Kosmetyki z mojej półki



  W każdej kosmetyczne znajdują hity i kity albo potocznie zwane buble. Wpisy kosmetyczne czasem potrafią przytłoczyć, dlatego też raz na miesiąc pojawi się taki zbiorczy tasiemiec. Nie będę analizować składów, bo to jest bez sensu. Wystarczy pobrać odpowiednią aplikację na telefon, w ten sposób można poznać każdy kosmetyk. Ale czy to jest potrzebne? Nie zawsze, czasem wystarczy czuć się w takt swej cery czy też ciała. Ona najlepiej wie, co jej służy a co nie. Kosmetyki naturalne? I takie się u mnie przewijają, ale nie jestem nawiedzona na ich punkcie. Bo i natura potrafi uczulić i narobić syfu... We wpisie będzie parę bubli, ale nie są to długo używane kosmetyki. Nie rozumiem osób, które używają takich bubli a bo trzeba itp. Bezsens? Oczywiście.



Eos - balsam do ust

   Z wyglądu przypomina jajko, ale mające swą moc skrytą w swym wnętrzu. Kto raz spróbuje Eosa na usta, nie będzie chcieć żadnej innej pomadki czy też balsamu do ust. Słodki piękny zapach, kuszący i nęcący. Bardzo dobrze nawilża usta i z każdym kolejnym użyciem, kochasz go jeszcze bardziej. Miłość do niego, zaczęła się niewinnie od kalendarza adwentowego. Ile wtedy mnie omijało! Nałogowo używam, cholernie wydajny i apetyt rośnie... 


Balea - Woda w spreju

   Cieplejsze dni mają to do siebie, że pragniesz wskoczyć na chwilę do fontanny. Wypluskać się i uciec, bo przecież to nie ty? Woda w spreju z Balei towarzyszy mi od bardzo długiego czasu. Nie wyobrażam sobie lata bez niej. Cena niewysoka, bo kosztuje około 4 zł, przez internet można ją kupić za dziesięć złotych. Idealnie sprowadza na ziemię, delikatnie chłodzi i niestety, ale z dostępnością jej jest kiepsko. 


Nivea - krem z filtrem

   Nowość, która niedawno pojawiła się na naszym rynku. Przyznaję, sceptycznie podchodziłam do tego kremu, krem z filtrem i przyspieszacz opalania? W życiu to się nie uda. Yhym, jasne! Dopóki nie spróbowałam, nie zobaczyłam efektu na własnym ciele nie uwierzyłabym, ale no łapy mam opalone. Nie barwi ubrań, tak jak to potrafią inne filtry. Zapewnia wysoką ochronę i za chwilę, możesz się cieszyć piękną opalenizną. No i ma trochę specyficzny zapach, tak gdzieś cukierki a gdzieś lekkie latte.


APN - woda micelarna 

   Woda micelarna, jak to niewinnie i pięknie brzmi. Opakowanie kusi, ale w środku to jakby teściowa siedziała. Trochę popiecze, trochę po wnerwiać a by na końcu twój makijaż skrytykować i go rozmazać. Jest to jeden z większych bubli, szczypie w oczy, idealnie rozmazuje makijaż, nie oczyszcza cery i jedynie zapach go ratuje. Bubel nad bublami, nie polecam nawet na prezent dla teściowej.



Marion - czarna maska 

   Bardzo dużo mówi się o czarnych maskach, które są idealne itp. Chińską odpuszczam totalnie, nie wiem, nie znam się więc się nie wypowiadam. Ale ten szatanek od Mariona to prawdziwy szatan. Lecz nim użyć jego chcę muszę zrobić sobie ciepły kompres na twarz, by pory otworzyć. Bez tego to się nie uda, jeżeli wolisz możesz zrobić sobie parówkę, ale nie do jedzenia! Po tym zabiegu nakładam czarnego i tak straszę, jak upiór z pół godziny. Po tym czasie delikatnie płaczę, ale tylko na chwilę. Bo ściąganie jej boli, ale za to efekt gwarantowany! Oczyszcza bardzo dobrze pory, a także wszelkie kłaczki z twarzy pożegna... No i trzeba pamiętać by w okolice brwi, delikatnie ją kłaść. Wiem coś na ten temat!


Biolonica - krem pod oczy

   Co z tego, że ona trzydzieści plus? Co nie będzie chciało to zostawi, więc z takim podejściem, podeszłam do kremu pod oczy. Opakowanie wygodne air less, wydajny bardzo i trzeba uważać z jego aplikacją. Bo gdy podjedziesz z nim za blisko do oka, zacznie szczypać. Tak wyglądały moje początki z nim, bardzo dobrze nawilża okolicę oczu, pięknie dba o oprawkę i wygładza. Bardzo dobry, a także cholernie wydajny.


Chic CHIQ - oczyszczająca maseczka

   Ile to ja się na tej maski nasłuchałam, że ona jest mega hiper zajebista. No więc co z tego wyszło? Hmmm zapach faktycznie bardzo czekoladowy. Ale za to miałam do sprzątania pół łazienki, bo ona uwielbia spływać jak woda po kaczce. Do tego tworzy Ci efekt Fiony na twarzy, akurat to jest standard. Ale jak zacznie, Ci spływać to i koszulkę Ci zapaskudzi. Prócz obietnic, nie robi nic prócz zapachu. Miała wyrównać koloryt cery i oczyszczać cerę, a tylko pachnie. To trochę jak z księżniczką, co leży i pachnie i nic nie robi. Totalny bubel!


Nivea - maska jednominutowa 

  Moje trzecie opakowanie tej maseczki. I to już jest miłość, a także lekkie uzależnienie, bo używam  trzy razy w tygodniu. Prócz tego, że bardzo fajnie oczyszcza, a także delikatnie złuszcza martwy naskórek. Takie idealne dwa w jednym, bardzo dobre rozwiązanie. Bardzo dobra, a także mega wydajna i niedroga.


Eveline - Peeling i masaż

  Jako peeling to słabizna totalna! Peeling i masaż, yyy nie... To nawet koło tego nie leżało, totalna strata pieniędzy. Nie robi nic, nawet w połączeniu z innymi produktami. Zwyczajny bubel, obiecujący gruszki na wierzbie. 


Vatika - peeling do twarzy 

   Kolejny produkt, który bardzo był chwalony w blogosferze. Ale czy warto? Ma bardzo fajne, delikatne drobinki, które dobrze złuszczają naskórek. Niewielka jego ilość, wystarczy na jeden raz i to tyle plusów. Użyłam go raz i w życiu więcej. Ten peeling to istny hardcor. Ale pod względem zapachu, bo zaraz po aplikacji głowa zaczęła mi pękać. On tak intensywnie pachnie, że to boli! Takim istnym sandałem po twarzy...


Be the sky girls - olejek do włosów 

  Magia? To nie tylko w książkach fantasy, ale także w kosmetykach się dzieje. Zawsze jak używałam olej do włosów, nie dogadywałam się z nimi. Wracałam znów do swoich odzywek przeklętych, by za chwilę zdanie zmienić. No takie poplątanie, aż do pewnej randki z tym olejkiem. Zamknięte w nim zostały czarnuszka, shea, kokos i chia. Pachnie obłędnie, zapach uzależnia i powoduje szybsze bicie serca. Przez niego skończyłam romansować z odźywkami do włosów, wystarcza mi on. Iiii mam włosy w stanie idealnym, okiełznane i pięknie się po nim kręcą. Dał im kopa, którego im brakowało. Nabrały blasku i odżywienia, wystarczy na bardzo długo.


Tonik matujący

  Nie wyobrażam sobie dnia bez toniku, mogę zapomnieć nałożyć krem na twarz. Ale tonik zawsze użyję! Kolejne opakowanie, czwarte czy też piąte, nie pamiętam! Przeznaczony do cery mieszanej i wrażliwej, wspomaga cerę dodaje jej porannego kopa, delikatnie matuje i zawsze ją okiełzna. Bardzo fajny z meszkiem, za to kremu do twarzy z tej serii nie polecam, bo to totalny bubel.



Mydło z oliwą z oliwek

  Ja użyje mydła? Tylko do mycia rąk, ale wyjątek zrobiłam od normy i użyłam mydła do mycia ciała. Pierw myślałam, że będzie po nim skóra, tempa jak blondynka z kawałów. Ale to tylko pozory, bardzo fajnie natłuszcza skórę, oczyszcza idealnie i bardzo wydajny. Delikatnie się pieni, za to mam wolne od balsamów do ciała, bo te zużywam jakbym smarowała nimi kanapki...


Copyright © Sklerotyczka