wiele osób nadal żyje tamtymi chwilami, tamtymi czasami, ale tutaj prócz zwykłego monologu, obrazującego i rzucającego inne światło na kobiety. Kobiety, które kombinowały jak przemycić żywność dla robotników prowadzących strajki, jak zachowywali się, gdy wtargano do ich mieszkań w nocy. Zabrakło jednej najważniejszej rzeczy w tej książce, czyli emocji. Rozumiem, że czasem się nie da pewnych sytuacji inaczej ukazać, ale jestem na nie. Czy żałuję, czy ją kupiłam? Nie, nie żałuję, bo kupiłam ją za niecałe dziesięć złotych, ale jakbym kupiła ją za pełną kwotę wściekłabym się. Więcej o tej książce nie da się napisać... 





   Prócz całej treści można wynieść wiele rzeczy z historii, porównać dzisiejsze sylwetki ludzi, którzy tam działali i to, co opowiadają, ale najważniejsze jest to, że w kobietach tkwi siła!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.

Copyright © Sklerotyczka