"Będzie bolało" - sekretny dziennik młodego lekarza





    Jeżeli o jakieś książce robi się mega głośno, to są dwie opcje. Zostało ich pełno rozdanych, by opisać albo jest druga opcja, jest faktycznie taka dobra. Długo śledziłam opinie o książce „Będzie bolało". Wszyscy się nią zachwycali, ale mało kto pamięta książkę taką jak „Pacjentka z sali numer siedem". Również była medyczna, również była pisana w formie pamiętnika ale tylko, że także blog tego twórcy istnieje w sieci. Wracając do samej książki, co o niej myślę?





    Hmm początkowo byłam zachwycona, że ją w ogóle mam, bo ceny jej niektóre księgarnię mają z kosmosu. Kupiłam ją oczywiście w biedronce, w pakiecie za 29,99 zł. Druga książka jest... Nie dokończę, sami sobie odpowiedzcie co chce napisać tam. I tego samego wieczoru, zasiadłam do jej czytania, początkowo strony łyka się jak pelikan rybkę. Te wszystkie absurdy, co ludzie myślą itp. To po prostu ameby umysłowe, cud, że czasem żyją... 





   Lekarze też nie są święci, ale Adam przybliża nam coraz bardziej swą specjalność, jaką jest ginekologia a bardziej szczegółowo jest położnikiem. Każdy zwrot medyczny jest opatrzony słowniczkiem. I chwała za to, że jest to na dole samym każdej strony! Bo jest to irytujące, gdy czytasz czytasz i jest przypis do słowniczka. I za każdym razem drałujesz na sam koniec książki... Gdy minęłam pół książki, miałam jej powoli dosyć i zaczęła mnie męczyć. To, że cały czas głupota występuje ludzka? Standard. Ale te części intymne? No do obrzygania totalnego... 





    Cieszę się, że prowadził dziennik, współczuję pacjentką, że był czasem aż takim dupkiem. Współczuję mu że musiał codziennie stykać się z ludzką głupotą. Ale czy to jest moment, by nazwać go bestselerem? Hm Anglicy mają dziwny styl bycia, książka na ich poziomie. Ale dla mnie to nie było to, czego po niej się spodziewałam. Dlaczego, wspomniałam o „Pacjentka z sali numer siedem"? Bo to także dziennik, a pisany ze znacznie większym polotem niż „Będzie bolało".


Copyright © Sklerotyczka