Promyczek





    Śmiało można napisać, że życie to nie bajka, nie pogłaszcze nas nigdy po jajkach. Nawet i tych sklepowych, czasem problemy nasze wyolbrzymiamy i tworzymy z nich jakąś taką pieprzoną apokalipsę, ale czy tak to powinno być? Nie, wiadomo z problemami dobrze podzielić się z kimś innym, ale po co kłębić to w sobie... Te problemy... Te tajemnice... I robiąc dziwne podchody, udając, że jest wszystko dobrze. Każdy z nas, potrafi wytrzymać bardzo wiele, ale czasem kurwa mać to za mało.





   Przez pewien czas śledziłam, zalewała blogi i wszelkie półki sklepowe książka pt. „Promyczek”, wszyscy mieli o niej bardzo dobre zdanie. Kupiłam i... Właśnie dziś o niej będzie, ale zacznijmy od początku. 




   Tytułowa bohaterka nazywa Promyczkiem to nikt inny jak Kate, dziewczyna, która chodzi wiecznie uśmiechnięta. Poświęca się dla innych, daje sztuczny uśmiech pomimo bólu i kocha wszystkich. Skrywa coś, co powinna wyjawić wszystkim, myśli bardzo niby o innych, ale zachowuje się jak typowa egoistka... Gus, przyjaciel Kate, wskoczyłby za nią w ogień, traktuje ją jak siostrę i jak trzeba, dokopie innym. Keller pracuje w kawiarni, czarujący, uwodzicielski i szalenie przystojny. Trochę skryty w sobie, ale to on chowa za plecami tajemnicę. 






      Nie będę zagłębiać się w inne osoby, ale najważniejsze opisałam. Kate wyjeżdża z San Diego, by studiować i pierwszy tydzień mieszka u swej ciotki. Która okaże się bulimiczką, ale też laską, która chce mieć swoje pięć minut, u każdego i z każdym, musi błyszczeć i być w centrum zainteresowania. To u niej męczarnie będzie przeżywać dziewczyna, znosić jej wyniosły charakter, ale... Gdy tylko zamieszka w akademiku, zacznie poszukiwać pracy i tak pierw trafi do kawiarni, bo chce skosztować czarnej kawy. Zwyczajnej klasycznej i najlepszej, poznaje życzliwych ludzi i pyta o pracę. Tak poznaje Shelly, szaloną dziewczynę słuchającą wyłącznie akademicką stację radiową. Lekko skryta i pragnąca pokazać co potrafi, ale coś ją hamuje i trzyma to w sobie. Bardzo głęboko... Dopiero Katie wyciągnie z niej królową parkietu, dziewczyny zaprzyjaźniają się. Wieczorne wypady do klubów nocnych, poznawanie lepiej swoich przyjaciół, wieczorne rozmowy z Gusem przez telefon lub na Skypie. Bo jej przyjaciel ruszył w trasę koncertową, ma się stać  gwiazdą rocka... Poznany w kawiarni Keller, nieźle namiesza w głowie jej. Poczuje pierw lekkie zauroczenie, pokocha i odkryje jego tajemnicę, po co lata raz na dwa tygodnie do Chicago. 





    Czy ukrywanie dziecka, musi być aż tak kłopotliwe? Nie, nie jest to powód, by to ukrywać. Tak samo, jak Kate, ukrywa fakt, że ma raka jajników i ma poważne przeżuty do płuc itp. Współczuję dziewczynie, bo to nie jest równa walka. Ale nie rozumiem jednego, dlaczego autorka książki stworzyła jej obraz jako ideału. Który kocha i uwielbia wszystko, no prócz mięsa co jest zrzucane na chorobę jej... Dziewczyna myśli egoistycznie, nie podejmując walki z rakiem tylko woli umrzeć. Zostawiając wszystkich, wszystko, co kocha i by cierpieli po jej stracie. Historia, która poruszy serce, ale wiecie co? To była fatalna książka dlaczego? Przez pierwsze 200 stron poznajemy dogłębnie świat Katie i Gusa, tego, jak się znają, jaka historia ich spotkała i jak wszystko przeżywają. Kolejne 200 stron, trwa wyjawianie ich mrocznych sekretów. 



    Właśnie tutaj oboje, czyli Kate i Kellera dałam na straty, bo czy to aż takie straszne? Nie, ale widocznie taki celowy był zamysł autorki, by czytelnik znienawidził tę dwójkę. Ale by zaraz przy kolejnych dwustu stronach, pokochał ich i płakał razem z nimi, bo Kate umiera. Wiecie co? Ckliwa historyjka, opowiadająca zbyt idealną miłość, zbyt idealną nastolatkę tylko brak białego rumaka. Gdzie ona i on będą jechać do ciepłych krajów, bo zaraz ślub wezmą. Pokazane jest brutalnie jak ona zmierza się z chorobą, jak udaje uśmiech i jak wszyscy opłakują ją. Nie jest to normalna książką, nie uroniłam nad nią łzy i nie rozumiem skąd te zachwyty? Fakt lekko jest napisane, ale wszystko pozostałe leży... Dałam za nią dwadzieścia złotych, żałuję. Kolejny gniot w tym roku...



Copyright © Sklerotyczka