#160 Naznaczony







      Po niektóre książki sięgam z czystej ciekawości. Innym razem, same wpadają w moje ręce. Nie zwracam uwagi na przecinki, bo z tym każdy się pomylić może. Nie każdy pod tym względem jest idealny, ale tak patrząc, czy ideały istnieją? Druga sprawa, jak książka jest napisana. Sporo czytam, tego się ukryć nie da... Tak lekką ręką ponad setkę w rok. Ostatnio mam wrażenie, że same gnioty znalazły się na mojej półce, które zresztą już wykończyłam. Nawet jeżeli, książka jest beznadziejna staram się ją przeczytać. Dlaczego? Bo może autor, początek kiepski dał a końcówka wywrze na mnie ogromne wrażenie? Czasem tak było. Wczoraj skończyła książkę "Naznaczony", nad którą miała patronat. Przed podjęciem tego patronatu, nie miałam okazji jej przeczytać całej. Jaka była? Po kolei... 





Dylan nigdy nie był taki, jak inni chłopcy z domu dziecka. Nie szukał przyjaciół, nie tęsknił za rodziną, nie potrzebował bliskości. Wolał samotność, ciszę i dystans. Lubił też obserwować ludzi. Zwłaszcza, gdy działo im się coś złego.

Cierpienie innych rozbudzało w nim fascynację. Jako jedyne sprawiało, że jego serce zaczynało szybciej bić. Smutek, ból, niepewność – tylko one potrafiły wywołać uśmiech na kamiennym obliczu. I jeszcze ten numer populacyjny… Dlaczego jest taki krótki? Czy to na pewno nie pomyłka? I co oznacza słowo „pródotis”, raz znikające, a raz znów pojawiające się na jego nadgarstku?

Po tym, jak spór między Antyistnieniami – pragnącymi śmierci każdego człowieka – a Bohaterami – dzielnie broniącymi ludzkości – dobiegł końca, świat odzyskał równowagę. Ludzie stworzyli sobie bezpieczną rzeczywistość, ściśle kontrolowaną i pozornie wolną od przemocy.

Tylko czy Antyistnienia rzeczywiście nie przetrwały ostatniego starcia? A co, jeśli ukrywają się gdzieś na Ziemi, tylko czekając na odpowiedni moment, by przeprowadzić atak? I jaką rolę odgrywa w tym wszystkim on – chłopak, który nie rozumie ludzkich uczuć?


    Przez chwilę, znajdujemy się w świecie wykreowanym przez autorkę, jest to miej więcej okres lat 2075. Gdzie żyją ludzie, bohaterowie i antyistnienia. Dylan znajduje się w domu dziecka, nikt nie chce go adoptować, każdy z potencjalnych rodziców rezygnuje z jego adopcji, po krótkiej wymianie zdań. Jedyną okazją dla chłopaka,  jest młode małżeństwo Francis i Grace Sattel. Który także, dostają jedyną okazję i szansę by mieć dziecko, pada na Dylana. Dlaczego? Ona ma raka, on depresje. I według panującego aktualnie ustroju, tylko ludzie zdrowi mogą mieć dzieci i zawierać małżeństwa. Im ten cały system udaje się oszukać. Mają swoją jedyną szansę z której korzystają. Panuje pełna cyfryzacja, każdemu mieszkańcowi wyświetla się data urodzenia, a także kim jest... Dylan to typowy samotnik, uwielbia przebywać sam i uwielbia patrzeć na innych gdy cierpią. 







    Więcej o fabule książki nie napiszę, dlaczego? Bo czytając zarys fabułki z tylnej strony okładki, a także tego co napisałam, jest wystarczający. Bo jeżeli bym napisała coś więcej, napisałabym całą fabułę książki. Książka miała potencjał, dobrze czytasz miała. Bo jak dla mnie, został on spalony na panewce. Ale zacznijmy od początku, autorka nie rozbudowała wystarczająco świata, mamy tylko parę stron o nim. I nic więcej nie znajdziemy, ani o tym jak inne Antyistnienia wyglądały, a także Bohaterowie a także sam świat. W którym cała akcja się toczy, co jest dla mnie słabe, bo opisy mają podziałać na naszą wyobraźnię. Kolejną rzeczą są dialogi, których jest pełno, a czasem zbyt wiele. Bo nie ma nawet czasu na interakcję bohaterów książki, tylko po prostu czytamy suchy dialog, po którym po jakieś setnej stronie, można porzygać się... Dlaczego? Bohaterowie uprawiają jakiegoś transformersa, w jednej chwili rozmawiają przez telefon, a po trzech słowach lub po jednym zdaniu, znajdują się obok siebie i rozmawiają, trzaskają drzwiami itp. Jest to nie jedyna sytuacja w tej książce, jest ich pełno, no a skróty myślowe są słabe. Bo mi jako czytelnikowi, nie chce się domyślać jak ten świat wygląda, ani innych szczegółów. Jak łatwo się domyśleć, finalną wersją jest wojna. Która zostanie rozegrana pomiędzy Antyistnieniami i Bohaterami, ale jak ona wygląda? Znowu suche dialogi. Co jest męczące i na maksa upierdliwe. Początek lekko mnie wynudził, bo były bardzo szczegółowe opisy. Później ten styl pisania, został przez autorkę porzucony i przeszła na ciemną stronę dialogów, z jednej skrajności w drugą skrajność...  Momentami czyta ją się dobrze, a czasami tak męczy że ma się jej dosyć... Nie jest to najlepsza pozycja książkowa, jaka ostatnio było mi dane czytać. No i zakończę to jednym zdaniem z książki "(..) Jake'a przyszedł znajomy dreszcz.(..)" Ocena 5/10 naciągana. 





Publikowanie komentarza

9 Komentarze

  1. Powinnaś mieć możliwość, żeby przeczytać całą książkę, przed objęciem jej swoim patronatem ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka tej książki jest intrygująca. Pomimo, że ja nie lubię fantastyki to w wolnej chwili skuszę się na nią :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie wszystkie książki da się przeczytać. Czytanie niekiedy może być zatem męczące, często kilka razy daję szansę nieciekawej książce, ale zazwyczaj pozostawiam ją niedoczytaną. Być może ta się jakoś w ostateczności obroni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba też by mi było ciężko przebrnąć, chociażby dlatego, że to nie moje klimaty...

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka jest przepiękna, ale chyba fabuła nie do końca przemawia do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O tej książce słyszałam dość dużo, jednak ta okładka mnie odpycha niestety ;(

    OdpowiedzUsuń
  7. Wielka szkoda, że nie ma tu zanurzenia się w tym smutnym świecie. Bo jest naprawdę tego wart.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno nie siegnę po tą pozycję, mimo ze lubię fantastykę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja gniotów raczej nie kończę, chyba że to gniot, który koniecznie z jakichś dziwnych powodów chcę zrecenzować.

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.