Rzucić palenie? Da się!




    Ile razy słyszałam, że jak się rzuci palenie to jest się totalnym wrogiem palaczy. Albo po prostu, trzeba być głupim że się przestaje. Albo że bez żadnych wspomagaczy, nie da się rzucić palenia. Jakbym słuchała, tych osób to bym w zimę latała w japonkach, albo w bikini i udawała że jest to lato... Czy da się rzucić palenie? Da się! Wszystko się da, ale trzeba chcieć.




Dlaczego?

     Wiele osób pytało mnie, po co rzuciłaś. I tak przecież za chwilę wrócisz do tego, no jakoś od czerwca nie wróciłam. I nie zapowiada się, bym wróciła do palenie. Miałam dosyć tego, że jakiś nałóg ma nade mną jakąś władzę. Nie paliłam wiele, bo zaledwie były to dwa papierosy wieczorem, takie przyzwyczajenie i nic więcej. Miałam powoli tego dosyć, jak ten głód nikotynowy działał na mnie. A także, że gdy tylko zapaliłam, czułam się inaczej. 




Jak to zrobiłam?

    Pierwszym krokiem, nie była wizyta u jakiegoś osobnika lub osobniczki, mówiącej jak mam rzucić. A są tacy! Anie nie była to wizyta w aptece, gdzie kupuje się zapychacze, które mają wspomóc nas w walce z tym nałogiem. Bo tak szczerze, te specyfiki są do dupy. Tylko nas wydoją z kasy i nic więcej. Elektroniczne papierosy? Kolejne badziewie, które ma niby wspomóc, ale jednak po nim bardziej ciągnie do palenia. Więc jak to zrobiłam? Po prostu, wzięłam popielniczkę i ją wyrzuciłam na śmietnik. Papierosy schowałam daleko od moich oczu. I tak to się zaczeło.




Pierwsze czternaście dni

    Przyznaję, były to dziwne dni. Bo sama nie wiedziałam, czy chcę iść jednak zapalić, czy jednak nie... No i tak w sumie dziwnie, bo zaczyna wracać cały węch. Do tego sprawność fizyczna, zaczyna być całkiem inna. No i spacer samej, sama nie widziałam na początku co zrobić z rękami, z przyzwyczajenia szukałam fajek w kieszeni. Nie było ich.




Parę miesięcy później... 

    Nie żałuję swojej decyzji. Żałuję tylko, że tak późno to zrobiłam. Zaczynam dostrzegać pewne rzeczy, które wnerwiają innych, jak rzucanie petów wypalonych gdzie popadnie. Jest to wnerwiające. Dym tytoniowy? Nie przeszkadza mi, nie ciągnie mnie do tego, tylko zastawiam się, czy ja także tak capiłam fajkami? Trochę to dziwne, ale dopiero po rzuceniu, zaczynam dostrzegać to wszystko w innych barwach. Wiele nie paliłam , bo zaledwie paczka na tydzień lub półtora. Ale zawsze to coś, a tak to mogę tą kasę przebimbać na książki. Czuję się z tym lepiej, bardziej oczytana i zdrowsza? Coś w tym jest. I pamiętajcie, wystarczy silna wola i chęć, bez tego nigdy nie rzucicie niczego! 



Prześlij komentarz

0 Komentarze