Dresdner Essenz, wybuchowa kąpiel...




    Jak ta chorągiew co delikatnie na wietrze co się unosi, jak ten zapach co o poranku Ciebie budzi i te rozkoszne promyki słońca. Jedno spojrzenie, kolejne w dal i szukasz, szukasz dalszej odpowiedzi. Siadasz jeszcze co wilgotnym piasku, przesypujesz dłonią po nim i doszukujesz się w nim czegoś innego. Zabawa pewnie nie raz obudzi w tobie dziecko, ale woda ukoi i wysłucha. 




Wyciszy, odpręży i da nam chwilę refleksji. Tak samo jest z kąpielą, gdy nas coś zaczyna rozkładać, czy wtedy gdy pragniemy domowego relaksu. Pierwsze co to kierujemy swe kroki do łazienki, odkręcamy delikatnie kurek z wodą i najgorszy moment to ten, gdy muszę dokonać wyboru. Który płyn do kąpieli czy olejek, którą sól użyć, czy to ma być kula musująca, puder etc. Ale jest jeden produkt, do którego wracam regularnie, trzecie opakowanie poszło... Ale na tym nie poprzestanę, bo uwielbiam jego i to jak barwi wodę na czerwono. 




   Wybaczam mu to, że niezbyt dużo piany daje, ale nadrabia zapachem delikatnym, by za chwilę pokazać swoje stanowcze ja. Gdy twe zmysły opadną i popadną w uśpienie, dopadnie Cię i pokaże Ci, co potrafi. Zrelaksuje ciało, nawilży i da zapomnieć o całym dniu. Zmęczenie opadnie, uleci wraz z wodą do ścieków. Nie jest to zwykły płyn, a koncentrat kosztuje niecałe trzy euro. 



   U nas można go kupić za ponad 25 zł, nie opłaca się, by kupować go bezpośrednio u dystrybutora. Zresztą chemii niemieckiej czy kosmetyków niemieckich się u nas nie opłaca kupować. Dlaczego? Bo jest na tych produktach razy dwa jak nie więcej narzucona cena... I niech ktoś nie tłumaczy, że podatki itp., lepiej ściągać sobie samemu z zagranicy produkty!  



Copyright © Sklerotyczka