Kobieta w oknie





   Spotykamy je na każdym kroku, śmiało nazywamy je monitoringiem osiedlowym. Kryją się za firanka i z ukradkiem zerkają na całe otoczenie albo bez żadnego zażenowania wystają godzinami w oknie i obserwują. Znak rozpoznawczy? Brak, zawsze gdzieś kryje się kobieta w oknie, która wszystko widzi albo wydaje jej się, że widzi. To, czego nie może dostrzec, próbuje w swej wyobraźni ułożyć i dopowiedzieć. 




   Tytułowa "Kobieta w oknie" to Anna Fox, psycholog dziecięcy od parunastu miesięcy nie opuściła swego domu, straciła pracę i zdrowie. Ale najważniejsze to w wypadku ginie jej mąż, a także córka, próbuje się pozbierać, ale topornie jej to idzie. Każdy krok swego sąsiada śledzi za pomocą swego Nikona, godzinami przesiaduje na Agorze można by nazwać je miejscem dla osób, które potrzebują wsparcia. Nie stroni od alkoholu, czyli od wina, leki zazwyczaj nim popija ni kończy to się nigdy na jednym kieliszku.





    Dość dużo uwagi poświęca nowym sąsiadom, jakimi są Russellowie, standardowo rodzina z dzieckiem. Raz w tygodniu ma rehabilitację, regularnie dzwoni do niej jej lekarz sprawdzić, czy robi postępy... Pewnego dnia, gdy zaczyna podglądać sąsiadów, widzi dziwne zdarzenie w ich domu, które odmieni jej życie. Widzi morderstwo, każdy myśli, że sobie to wymyśliła, że to wytwór jej wyobraźni, bo bierze silne leki i nie stroni od alkoholu. Każdy próbuje z niej zrobić totalną wariatkę, ojciec z naprzeciwka każde jej się odczepić. Żona uważa, że ona ich nęka, a syn wypłakuje się na jej kanapie. Tylko jej współlokator zamieszkujący piwnicę, przyjmuje to wszystko ze stoickim spokojem. Jak było naprawdę? Czy były to halucynacje? Czy po prostu zobaczyła już za wiele?






    Pierwsze sto stron jest totalnym wprowadzeniem, poznajemy każdego bohatera i możemy go już ocenić, dowiedzieć się trochę, ale czy do końca? Nie koniecznie, później akcja zaczyna tak szybko się toczyć, że zapomnisz o prawdziwym świecie, przestanie Cię interesować to, że obiad właśnie się spalił. Będzie pędzić jak tornado, zawładnie każdą twoją komórka aż do końca. Nie da jej się tak po prostu odłożyć, będzie nawoływać do dalszego czytania i przeczytasz. 






    Całość przeczytałam w niecałe trzy dni, ale ostatnie dwieście stron to było jedno wielkie wow! Idealna intryga, thriller psychologiczny jakiego jeszcze nie miałam okazji przeczytać, pociągnął wszystko, co się dało, nie da o sobie zapomnieć bardzo szybko. Gdy już będziesz myśleć, że wiesz, kto co i jak. To autor wywiezie Cię w taczce na pustynię, bo to był ślepy zaułek, idealna! Do tego jeszcze wydanie, któremu prawie że grzbietu nie zagięłam! Jeżeli mam ją ocenić to 9,5/10, polecam każdemu przekonać się jak to z nią jest. I nie bez powodu King ją rekomenduje.








Copyright © Sklerotyczka