Trzynastka literackich podróży polecana na urlop...



   Pewnie, gdzieś zaraz wyruszasz. Może niekoniecznie z walizką wypełnioną plażowymi akcesoriami, ale może to być spontaniczny wyjazd. Byle daleko, byle odpocząć od zgiełku... Albo może poszukujesz dobrej książki, bo przecież czytając ,poszerzamy swe horyzonty. Podróżujemy sami, bez bagażu i przenosimy się w różne zakamarki świata, a także wyobraźni, którą autor nam przedstawił. O dobre książki ciężko, zalewa nas masa bylejakości... Ale zawsze znajdzie się perełka idealna na letnią przygodę. Początkowo miało być książek dziewięć, ale to się nie udało. Bo dorzuciłam jeszcze cztery, miałam jeszcze ochotę, dorzuć jeszcze dwie. Ale nie. Postanowiłam polecić tylko te, które udało mi się przeczytać w ciągu roku, a nie później niż do po pierwszym czerwca. Tasiemiec? Oczywiście, że tak.




"Światło, które utraciliśmy"


     Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.
Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem.
Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzję. Czy pierwsza miłość okaże się też ostatnią?

 Przepiękna książka, można by ją uznać za typowy romans. Ale nie, nie jest nim. Jest to literatura współczesna, opisująca historię Lucy i Gabe, poznali się, gdy dwa wieżowce runęły na ziemię. Wydarzenia tragiczne, które łączą ludzi. Ich także to złączyło, ale tylko na pewien czas. Gabe podejmuje pracę na Bliskim Wschodzi, gdzie wojna trwa w najlepsze. Zaś Lucy, zamiast odnosić sukces, potrzebuję cząstkę siebie daleko. I tak trwa to aż do czasu, gdy ocknie się z tego letargu... Czy to prawda, że pierwsza miłość, zostaje z nami na zawsze? Dlaczego warto docenić kruchość życia? Dlaczego, niektóre słowa warto wypowiedzieć nim z drugą osobą się rozstaniemy? 

Po tej książce, wiele pytań się nasuwało, ale jeszcze więcej rodzi się po roku od jej przeczytania. Poruszająca, przepiękna i magiczna. Opisująca tragedie, targana emocjami i trochę łez wyciśnie. Dlatego warto mieć paczkę chusteczek w pogotowiu, szczególnie pod sam koniec. Gdzie pewne zdarzenia, wbiją Cię w fotel totalnie. Bardzo lekko napisana!



"Moralność pani Piontek"

   Przezabawna, słodko gorzka historia lekarza ginekologa, Augustyna Poniatowskiego, jego upiornej mamuśki, pani Piontek oraz kobiet jego życia. 
Gertruda Poniatowska. De domo Piontek. Ekscentryczna kobieta, harpia i pirania, od której chcą trzymać się z daleka ci, których chciałaby mieć blisko, a lgną do niej tacy, przed którymi zamyka drzwi. 
Kocha szpilki, drogie tkaniny i kawę w eleganckich filiżankach. A najbardziej swojego syna, nazwanego na cześć króla, Augustynem. Augustyn marzy jednak, by miłość matki nie oplatała go niczym macki. Wyprowadza się do wynajętego mieszkania i omyłkowo zamieszkuje tam z pewną Anulą. 
Romuald, mąż Gertrudy pozazdrości synowi. Sprytnie zrobi wszystko, by to Gertruda go porzuciła. Bo przecież takich kobiet jak ona się nie porzuca. . . 
W najgorszym życiowym momencie Gertrudy do sąsiedztwa wprowadza się na pozór spokojna rodzina. Rodzice są bardzo zajęci, ale. . . Przecież dom obok, a właściwie za ścianą bliźniaka mieszka Gertruda, urocza starsza pani, którą można przecież czasem zająć się dziećmi. . . 
Ciepła, romantyczna komedia pomyłek w najlepszym stylu Magdaleny Witkiewicz, specjalistki od szczęśliwych zakończeń.


   Cztery mile za Warszawa, Henryk wyszedł za mąż. On po górach, on po lasach. Ona sama w tych szałasach. Jest to tekst piosenki, pochodzący z książki. A mianowicie z pogrzebu niani, która obudzi się na wersalce z gromnicą w dłoni. Uwielbiam  scenę, a piosenkę znam już na pamięć. 

Jest to jedna z wielu przezabawnych sytuacji, które przeczytasz w książce. Popłaczesz się ze śmiechu to pewne, jest ona swego rodzaju antidotum na wszelkie zło. Bo tytułowa pani Piontek, przebiegła jest jak to kobieta. Najlepsze buty? Tylko do trumny! Mąż? A przecież musi pasować jej jego nazwisko. Dziecko? Musi być! Z pozoru wydaje się toksyczną matką, a także kobietą. Ale jak każda skrywa jakąś tajemnicę. Gdy karty opadną na stół, nie będzie odwrotu i czasem może się zdarzyć, że jedna osoba ma dwa imiona. Ale jedno wcielenie i każdy ją zna doskonale, każdy medal ma dwie strony. Przezabawna, lekka i idealna na urlop. Paczka chusteczek, także potrzebna. Nie wzrusza, ale bawi do łez!



"Tysiąc pocałunków"

    Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia… Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie. Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali.Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia? Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.

    Jeden słoik, wypełniony karteczkami na tysiąc pocałunków od tej jedynej osoby. Wtedy, gdy serce Ci stanie na chwilę z wrażenia i miłości. Pewnie myślisz, niewykonalne? A pewnie, że wykonalne, tylko trzeba chcieć i nie brać byle czego. To musi być ta jedyna osoba. Czy istnieje przyjaźń damsko męska, ale bez miłości? Hmmm niby tak, ale w tej książce poznajemy przyjaźń pielęgnowaną od dziecka. Podlewana i karmiona małymi szczegółami, niczym roślina byle nie zwiędła. Rune i Poppy, niby zwyczajni nastolatkowie, ale nie potrafiący bez siebie żyć, potrzebują siebie i wiedzą wszyscy doskonale. Nie będę streszczać książki, ale zachęcam do jej przeczytania. Cała historia jest bardzo lekko napisana, szybko wciąga i porywa swe objęcia. Będziesz z nimi przeżywać każdy moment, będziesz z nimi płakać i razem cierpieć. Paczka chusteczek, ba nawet dwie potrzebne! Wyciska łzy, ale daje też do zastanowienia się nad pewnymi rzeczami.



"Czereśnie zawsze muszą być dwie"

     Drzewo czereśni potrzebuje innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce. Tak jak człowiek, gdy kocha – rozkwita. Zosia Krasnopolska otrzymuje w spadku od pani Stefanii zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Rudera okazuje się domem z duszą uwięzioną w dalekiej przeszłości. Stary dom otoczony sadem – niegdyś bardzo piękny – kryje sekrety swoich mieszkańców. Zosia powoli zgłębia jego tajemnice. Kiedy na jej drodze pojawi się Szymon, odkryje najważniejszy sekret: dowie się, czym są prawdziwa przyjaźń oraz miłość. Zrozumie, że tak jak drzewa czereśni muszą rosnąć obok siebie, by wydać owoce, tak ludzie muszą się kochać, by ich wspólna droga przez życie miała sens. Powieść o przeszłości zaklętej w każdym dniu i o darach, które otrzymujemy od losu, jeśli patrzymy także sercem…  Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz to historia o tym, że nawet najbardziej niepozorna decyzja wpływa na nasze życie, a przeszłość zawsze wybrzmiewa w teraźniejszości.


   Jest to jedna z moich ulubionych książek, kupuję ją regularnie na prezenty i zawsze polecam. Dlaczego? Bo jest magiczna. Przepiękna historia, którą w jeden wieczór można połknąć, by za jakiś czas do niej wrócić. Z lekkim dreszczem i odrobiną duchów, bo kiedyś one się pojawiają. Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, jak to jest, że dwoje starszych osób wytrzymuje ze sobą 60 lat? A wiesz jak to jest kochać, nawet jeżeli ma się ten zakaz? Właśnie w Czereśnie zawsze muszą być dwie porusza ten wątek. Przepiękna, lekka i bardzo porywa. Jeżeli chcesz poznać całą moją opinię o tej książce, zachęcam do zajrzenia tego wpisu.



"Ostatni list od kochanka"

Ellie, młoda dziennikarka, natrafia na ślad romansu sprzed lat. Po wielkiej miłości, która połączyła młodą mężatkę Jennifer i Anthony’ego, szorstkiego w kontakcie, ale wrażliwego reportera, pozostały tylko listy. Przejmujące i wyjątkowe, fascynują Ellie na tyle, że postanawia poznać historię zakazanego związku i odkryć tajemnicę jego dramatycznego końca. Czy historia miłosnego skandalu z przeszłości może zupełnie odmienić życie samej Ellie i jej relację z żonatym mężczyzną?To inspirująca historia o tym, że warto znaleźć odwagę do podjęcia decyzji, która pozwoli zyskać to, co w życiu najcenniejsze. Nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi i na przekór konwenansom.Jeśli naprawdę kochasz, to kochaj odważnie."Ostatni list od kochanka" to jedna z najpiękniejszych powieści Jojo Moyes. Autorka podbiła serca milionów czytelników bestsellerowymi "Zanim się pojawiłeś", "Kiedy odszedłeś" oraz "Dziewczyną, którą kochałeś".

    Dziennikarze mają to do siebie, że szukają. I nie spoczną, aż nie odkryją czegoś. Przyznaje  książkę kupiłam z ogromną przyjemnością, ale ona zgasła, gdy przeczytałam parę stron. Dlaczego? Bo akcja toczy się w 1960 roku i we współczesności. Męczyłam ją bardzo długo, chyba z trzy miesiące. Aż nie doszłam do momentu, gdy przekroczyłam te dziwne opisy i akcja prawidłowa nabrała tempa. Po tym czasie książka leciała i trzysta stron był to pikuś. Przepiękna historia miłosna, opowiada o wyrzeczeniach i poświęceniach. Czasem miłość, której tak namiętnie szukamy znajduje się na wyciągniecie ręki. Możemy ją mijać, może mieć przyodziane szare łachmany albo ekskluzywne suknie pokazujące ile nas to kosztowało. Druga opcja, nie zawsze wiąże się ze szczęściem. Szczęście to szczegóły, te, które umykają. I Ellie dziennikarka, poskłada to wszystko w jedną całość. A prawda jest na wyciągniecie ręki, tylko trzeba dokładnie poszukać... Przepiękna, wciągająca i jeszcze raz przepiękna!



"Baśniobór"

Pierwsze miejsce na liście książkowych bestsellerów dla dzieci „The New York Timesa"!
Kendra i Seth zostają wysłani na dwa tygodnie do dziadka. I wcale nie są zadowoleni. Na przywitanie dostają mnóstwo przestróg. Dzieci nie mają pojęcia, że ten dziwny staruszek jest strażnikiem tajemniczego Baśnioboru. W pilnowanym przez niego lesie żyją ze sobą w zgodzie zachłanne trolle, figlarne satyry, zgryźliwe czarownice, psotne chochliki i zazdrosne wróżki. Rodzeństwo, zlekceważywszy zakazy dziadka, uwalnia groźne siły zła, którym teraz trzeba stawić czoło. By uratować rodzinę, Baśniobór, a może nawet cały świat, Kendra będzie musiała zdobyć się na to, czego obawia się najbardziej...


   Są to książki dla dzieci? A gdzie tam! Dla dorosłych także. Chciałam opisywać wszystkie części naraz. Ale obawiam się, że to nie będzie najlepszym rozwiązaniem, bo każda kolejna część opowiada o czym innym. Tfu pogłębia wiedzę na temat tej krainy, a także na temat innych azyli. Fantastyka, idealna na wakacje czy na urlop. Lekka i przyjemna, tom pierwszy to tylko wprowadzenie. O którym pisałam już w tym wpisie. Nie będę się powtarzać, ale na dniach pojawią się opinie o dalszych trzech tomach. A także o książkach pobocznych, które warto przeczytać, by poznać tajniki Baśnioboru. Jeżeli chcesz ja dla dziecka, polecana jest dla dzieci od dziewiątego roku życia.



"Dziedzictwo Stonehenge"

Osiem dni przed letnim przesileniem pod jedną z największych europejskich budowli megalitycznych dochodzi do brutalnego mordu. Na oczach tłumu tajemniczych zakapturzonych postaci ginie mężczyzna w niewyobrażalnych męczarniach. Kilka godzin później światowej sławy poszukiwacz skarbów odbiera sobie życie, zostawiając synowi, młodemu archeologowi, tajemniczy list z zaszyfrowaną wiadomością. Przy pomocy nieustraszonej policjantki hrabstwa Wiltshire mężczyzna odkrywa wkrótce istnienie tajnej organizacji, od tysięcy lat związanej ze Stonehenge. Okazuje się, że jej charyzmatyczny i bezlitosny przywódca nie cofnie się nawet przed ofiarą z ludzi, byle odkryć zaklętą w kamieniach tajemnicę.


    Sekretne bractwo, tajemnicze posągi, które do dziś budzą wiele tajemnic i stanowią nie lada gratkę. Mowa o Stonehenge, bo właśnie ono gra główne skrzypce i wokół niego wszystko się kręci. Pełna spisków, sekretów i historii zamkniętych w tajemniczym kręgu. Do tego jeszcze tajemnicze symbole, gdzie nie każdy potrafi je odczytać. W imie bractwa giną ludzie, bo to kult. Doskonała? To zbyt mało jest idealnie skonstruowany kryminał. Gdzie autor, nie raz i nie dwa wywiedzie człowieka na manowce, podsuwając mu fałszywy trop. Od pierwszej strony wciąga i do ostatniej trzyma w napięciu. 

Książka, która została mi pożyczona, a później dana. Dwa razy czytana i za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. Recenzja będzie jej, ale zdjęcia muszą być na tle Stonehenge. Mocno krwawa, lekka i porywa bardzo!



"Dom węży"

Wąż jest zabójcą doskonałym, znakomicie znającym anatomię ludzkiego ciała, wie jak zadać śmiertelny cios. Lemberg na kolejnych kartach kreśli nam świat zły, pełen odrażających ludzi, dla których znęcanie się jest formą najlepszej rozrywki, za którą płacą niemałe pieniądze. Do tego wprowadza doń mężczyzn, których „opieka" nie ma nic wspólnego z pomocą i czułością, a obnaża ich partykularne ambicje. Powieść dla oczekujących mocnych wrażeń, spisanych sugestywnym, jędrnym językiem. Jest jak głęboki sen, z którego próbujemy się obudzić, jednak jakaś niewytłumaczalna siła blokuje jakiekolwiek próby wyjścia z historii, którą serwuje nam Lemberg. Zlani potem, wstrząsani spazmami, będziemy próbowali się obudzić. Bezskutecznie.
  Niedawno ją opisywałam, także odsyłam także do tego wpisu. Nadal mam po niej ciary, pierwsza książka, która zaczyna serię zbrodnia nie?doskonała. Czy ja już pisałam, że wydawnictwo od deski to deski jest moim ulubionym? Hmm... Nie ma mowy tu o gniotach literackich, tylko coś, co daje ostre ciary. Utkwi w pamięci na bardzo długo i nie chce puścić. Tak jak te węże, co nam Lemberg wykreował. Do tego idealnie stworzone postacie, gdzie każdy znajdzie coś z otaczającego go otoczenia. Mrożąca krew w żyłach, mroczna i uwielbiam ją! Co z tego, że boję się węży. Dlaczego musisz ją przeczytać? Jeżeli kochasz kryminały, jest to obowiązkowa pozycja dla Ciebie. I nawet jeżeli się boisz, przełam ten strach i czytaj. Wciągnie Cię w swe objęcia, ale uwaga zaciskanie książki szybko sprowadza na ziemię.



"Wielki finał"

Wizja niedalekiej przyszłości (2025 rok), w której legalna będzie śmierć na życzenie. Eutanazja zatwierdzona europejskim prawem, realizowana w luksusowych ośrodkach na całym świecie. Brzmi niewiarygodnie? Czy proroczo? A może na europejskich salonach już żywo się o tym dyskutuje?
Migalski w „Wielkim finale” tworzy ten rachunek prawdopodobieństwa podając nam gotowe rozwiązanie na starzejącą się w ekspresowym tempie Europę, ale decyzję o śmierci może podjąć każdy, bez względu na wiek. To poniekąd traktat filozoficzny, bo przecież sam pomysł zdać musi jeszcze egzamin na humanitaryzm, a wiwisekcji poddane zostaną: przyjaźń, miłość, egoizm, samotność i wiara.
Marek, główny bohater postanawia zakończyć swoje barwne i wielkoświatowe życie mając ledwie 50 lat. Miejscem ostatecznego przeznaczenia stanie się ekskluzywny ośrodek w Gambii („Great Final”). Życie na samym jego końcu sprawi mu jednak psikusa. Wodzony na pokuszenie przez piękną prostytutkę Magdę, raz jeszcze poddany zostanie próbie. A może to tylko fantasmagoria, a od raz podjętej decyzji nie ma powrotu?

    Niedaleka przyszłość, dostępna eutanazja jak cukier w produktach spożywczych. Ale jest jeden warunek, musisz zapłacić. Wszytko, sprowadza się do pieniędzy... Gdy zechcesz skończyć ze sobą, pożegnać swe życie musisz podpisać stosowne papiery. Gdy raz wypowiesz A, odwrotu nie będzie. Będziesz mieć raj na ziemi, ale to tylko do końca twego życia... Przyprawiająca o dreszcze, aż za bardzo prawdziwa, obdzierająca ludzi z ich pragnień i skrywanych marzeń. Ale co najgorsze, ukazująca prawdziwe ludzkie oblicze, do czego jesteśmy zdolni. Uwielbiam  książkę! Lekka i szybko się ją czyta. Pisałam o niej, więc jeżeli chcesz znać szczegóły odsyłam do tego wpisu.



"Central Park"


8 rano. Alice i Gabriel budzą się na ławce w Central Parku skuci ze sobą kajdankami. Nie znają się i nie pamiętają, żeby się kiedykolwiek spotkali. Poprzedniej nocy Alice bawiła się z przyjaciółkami na Polach Elizejskich, a Gabriel grał na pianinie w dublińskim klubie. Niemożliwe? A jednak… Jak wplątali się w tę niebezpieczną historię? Plamy czyjej krwi znajdują się na koszulce Alice? Dlaczego w jej broni brakuje jednego pocisku?


     Od początku porywa, bardzo dobrze zbudowany kryminał wyglądający jak prawda. Ale odkrycie prawdy, może trochę boleć. Chociaż zależy, z jakiego punktu widzenia się patrzy, bo jeżeli wciągnie Ciebie na dobre. Nie będziesz mieć chwili na zastanowienie, by odróżnić fałszywy trop od prawdy. Bardzo lekko napisana, przeczytasz ją w parę godzin.



Copyright © Sklerotyczka