Jak Cię zabić kochanie?






      Kochanie czy wiesz, jak smakuje śmierć na śniadanie? Może być okraszona delikatną szczyptą miłości, może być niespodziewana jak ta wisienka na torcie co zdobi szczyt namiętności. Może być także schowana za drzwiami, lecz gdy je uchylisz dostrzeżesz tę samą codzienność co Cię otacza. Lecz gdy tylko spojrzysz w góry albo dalej nadejdzie Cię coś niespodziewanego. Im dalej w las, tym ciemniej i dalej. 



     Z czasem odkryjesz karty wszystkich, ale najgorsza bywa kobieca. Te są skłonne do wszystkiego, ale wiedz jedno zawsze mają wyrzuty sumienia. No chyba, że są sukami bez skrupułów, to wtedy zrobią wszystko nawet sięgną po broń. A gdy chodzi o pieniądze to ta suka jest zimna, jak ten trup leżący w kostnicy, pozbawiona cienia moralności i pozbawiona wszystkiego zabije Cię nawet przy jajecznicy. Szeroko uśmiechnie się i zapyta „Jak Cię zabić kochanie?” albo czy „Wolisz na słodko, czy na pikantnie tę śmierć?". Jeżeli wybierzesz pierwszą opcję daje Ci szansę ucieczki. Jeżeli zaś wybierzesz drugą opcję, obsypie cię toną cukru, czyli komplementami, bo zawsze, ale to zawsze daje się plusy a później wylewa się słone mleko. Tak mi się skojarzyło z tą książką, już pisałam o tym, może i się powtórzę, ale dawno nie czytałam tak zajebistego kryminału, nie jest on zwyczajny, bo doprawiony dużą dawką śmiechu. 



       A jak wiadomo do śmiech to zmarszczki, więc bez kwasu hialuronowego nie podchodź do niej. Przez bardzo długi czas nie mogłam czytać kryminałów a uwielbiam je. Wszystko zaczęło się od pewnej książki Joanny Chmielewskiej, była o kocie. Miałam zaledwie dwanaście lat, czytałam ją po kryjomu i tak zaczęła się ta historia, która toczyła się i dalej... Aż do zeszłego roku, gdy uwielbiana przezemnie Bonda wydała trzeci tom o Saszce zwany „Lampiony”, to była najgorsza książka, jaką w życiu czytałam, przeczytałam i nie mam ochoty na więcej jej twórczości. No chyba, że klasyk King, zawsze go przeczytam tylko „Gra Geralda” to totalna pomyłka! 



   I tak uciekałam tych kryminałów, poszłam w obyczajówkę, przez co nawróciłam się w stronę Witkiewicz, Mirek, Kordel, Michalskiej i innych. Aż na targach książki na stoisku Fili kupiłam „Jak Cię zabić kochanie”, oczywiście „Pudełko z marzeniami” połknęłam w pendolino. Tą sobie zostawiłam na deser...







    Opowiada o mojej imienniczce Kasi, szczęśliwej mężatce, która dziedziczy ogromny majątek po ciotce. Ale jest jeden chaczyk, by dostać majątek musi urodzić potomka, tutaj w tym momencie zaczynają się schody... Bo ani ona, ani mąż niemogą tego dziecka zrobić, zaczynają przy okazji się oddalać, ale no chyba, że któreś z nich umrze to wtedy spadek odziedziczy któreś z nich. Ale jak tu posłać kogoś na drugi świat? To nie takie proste, ale i też nieskomplikowane z pozoru... Bo z czasem nawet błahe słowa rzucone raz mogą narobić ostrych kłopotów. 





    Do tego wszystkiego możemy poczuć się jak w filmie amerykańskim, gdzie zakonnice latają z karabinami i oczy mi się błyszczą od łez, gdy tylko zobaczą broń ostrą. To trochę jak blondynka nad szpilkami, która płacze i zapiera jej dech w piersiach, znasz to? Bo ja doskonale, mam tak nie raz. Wspomniane zakonnice, będą polować, ale nie na zwierzynę leśną, lecz na ludzi. Do tego dochodzi lekarska, a zarazem bardzo dobra znajoma Kasi, która nie raz i nie dwa oszaleje. Ale wszystko jest tak lekko napisane, że popłaczesz się ze śmiechu. Nie z rozczulenia, chusteczki wskazane przy tej lekturze. Polecam każdemu!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.

Copyright © Sklerotyczka