"Jak upolować pisarza?"





    Każda z nas marzy o księciu, może być bardziej wymarzony i wymuskany. Albo też popularny typ, wszystko to rzecz gustu. Ale jak takiego upolować? Przecież nie pójdziesz, nad rzekę czy jezioro i nie zarzucisz wędki. On na taki haczyk nie poleci. Jest tu potrzebna, znacznie grubsza przynęta. Musisz go uwieść intelektualnie i fizycznie, czy się uda? Wszystko zależy od Ciebie. 




    „Jak upolować pisarza” śmiało można nazwać współczesnym „Diabeł ubiera się u Prady". Czytałam! Uwielbiam do tej pory! Tytułowa bohaterka to Casey, dyrektorka kreatywna agencji reklamy, trzeba dodać, że także atrakcyjna fizycznie. Ulubione jej czasopismo? To zdecydowanie instagram, na którym przebywa i czyta nałogowo wpisy. Jej zadanie polega na zachęceniu, dwunastu ofiar by zechciały zareklamować dany produkt albo napisać dany tekst do nowo powstającej firmy. Jej szefowo, gania ją od miejsca do miejsca. Daje nowe wyzwania i dziewczyna lata, z wywieszonym językiem za tymi gorącymi nazwiskami. 




    Wszystko byłoby dobrze, gdyby jej serducho nie przyśpieszyło na widok Bena. Tego, jak się zachowuje, jaki jest i ogólnie jego stylu bycia. Można by powiedzieć, że wpadła jak śliwka w kompot w tą relację. Pomiędzy całą jej pracą, gdzie na jej życie prywatne pozostaje bardzo mało czasu, wychodzą na jaw pewne sprawy o firmie. A tu dziewczyny z biura, zaczynają jej zazdrościć i budują dziwną atmosferę. A tu plotka, że firma ma podobno zostać sprzedana itp. Ogólnie dziewczyny w tym wszystkim się zaczyna gubić, zaprzedała swą duszę daleko... Pracoholizm? To żywioł Casey, ciągle gdzieś pędzi, ciągle o czymś zapomina. Typowa kobieta, typowa karierowiczka, ale czy tego aż ta bardzo chce? Hm nie powiem, warto dowiedzieć się tego samej.






     Cała książka jest bardzo lekko napisana, początkowo wstęp może nudzić, bo jest dość bardzo szczegółowo opisany. Ale później, cała akacja bardzo szybko zaczyna się toczyć i kręcić. W tej książce każda z nas znajdzie coś z siebie. A dodatkowo autorka wszystko, okrasiła przyjemnym humorem. Nawet żartuje sama z siebie, a także ze swoim kolegów po fachu. Napisana jest ze sporym dystansem. Opowiada o dziewczynie, która wpada w rutynę, ale potrzebuje sporego wstrząsu, by się ocknąć. I zejść na ziemię z tej bajki, bo przecież nikt za nią niczego nie przeżyje. Nikt za nią nie powie stop albo nie. Tylko czy czasem nie jest za późno? Zresztą sama wiesz, jak to jest. Polecam ją szczególnie na wakacje, na leniwe popołudnie. Nie zawiedziesz się.






Copyright © Sklerotyczka