Kult wiary. A ty w co wierzysz?





   Czy świat wymyślony istnieje w świecie rzeczywistym? Hm mówi się, że Ci, co czytają mają sporą wyobraźnię. No cóż, uważam to za dobry dowcip. Wystarczy spojrzeć na coniedzielne przemarsze do świata fantastyki. Ale z jednej strony powinniśmy się cieszyć, że coś czytają, z drugiej zaś strony jest to śmieszne. Można to zaliczyć do świata horroru i dark fantasy. Dlaczego? Bo jak można nazwać Lucyfera bez klubu nocnego, który coś szeptał na ucho. Trochę taka wersja hardcorowa, trochę współczesne samotne matki, tyle że te tutaj aktualne siedzą i kombinują jak tu wyrwać parę złotych. Ale skupmy się na matkach, twierdzą, że szczepienia są do dupy. Bo ołów, bo autyzm, bo cyjanek i inne pierdoły wymyślone rodem z książek... Ale co jest w tym najgorsze? Twierdzą, że one chcą dla dzieci dobrze, dlatego też nie będą ich szczepić. Powód? Bo to niebezpieczne. No tak zaraz z tego dziecka, zrobi się mutant albo zamieni się w mamuta. Ale największa hipokryzja? Nieszczepienie dzieci, ale oddawanie ich w imię „wiary” do chrztu. Bo tak trzeba. Bo tak rodzina wskazuje. Bo ja tak chcę. Bo co powie sąsiadka z parteru, która codziennie siedzi z różańcem. Szczerze? Gówno musisz dziecko prowadzić do kościoła. Niech samo zadecyduje, co chce i czego oczekuje. Daj mu wolną rękę co do religii. Jeżeli twierdzisz, że każda inna religia jest do dupy, tylko katolicy są wspaniali i nie mordują. Hm kiedyś każdy w imię wiary morduje. Nie będę, tu się rozwodzić na temat kto i jak mordował. Ale jedno jest pewne, każdy w coś wierzy. Ja wierzę w moc książek. I nie chodzi mi o tą, co jest w niedzielę czytana i podobno świeci przykładem. Sama zostałam ochrzczona, byłam u komunii i bierzmowanie też mam. Ale nie czuję potrzeby chadzać do tego budynku, bo podobno on jest wszędzie... No taki trochę wielki brat patrzy. Nie wierzę w niego, nie potrzebuję tej wiary... Ostatnio ciekawa rozmowa wywiązała się z sąsiadką, na temat książek. Bo jaki może być inny temat, zaczęła nawijać o ciekawych i interesujących książkach. Chciałam usłyszeć te tytuły, które są tak mocno zajebiste. I podobno tytuły jej uleciały, ale jest jeden najciekawszy to Biblia. No i tutaj wyśmiałam, bo dla mnie to mało interesujące i nie mój gust. No cóż, dobrze, że chociaż tę jedną książkę czytają. Szkoda, tylko że próbują wszystkim na siłę wciskać tą swoją „wiarę".



*Tekst nie ma na celu, nikogo obrazić. Stanowi tylko przemyślenia.



Copyright © Sklerotyczka