Dziewczyna z dzielnicy cudów



   Coraz częściej łapię się na tym, że sięgam po fantastykę. Przeżarły mi się, wszystkie te ckliwe historyjki, bo są jak odgrzewane kotlety. Ale są i też książki, gdzie czytam je po parę tygodni, miesięcy czy też nawet godzin. Nikita. Imię typowo filmowe i z magiczną historią, ciągnące się... Ale od początku.








Są przyjazne i urocze miasta alternatywne. I jest Wars – szalony i brutalny – oraz Sawa – uzbrojona w kły i pazury. Pokochasz je i znienawidzisz, całkiem jak ich mieszkańcy.
Jak ona. Nikita. To tylko jedno z jej imion, jedna z jej tajemnic. Jako córka zabójczyni i szaleńca chce od życia jednego – nie pójść ścieżką żadnego z rodziców. Choć na to może być już za późno.
Z Dzielnicy Cudów – części miasta, która w wyniku magicznych perturbacji utknęła w latach 30. ubiegłego wieku – zostaje uprowadzona jedna z piosenkarek renomowanego klubu Pozytywka. Sprawą zajmuje się Nikita. Trop szybko zaprowadzi ją tam, gdzie nigdy nie chciałaby się znaleźć. Na szczęście jej pleców pilnuje Robin. Czy na pewno? Kim on właściwie jest?





    „Dziewczyna z dzielnicy cudów” to nikt inny jak Nikita. Jest to jedno z jej wielu imion, bo lepiej by było, żeby swojego prawdziwego nie zdradzała. A brzmi ono Erynia, trochę dziwnie, ale co zrobić. Dziewczyna należy do Zakonu, gdzie matka przełożona, a zarazem jej matka, nim dowodzi. Nikt nie wie, że są spokrewnione, to jedna z większych tajemnic ukrywana. Ale i nie tylko... Nikita dostaje przydział na nowego partnera, chociaż zarzeka się że go nie potrzebuje, bo po co jej? Skoro sama daje sobie idealnie radę, taki typ Zosia samosia. Ale to też gra pozorów. Dzielnica Cudów? Część miasta, w której czas się zatrzymał, tam wiecznie trwają lata trzydzieste. Jeżdżą dorożki, telefony komórkowe nie działają, wiele leków nie działa. A jeżeli granica Ciebie nie chce wpuścić to po prostu albo giniesz, albo... Nikita uwielbia obiadki u Pani Wacławy, kumpluje się z Zeldą i jej córka. Właśnie któregoś dnia, ginie Zelda i nikt nie wie gdzie jest. Oczywiście poszukiwać jej będzie, nikt inny jak Nikita, bo ona najlepsza w tym jest... No i Robin, który jest totalną zagadką. Człowiek, który niezbyt wiele wie o sobie, wymazane zostały mu wspomnienia. Pewnego razu dziewczyna dostaje bukiet kwiatów, jest on niezwykły, bo zawiera zamiast pąków modliszki. Tak, to jest jej ksywka. Ale kto o tym wiedział...




    Liczy ona niecałe 320 stron, ale przez pierwsze dwieście stron nudziłam się totalnie. Ostre lanie wody, opisy bardzo szczegółowe, czasem aż za bardzo. Bywało to upierdliwe, dlatego też tę część czytałam najdłużej, bo aż prawie trzy tygodnie... Autorka już na wstępie zniechęciła do czytania, ale gdy akcja przyśpieszyła to na dobre. Nawet nie było wiadome, kiedy był koniec. Chciała dać nam dokładny opis, miasta i każdego zakątka tego świata. Ale coś nie pykło... Za dużo na raz, nie napiszę, że ma lekki styl pisania, bo to by było kłamstwo... Pierwsza część za mną, czy można ją zaliczyć do udanych? Średnio na jeża.



Copyright © Sklerotyczka