Recenzenckie! Przeczytane! Sprzedam tanio bo to barter był!






    Wiesz, jaka jest zasadnicza różnica pomiędzy blogerami książkowymi, a kosmetycznymi? Pierwsi czytają, od deski do deski. Druga zaś grupa, testuje kosmetyki i opisuje swoje wrażenia. Zresztą obie te grupy grają do jednej bramki, bo dzięki nam jakoś ta blogosfera ma się dobrze. Nie mam tu na myśli, tych testerek od siedmiu boleści, co nawet kapsułki do zmywarki opiszą. Bo swoją drogą firma marketingowa tym zajmująca się, pisała by nie informować o kampanii... Pewnie się zastanawiasz, po co ona to kurwa pisze. Zgadłam? Założę się że tak. Ostatnio kolejna firma zajmująca się marketingiem, doszła do tego że którąś panna coś sprzedała, co pochodziło z kampanii. Czy mnie to dziwi? Nie, no bo przecież to było za darmo, swoją drogą polecam ten wpis przeczytać Barter? A przecież to za darmo jest! I tutaj zaczęła się akcja, bo większość oburzenie i jak to możliwe. Kolejna grupa zaczęła się wybielać, bo przecież tak nie można.




źródło


    Bo jak to dostało się do testów i sprzedaje się, a na blogu wpis że super i tak dalej... No dobra, chujnia totalna, rozlało te się mleko. Ale nie oszukujmy się, ile jest osób co jeździ od spotkania do spotkania, byle tylko torby z darami losu się zgadzały. A później sprzedają, pełno takich osób jest. Ba! Oni nawet otwarcie o tym powiedzą, ale tylko w zamkniętym gronie, bo na cholerę komuś 666 pomadka... I dziewczyny zaczęły pisać, jak to źle jest sprzedawać taką rzecz i nie wolno sprzedawać ani kosmetyków, ani książek pochodzących ze współprac. I tutaj, zaczynam się śmiać bo nigdy, ale to nigdy nie przyszło by mi do głowy by porównywać książkę do jakiegoś zjebanego kosmetyku. Dlaczego? Bo po kosmetyku możesz dostać uczulenia, wygładzić ci cerę albo pies Ci to wpierdoli. I nie posmarujesz sobie kanapki, ale jest na tego typu produkty zbycie, więc coraz większa ilość testerek (blogerek) rajstop czy majtków powstaje... A książka? To jest inny wymiar, i porównywanie książek do kosmetyków jest karygodne! Bo jedynie co może Ci zaszkodzić po takiej książce? Kiepskie zakończenie. Słaba akcja w książce. Albo nuda wylewająca się z książki... 



źródło


      Blogerzy dostają dwa typy książek. Jednym z takich typów są egzemplarze recenzenckie których nie można sprzedawać. Dlaczego? Bo to egzemplarz przed totalną korektą, a także to nie jest ostateczna forma i często ona się różni od pierwotnej. Drugim typem, są książki które można kupić w księgarni. Czyli mające kody kreskowe, oraz wszelkie numery potrzebne, pod którą każdą pozycję książkową znajdziemy. Po co to piszę? A po to, bo którąś z dziewczyn napisała że nie powinno, sprzedawać się książek pochodzących ze współprac. Serio? Recenzenckich nie wolno, ale wersje finalne? Przeczytasz raz i taka książka pozostaje. A kosmetyk? Wyrzucisz w kosz na śmieci... 
Czy czyni to kogoś gorszym, że sprzedaje książki? Nie. Lepiej je sprzedać, niż chomikować je uparcie i udawać że były przeczytane, bo one tak ładnie wyglądają na półce. Co za dużo to nie zdrowo... 


Prześlij komentarz

6 Komentarze

  1. Ach te blogerki :D Nie potrzebuję, nie biorę, proste :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Żeby każdy wyznawał taka zasadę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie potrzebuje czegoś to nie biorę. Proste i logiczne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu nie sprzedać normalnego wydania. Toć ani nie zniszczone, czy coś w tym stylu i dlaej może cieszyć inną osobę

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla niektórych np. podpis autora to złoto, inny uważa, że to profanacja książki (tak, spotkałam się z takim twierdzeniem!). Ale... jak ktoś dostał to już jego i tylko od niego zależy czy napali tym w piecu, sprzeda czy oprawi w złoto.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdarza się tak, widać to po choćby zdjęciach kosmetyków zamkniętych, choćby bez słoczy kolorówki ;)

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.