Preparat na "proszonych" gości!





  Każdy z nas ma jakieś niedoskonałości cery, nie ma ideałów. Te istnieją tylko i wyłącznie w książkach, ale mało kto pozna te ideały, bo większość ludzi i tak nie czyta książek. Pożycza nie oddaje, a bo po co? Można takie osoby porównać do tych niedoskonałości na naszej twarzy, pojawiają się i znikają... Ale jedno jest pewne, nie warto mieć kontaktu z takimi, a z tymi niedoskonałościami warto walczyć. 




  Ostatnią skuteczną moją bronią prócz zażywanie bratka w tabletkach, stosuję od długiego czasu punktowy żel na tych nieproszonych gości. A że ostatnio zmagam się z uczuleniem na pewien krem, to nie ma zmiłuj się! Łykam bratka, twarz traktuję dwoma cudownymi produktami jeden z nich to Make My Bio a drugi to Benton, o nich będzie niedługo, ale wszystko w swoim czasie. Pamiętajcie, jeżeli będą was nęcić reklamy kremu tfu sorbetu do twarzy to go omijajcie, starczy, że ja chodzę jak zombie i straszę... 





  Wracając do samego żelu, na składach się nie znam więc daruję sobie jakąś analizę jego zawartości. Zresztą coraz więcej w tej sprawie mamy ekspertów ale i tak najlepszym ekspertem od składów jest Ola znana wszystkim jako Arsenic.






  Gdy pojawi mi się na twarzy nieproszony gość, od razu takiego traktuję tym żelem. Ma delikatną żelową konsystencję i bardzo łatwo go się aplikuje, delikatnie pachnie, ale ledwo wyczuwalnie. Nie szczypie i nie gryzie, pozostawia po sobie delikatny film, znika ten po paru minutach od aplikacji. Gdy zadziałamy z nim w dobrym momencie tego gościa wyrzucimy! A jeżeli nie to złagodzi ten uporczywy i cholernie ciężki stan, warto go mieć w swojej łazience. Zapomniałabym dodać, że jest cholernie wydajny, stosuję go około dwóch miesięcy i nawet połowa opakowania nie ubyła.


Copyright © Sklerotyczka