Pop Ball i ostatni list...




    Czy czasem, chociaż przez chwilę zastanawiałaś się jakby wyglądał ostatni list od kochanka? Pewnie byłby owiany lekką nutą tajemnicy, smakowałby słodko, zniknąłby zbyt szybko... Ale by za chwilę pojawił się coś nowego, ale czy tak koniecznie musi być? Kochanek na chwilę? Mąż na stałe? 





    Zawsze punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo gdy usiądziesz na ławce w parku, gdy lekko drzewo przysłoni Ci  parę. Ona go uderzy, to będziesz myśleć, że to zwyczajna kłótnia, bo on ją zdradzał. A może prawda byłą taka, że to był jej przyjaciel a ona próbowała sprowadzić go na ziemię? Rozumiesz, o co mi chodzi? Sądzę, że tak.




     A wiesz jak smakuje lato zimową porą? Jest jak zakazany owoc w raju, gdzie wzrok nie sięga tylko twa ręka do kieszeni po niego sięga. Za chwile otworzysz, poczujesz rześką miętę, otuli Cię, ale przymknij na chwilę oczy. Bo to właśnie fantazja zabiera Cię w podróż, za chwile pokaże, co potrafi. Lekkie dotkniecie ust i doskonały nawilżony pocałunek złoży, pozostawi je miękkie i ochroni przez mrozem. 





    Prawie że doskonały, bo zbyt szybko znika... Uzależnia, ale nie uderza do głowy i z przyjemnością sięgam po niego, nie tylko w sytuacji awaryjnej. Ten pocałunek może trwać, to nie musi być ostatni list, u mnie nie będzie. 
Podsumowując,  balsam do ust pomimo swojego dziwnego kształtuk przyjemnie się używa. Przypomina trochę słynnego już Eosa, ale trzeba przyznać że zapach rewelacyjny. Świeża miętka jak z ogródka, doskonale nawilża usta, chroni długo przed mrozem i jest cholernie wydajny. Pod warunkiem, że twój pies się do niego nie dobierze. Jeszcze dostępny jest, drugi wariant malinowy. Obydwa opakowania kolorystycznie inne ale tak samo wytrzymałe. 


Copyright © Sklerotyczka