Tajemnica godziny trzynastej





     Z książkami to jak z jedzeniem, gdy pięknie wygląda okładka, nie zawsze zachwyca nas treść. A jedzenie? Pierw pożeramy je wzrokiem, rozkoszując się nim i następnie zjadamy. Ale czasem bywa różnie, bo potrafi przyprawić o lekki zawrót głowy, bo ktoś miał za dużo finezji i zbyt mocno doprawił. Nasz rynek zalewają książki, które nie zawsze zachwycają treścią a są mocno chwalone, są to dobre książki, ale bez polotu. Nie pożeramy ich oczami, nie pragniemy jej teraz tu i natychmiast. Chcemy ją, bo ktoś ją kupił i chwalił. Czasem ulegam temu i żałuję, pod względem czytelniczym zrobiłam się wybredna. 




    Zbyt wiele, gniotów przeczytałam, ale i te gnioty mają alternatywne wykorzystanie. Bo nie kupiłam packi na muchy, ostatnio była jedna sytuacja gdzie szerszeń niczym ukochana teściowa zawitał w me progi. Gniotek przyjął go totalnie, ale pierw miotacz ognia stworzony z lakieru do włosów, który zepsuł się totalnie jakościowo. A jeszcze z dziesięć lat temu ta marka była bardzo dobrą, aktualnie przeciętna... Pewnie myślisz sobie, po co to piszę? Otóż nie bez powodu, ostatnio czytałam „Tajemnica godziny trzynastej". Okładkę można porównać do wykwintnego jedzenia, które pożeramy wzrokiem. Jest ona piękna! Tworząca nutę niewiadomego co będzie z treścią. 




    Jest to trzecia część, opowieści o Ninie Pankiewicz. Ale tym razem będzie nosić nazwisko Marczak, dziewczyna odnajduje się w Wilczych Dołach. Gdzie pojechali z całą ekipą na ferie, brzmi cudownie i beztrosko, ale pojechali tam w konkretnym celu. Mieli ćwiczyć swoje moce, a najlepiej to zrobić w miejscu, gdzie mało kto interesuje się drugą osobą, a także nikt nie widział magicznych mocy. Tyle że coś nie poszło, po ich myśli... Nina budzi się w starodawnym stroju, do tego w pałacu i na dodatek nie pamięta nic. Nic co wydarzyło się wcześniej, ale może w tym jej pomóc Jacek. Który także został na miejscu, ale pamięta i wie co tam się wydarzyło. Całe miasto wieje pustką, tak jakby ktoś zabrał z niego całe życie. Żadnej żywej duszy, aż do czasu... Nina powoli zaczyna przypominać sobie pewne rzeczy, ale brakuje jej elementów układanki. Czy uda jej się rozwiązać zagadkę, czającą się za rogiem?



    Przyznaję, gdy skończyłam tę książkę czułam pewien niedosyt. Było mi za mało tej historii, pewne rzeczy zostały mocno niedopowiedziane a miała to być ostatnia część. A gdzie tam! Będzie i kolejna, co mnie bardzo cieszy! Mam nadzieję, że wtedy też, wszystko się wyjaśni. Napisana bardzo lekko, przyjemna, ale bardzo szybko wciąga nas w swój świat. Jakby powoli pożerała, nas i chciała pokazać, patrz tak to się robi. Im dalej czytamy, tym większy apetyt mamy. Akcja toczy się nabiera, coraz szybszego tempa i by za chwilę dać nam kuksańca. I sprowadzić na ziemię. Literatura młodzieżowa ma to do siebie, że bardzo szybko przepadniesz, z tą pozycją jest tak samo. Czekam na dalszą część.


Copyright © Sklerotyczka