Doktorze? Paw Paw, leżysz...




    Ile to razy, stałam przed lustrem, by wyczarować coś ze swoich włosów. Czasem brakowało tylko kruczego gniazda w nich... Słońce nie sprzyja do końca, włosom, które są na pograniczu brązu a rudości, czasem zaskoczy jakiś kolor. Trochę humorzaste, jak pogoda która gra jak nasza reprezentacja. Najlepiej wychodzi jej pozowanie do zdjęć albo im do reklam... Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Co z tego, że regularnie stosuje tonik z Vianka, nadal czułam się jakby coś mnie oblazło i tylko raz na parę minut przypominało... Było to upierdliwe, denerwujące i męczące. Bo każdy szampon podrażniał mi skórę głowy, a przez półtora miesiąca ile ich się u mnie przewinęło. Stosowałam od Tołpy aż po zagraniczne cuda, niektóre nawet nie nadawały się do mycia podłogi. Bo nawet z tym sobie poradzić nie umiały, więc z czym do ludzi? Jak takie coś można wypuścić na rynek? No chyba, że to typowa zapchaj dziura, byle było, a i tak ludzie kupią. Zapłacimy komu trzeba, poleci a tu szepnie że cudo i co? Jajco. Nie urywam, że traciłam nadzieję, przecież dziecięce szampony są takie idealne... Taaaa w opisie. Naturalne? Ta sama akcja i ta sama powtórka z rozrywki, a nawet było, że w ciągu dnia musiałam włosy myć ponownie. Był to nie mały problem, aż do pewnej wizyty w Hebe. Gdzie podczas jednego wypadu kupiłam cztery szampony, cztery produkty do stylizacji i zaczęłam próbować. Jeden już na starcie wylądował w koszu, nie będę pisać, która to marka, ale jedna z tych, co mi została polecana na fb. I dziewczyny dzięki za pomoc! Przez przypadek, także kupiłam szampon Garniera. Miał być z ogórkiem, a że zielony i zapomniałam, z czym to miało być to kupiłam z jabłkiem. Także bardzo fajny, ale nie aż tak jak jeden.



   Ten szampon to nie tylko piękne opakowanie, ale także, gdy wybierasz się w podróż może Ci służyć do mycia ciała. Takie dwa w jednym. Ale tej drugiej opcji nie testowałam, używam go do mycia włosów, pieni się szalenie. Dlatego też bardzo mała ilość jego wystarczy do umycia średniej długości włosów. Bardzo dobrze radzi sobie z olejami do włosów, pachnie przepięknie! Ten zapach uzależnia totalnie! Bardzo wydajny, dodatkowo nie plącze włosów jak niektóre potrafią. Jeden z całej gromadki, który spisał się na medal.






    O tym olejku pisałam już, także odsyłam do tego wpisu. Nie lubię się powtarzać, a aktualnie w połączeniu z tym szamponem i koktajlem tworzy mieszankę wybuchową! Stosuję go raz na tydzień, niedziela to zazwyczaj u mnie włosowe spa.


    Sceptycznie podchodziłam do tego produktu, a szczególnie że nie stosuję żadnych masek czy też odżywek. Są dla mnie zbędne, wybieram produkty trochę inaczej. Wiele osób pomyśli, ale jak to? Przecież ty masz łuski włosa otwarte. Ha nie mam, włosów też nie suszę. A łuski można zamknąć na dwa sposoby albo suszarką z jonizacją, albo starym mega sposobem, który działa. Gdy już umyję włosy, lekko je osuszę, sięgam po szklankę letniej wody wcześniej przygotowanej i do niej dodaję łyżeczkę octu. To nie śmierdzi, zapach niknie, a wystarczy delikatnie polać włosy tą miksturą i łuski zamknięte




    Bo jeżeli masz łuski otwarte, twoje włosy przypominają szopkę świąteczną... Ale wracając do koktajlu, stosuję go zaraz po umyciu włosów i aplikuję na lekko wilgotne włosy. Parę razy spryskam je, lekko ugniotę i związuje gumką. Same wysychają, a ja mam za chwilę włosy pokręcone totalnie. Do tego przepięknie pachnące, trochę egzotycznie, a zarazem magicznie. Ten zapach uzależnia i pokochałam od pierwszego wdechu. Nie obciąża włosów, a także nadaje im pięknego blasku. Przy nim, nie ma mowy, że mam gorszy dzień, bo włosy nie chcą się układać. Nie ma tutaj to miejsca, same się układają. A czesanie? Dalej ich nie czeszę, zresztą szczotkę gdzieś zgubiłam...




Copyright © Sklerotyczka