Lilka i wielka afera





   Każdy z nas będąc dzieckiem, bawił się w detektywa, gdzie węszył za aferą czy też czuł spisek. Później było tropienie i zbieranie śladów, oczywiście jak to dzieci wielka tajemnica zawsze obowiązywała. Bo jak to dorosłym zaufać? Ciężko z tym było. Takie pierwsze miałam skojarzenie, gdy dorwałam się do „Lilka i wielka afera”, pewnie pamiętacie jak pisałam o pierwszej książce dla dzieci od Magdaleny Witkiewicz? A jak nie pamiętasz to zajrzyj do tego wpisu. Ale wiesz co? To nie jest tylko książka dla dzieci, ale dla dorosłych również, zdecydowanie dla tych, co chcą wrócić do dzieciństwa.








     Ale wracając do książki, główną dowodzącą jest oczywiście Lilka ma około dziewięciu lat, zabijcie mnie nie pamiętam dokładnie. A czytałam ją parę dni temu, za dużo książek! Lilka wraz ze swoim młodszym bratem Mateuszem jadą do Amalki. Wiki zaś najstarsza z rodzeństwa jedzie na obóz, bo ona ma dwanaście lub trzynaście lat i ma inne rzeczy, o czym innym myśli wiadomo jak to nastolatka. Pozostała dwójka rodzeństwa protestuje, ale uginają się, pakują się i Mateusz zabiera matce karton po butach sportowych, wypycha go całego tatuażami. Pewnie kojarzysz takie co były w gumach i innych słodyczach? Właśnie o nich mowa, jest cały w tych tatuażach Lilka łapie się za głowę. 





   Nadchodzi chwila odjazdu i standardowo ciasto pozostawione na dachu samochodu ląduje na drodze. Psiak dokarmiony, rodzina w śmiech, ale gdy dojeżdżają do Amalki zastają na ganku ciotkę Frankę odmieniona. Niczym za pomocą różdżki odmieniona, promienna, szczuplejsza i zakochana! Bo ciotka zakochała się w Johnnym, mieszka w Londynie i podobno niedługo ma ją odwiedzić... Dzieciaki trochę zdziwione ciotki zmianą, mama ich chce pobiegać i wtedy nadchodzi poszukiwanie obuwia sportowego, by pobiegać. Wychodzi co Matewka tam trzyma... Więcej nie napiszę co i jak, bo bym za wiele zdradziła i tak już za dużo napisałam. Dodam tylko że Lilka będzie na tropie sporej afery! 





    Ale jest to pełna humoru, dziecięcego śmiechu i wspomnień książka. Którą da się połknąć w trzy godziny, tyle właśnie zajęło jej przeczytanie, za jednym razem cała poszła. Wspaniała, bo lekko napisana. Da nam na chwilę zapomnieć o otaczającym nas świecie, ale gdy będziesz chcieć ją przeczytać sama a masz dziecko w domu. Chowaj wszystkie kredki i książkę z daleka, bo będziesz mieć ją przyozdobioną w esy floresy.






Copyright © Sklerotyczka