#135 Pucio uczy się mówić






      Można by pomyśleć, po co takim maluchom książki? Ile razy to słyszałam! Że moje dziecko, ma za dużo książek to raz. A dwa, że nie chcą ode mnie prezentów już, dlaczego? Bo zawsze w prezencie daję książki, albo bez okazji bo mam kaprys, również daję książki. Najlepszy prezent dla dziecka? Oczywiście że książka oraz klocki Lego! To zawsze jest uniwersalne i sprawdza się, nie ma że tego jest za dużo, ani za mało. Wracając do samej książki, bo to o niej miał być wpis i będzie! Tylko oczywiście, muszę zawsze wtrącić swoje pięć groszy. "Pucio uczy się mówić", jedna z pierwszych książeczek która wyszła dla najmłodszych, które dopiero zaczynają swoją przygodę z mową oraz dla tych, co mają opóźniony rozwój mowy. 







      Dlaczego ona? Najchętniej bym, odpowiedziała pytaniem na pytanie "A dlaczego nie?" Ale to raczej tak nie przystaje, no i głupio bo bez argumentów? No ciężko ciężko. Gdy wspominam o Puciu, a ktoś jego nie zna, zaczynam się zastanawiać, dlaczego? I jak to też się stało, że ktoś jego nie zna? Bo jest on dość mocno polecany to raz. A dwa, jeżeli siedzi się w temacie dziecięcym czy nawet w edukacji dzieci, ciężko jest go nie minąć nawet na półce sklepowej. Jest to dość charakterystyczna książka, z charakterystyczną kreską i dedykowana specyficznej grupie dzieci. Nie oszukujmy się, dzieciaki są wybredne i nie chcą wszystkiego czytać. I nie wszystko je interesuje...








     Pierwszy tom z pięciu, tak pięć już ich jest! I taki wprowadzający w ten świat, pierwsze strony i to akurat dedykowane są rodzicom, a także przypominające by nie mówić dziecku POWTÓRZ. Jak słyszę to POWTÓRZ, wybaczcie ale muszę to napisać, mam chęć pierdolnąć tej osobie. Dlaczego? Bo dziecko to nie kukiełka, która siedzi posłusznie, robi wszystko na zawołanie. A czym bardziej, naciskamy by maluch powtórzył przynosi to skutek odwrotny. Więc co robić, czytać, pokazywać palcem i starać się zainteresować dziecko by zobaczyło samo o co w tym wszystkim chodzi. Ale na spokojnie, z ogromną ilością cierpliwości, spokoju i bez przekupywania. Bo i takie przypadki się zdarzają... 







      Dla niektórych może to wydawać się dziwne, ale podczas gdy ty będziesz myśleć że mówisz oraz pokazujesz, do nikogo bo dziecko nie bierze udziału czynnego. Ono będzie słuchać, a jeszcze szybciej załapie o co chodzi podczas zabawy. Pierwszy tom to nic innego jak wszelkie dźwięki z codziennych sytuacji, nie ma bata każde dziecko to zainteresuje. Także kreska przyjemna dla oka, chociaż na pierwszy rzut, może wydawać się zbyt ciemną książeczką. Ujdzie, są gorsze wierzcie mi! Pokaż dziecku, zostaw na stoliku, poćwicz parę dni pod rząd, a zobaczysz że za parę dni dziecko samo chętniej sięgnie po nią. Dodatkowo na samym końcu, znajdziemy słowniczek przypominający ze wszystkimi dźwiękami. Prócz dużych rysunków, słowniczka oraz dźwięków codziennych. Znajdziesz tu także czytankę, gdzie rzeczy z obrazków są mocno podkreślone. 







     No i jak się śmiać? Czytając tą książkę, zresztą każdą dla dzieci jest napisane CHA CHA, czyli nasze HA HA. I tutaj sama zaczynam żartować że w książkach dla dzieci jest długi śmiech CHA. A na codzień krótki, czyli HA. 



***


I odpowiedź na pytanie konkursowe, gdzie wkradł się na stronie chochlik. Oczywiście brakowało postu książkowego o numerze #133. 




Publikowanie komentarza

3 Komentarze

  1. Super książeczka i te rysunki takie bardzo przekonujące. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pucio jak widać króluje na polskim rynku :D :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamy całą serię i co jeszcze nie miały okazji się zakurzyć :P

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.