Małe Licho i tajemnica Niebożątka





    Dziecięce koszmary, bywają straszne. Zresztą, pamiętasz jakiś najgorszy? Założę się, że była to postać ukryta pod łóżkiem, która, gdy zaraz stopa wynurzała się spod kołdry. Delikatnie łapała Cię za stopę, prawda? Albo mogła to być, dziwna postać ukryta w szafie, gdzie po jej otwarciu wynurzała się i szeptała twe imię. Wszystko to, a nawet wiele więcej tkwi w dziecięcej głowie i wyobraźni. Którą z czasem, dorośli zamykają w słoiku. A z czasem to dziecko ją porzuca... I po co? By być takim samym człowiekiem jak inni? Ale czy to się opłaca? Moim zdaniem, tę wyobraźnię należy pielęgnować. Ale jak to zrobić w sposób delikatny? 





   Wyobraź sobie, że jest dom. Który jest zarośnięty, skrywany za liściami i tajemnicze drzwi. Skrywające się, boisz się ich przekroczyć, ale coś Cię korci. Bo może to tam ukryty jest ten ogród, może to jest zagadka, albo może tam dzieją się cuda. Czy tak by mogło być? A pewnie, że tak! I tak jest! Za tym ogrodzeniem, skrywa się całkiem przyjemne towarzystwo. Gdzie potworki pilnują pościeli, by nikt jej nieproszony nie zabrał. Pod łóżkiem skrywa się kolejny, by w razie potrzeby Cię przytulić. Małe Licho, co powinno psocić i dorosłych unikać, czuwa dzielnie i krzyczy „Alleluja!". Bo to mały aniołek. A do tego wszystkie dołóżmy Bożka. 




    Który skrywa się pod imieniem Bożydar, do niedawna Niebożątko. Który świetnie dogaduje się ze swoimi potworkami, do tego barwne króliki kicają po domu i nawet przez chwilę nie mają zamiaru poprzestać na tym. Jest i wujek co wygląda jak wiking, ale ma dobre serducho. Jest i drugi wujek Konrad, co udaje, że wiecznie czasu nie ma, by z Bożkiem pobawić się. Ale aż do czasu... Każdy z nich miał lub ma swego anioła, ale każdy jest inny. Tylko Bożek ma takiego odjazdowego, co staje za nim murem, chadza w lekko przydługiej koszulce. Sięgającej mu do kolan, ale jest wyjątkowy, bo jak coś zakręci Cię i zrobi Ci odjazdowe bamboszki.





   Nie jest to zwyczajna książka, ale emanująca czarami i senne koszmary uciekają. Zostają zamknięte w słoiku, tylko że trzeba go schować głęboko w piwnicy. Bo nie ma czego się bać, każdego potwora da się okiełznać. A gdy jest się dzieckiem, tym dużym czy też młodszym wystarczy go zagadać, nauczyć paru sztuczek. Posłucha i będzie siedzieć grzecznie. Specjalnie nie zdradzam za wiele, o co chodzi w tej książce dlaczego? 




   Bo warto przeczytać ją samemu, po chwili wyczaruje uśmiech jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pozwoli Ci się, poczuć na chwilę dzieckiem... Wrócić do tych chwil, przyjemnych i beztroskich. Lekka jak piórko, ulatujące z pierzastej poduszki i lekko wirujące na wietrze. Cała lektura zajęła mi maksymalnie godzinę, ale dziecku znacznie dłużej... Oczywiście, że polecam! Każdy musi mieć te bamboszki! Alleluja!



Copyright © Sklerotyczka