Królik w lunaparku





     Czy debiutancka książka, jest skazana na porażkę? Nie zawsze, ale przeczytałam parę książek, co debiutowały i z dziką przyjemnością po pastwiłam się nad nimi. Zazwyczaj wybierając książkę, patrzymy pierw na okładkę jak twierdzą badania chętniej sięgamy po książki co mają okładkę granatową lub czerwone wstawki. Nie wiem, jak to zostało zbadane, ale coś w tym jest. Kupujemy oczami, chociaż mówi się, że nie powinno oceniać się książki po okładce, niektóre okładki są tak paskudne, że najchętniej bym oblała je benzyną i podpaliła. 





     Potrafią oszpecić całość, ale wisienką na torcie jest wydawnictwo. Nie u każdego kupię książkę, bo nie każde wydawnictwo dba o to, by papier był dobrej jakości i o to, żeby wygodnie się czytało. Czemu to piszę? Bo regularnie zaginam grzbiet, czy tego chcę, czy nie. Zawsze tak się dzieje, wyjątkiem była książka "Kobieta w oknie" tam było tylko jedno zagięcie! Cud! Ale wróćmy do wydawnictwa, jak już wspomniałam nie kupuję u każdego książek i dziś o takiej książce będzie. Nie cierpię wydawnictwa, ale wyjątek od reguły zrobiłam, dalej ich nie trawię jak jeż słonecznika łuskanego.








    "Królik w lunaparku" debiut Michała Biardy, czy udany? Zdecydowanie tak. Ale nim wytłumaczę dlaczego, trochę o samej książce. Bierzemy misia w teczkę i jedziemy do Warszawy na wycieczkę. Bo właśnie, tu toczy się akcja naszej trójcy. Trzech różnych bohaterów, niby banalne historie, ale każdą coś łączy, powoli po nitce do kłębka. Część pierwsza poświęcona jest Pawłowi, chłopak zostaje potrącony przez samochód, widzi sprawcę i zapamiętuje numer rejestracji, ale... No właśnie, ale zapada w śpiączkę. Gdy się wybudził już, jego aktualna dziewczyna Monika odwiedza go codziennie, zaprzyjaźnia się z panami z sali w tym ze Zbyszkiem. Paweł ma to do siebie, że opowiada dziwne sny, które miewał, ale nie przypomina sobie by miały miejsce. Ale jak to student, może jest na jeździe swojej albo mówi prawdę? Kolejna jest Kasia, licealistka, która ma raka. Pozostało jej tylko pół roku życia i zaczyna korzystać z życia. A na samym końcu, zostaje nam Zbyszek. Taksówkarz i były alkoholik, przez chwilę czuć jakby był na spowiedzi, opowiada bardzo dużo...






      Z pozoru zwyczajna książka, zwyczajne spotkania, zwyczajna trójka ludzi, ale to, co ich połączy już takie zwyczajne nie będzie. Każdy w tej książce, pojawia się tu nie bez powodu. Bardzo lekko napisana, a do tego, gdy się do niej usiądzie, nie wiadomo kiedy to już koniec. Czyta się ją błyskawicznie, jeżeli masz wolne tempo czytania to zajmie Ci to dwa dni. Jeżeli zaś, bardzo szybkie to w trzy godziny ogarniesz ją, a może jeszcze szybciej. Co i jak? Nie napiszę, nie napiszę kto jest tytułowym królikiem, a co fikcją a prawdą. Zachęcam do przeczytania!





Copyright © Sklerotyczka