Makijażowe hity i kity




   Makijaż u kobiety? Każdy jest inny, bo każda z nas próbuje co innego podkreślić. A także, coś innego zakryć i odwrócić wzrok na inne miejsce. Co aktualnie stosuję? Parę rzeczy się u mnie nie zmieniło, jeżeli jakiś dany kosmetyk pokocham, pozostaję mu wierna na długo. Ciężko będzie mi to zmienić, no chyba, że zapragnę jakieś drastycznej zmiany. Ale chyba armagedon musiałby nastąpić... Nie lubię skakać z kwiatka na kwiatek, więc mały przegląd makijażowych mazideł...




Bell - HD power

HD z Bell pokochałam totalnie! Kolejne moje opakowanie, oczywiście kupiony w biedronce za niecałe dwanaście złotych. Powoduje, że cera wygląda znacznie lepiej, pochłania sebum, a na zdjęciach wyglądasz jak gwiazda filmowa. Czego chcieć więcej? Pisałam o nim w tym wpisie. 




Lorgine - mineralny cień do brwi

   Poznany w zeszłym roku, od pierwszej próby wiedziałam, że to coś, co muszę mieć. Kupiłam, używam, kolejne opakowanie za mną i nie zamienię go na nic innego... Martwiłam się, że będzie osypywał się, ale nic z tych rzeczy. Z nim daje się pięknie pracować, wystarczy lekko malować, bo im bardziej pędzel dociskasz, tym gorzej idzie. Zresztą, jeżeli chcesz poczytać o ni więcej, polecam zajrzeć do tego wpisu. 



Bell - kredka automatyczna do oczu

   Kupiłam pod wpływem chwili, bo stara się skończyła. A byłam akurat w Biedronce, kupiłam. Wydałam 13 zł, pierwsze użycie i już zaczęły się pierwsze zgrzyty. Nie daje nad sobą popracować, kreski są toporne. Nawet nie można ich lekko rozmazać itp. bo zaraz wszystko się zmywa na maksa. Do tego po godzinie, tworzy oczy pandy. Odbija się na górnej powiece i na tym jest koniec. Totalna porażka, niewarta ani złotówki... 



Lorgine - Mineralny krem bb

    Tego bb nie zamienię na nic, pokochałam i parę osób udało mi się nim zarazić. Jest jak druga cera, dopasowuje się. I co najważniejsze nie powoduje żadnych podrażnień ani innych przykrych niespodzianek na cerze mieszanej. Pisałam o nim już dawno, jeżeli chcesz, poczytać to odsyłam Cię do tego wpisu. 





Pierre Rene - tusz do rzęs z formułą anti pollution 

  Lekko wygięta szczoteczka, idealnie rozczesująca rzęsy i powodując, że po chwili, stają się pogrubione. Upiększone do końca, nie podrażnia oczu i nie osypuje się. Wytrzymuje cały dzień, jedyny minus jest taki, że nie jest wodoodporny. Ale do tego idzie się przyzwyczaić. Po każdym użyciu rzęsy są odżywione i wzmocnione. A po każdym użyciu, widzę jak stają się coraz dłuższe. Może to przez te tajemnicze składniki w nim zamknięte? Możliwe. Uwielbiam go, nawet jemu nie dorównują tusze Gosha, czy też P2.





Lorigine - korektor rozświetlający 

   Kolejny produkt, któremu jestem wierna. Nie zamienię go na nic innego, daje idealny efekt rozświetlenia, a także przy tym jest cholernie wydajny. Zresztą pisałam o nim już, dlatego nie będę się rozpisywać więcej. Zachęcam do zajrzenia do tego wpisu. 





Copyright © Sklerotyczka