Książki recenzenckie. Dlaczego nie można ich sprzedać?



źródło zdjęcia






     Wiele osób, zastanawia się. Co to są egzemplarze recenzenckie? A także, jak one wyglądają? I dlaczego, nie można ich sprzedać? Często wydawnictwa, swoim recenzentom wysyłają takie książki. I nie jest to złośliwy zabieg, po prostu są to pierwsze partie książki z drukarni. Gdzie każdy z nas, może zobaczyć z czym to się je. A także, czy taka książka nam odpowiada. Pewnie, teraz się zastanawiasz, czym ona się różni? Różni się i to sporo. Za chwilę dojdę do tego, jak ona wygląda i napiszę Ci jedno. Nie raz, taką książkę widziałaś u mnie na blogu. Po co to piszę? Otóż ostatnio jakaś mała plaga się pojawia, gdzie blogerzy próbują sprzedawać książki recenzenckie. A jak wiadomo takich książek nie można sprzedawać, dlatego, jeżeli widzicie, że ktoś próbuje sprzedać taką książkę. Za normalną kwotę, zgłaszajcie to wydawnictwu. Bo to raz, że jest chamskie. A dwa, takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. O tym, także napiszę więcej.

















      Czym różni się taka książka? Na pierwszy rzut oka niczym, od normalnego wydania. Bo zazwyczaj wydanie finalne książki i wydanie recenzenckie, ma taką samą okładkę. Jest to celowy zabieg, bo jeżeli gdzie bloger, czy recenzent, będzie chciał ją pokazać, okładka jest taka sama. No, ale że tył inny? Kto patrzy an tylne strony? Prawie nikt. Co więc takiego jest, na tylnej stronie. Jest inna, bo znajdziemy tam streszczenie książki, taki ogólny zarys fabuły. A także to kiedy dana książka ma premierę, kto sprawuje nad daną książką opiekę. I nie będziemy mieć na takim egzemplarzu numeru ISBN, które wydawnictwo nadaje książce, by ją odnaleźć szybko. 

Wszystko zależy także od wydawnictwa, bo co wydawnictwo to inne podejście do sprawy. Niektóre wydawnictwa, wysyłają nam książki, które mają kod kreskowy i numer ISBN, tyle że ma napis ma EGZEMPLARZ PROMOCYJNY. Często egzemplarz recenzencki, ma całkiem inny papier niż finalne wydanie. Jest kiepsko sklejony, jest gorszy znacznie. Często są to pierwsze takie egzemplarze i nazywane próbkami. Często wydawnictwa chcą mi samej wysyłać takie próbki i wiesz co? Ja ich nie chcę. Bo często taką książką, rozpada się podczas czytania i muszę łapać strony. A po drugie, często taki egzemplarz to jest moja zapłata za wpis. Mało które wydawnictwo, wysyła pierw recenzenckie a później finalne. Jeżeli znacie takie wydawnictwa, chwała im za to! Bo dawanie recenzentom egzemplarzy recenzenckich i wymagania nie wiadomo czego jest chore. Nie chcę tego! Jeżeli ktoś chce taki egzemplarz wysłać, proszę bardzo. Ale niech nie stawia mi warunków, kiedy mam napisać wpis, dać zdjęcie takie srakie i wymaganą liczbę zdjęć we wpisie. Bo za taką pracę należy się wynagrodzenie, więc poproszę przelew za konto. 

Parę dni temu, wydawnictwo chciało mi wysłać egzemplarz recenzencki i szereg wymagań. Napisałam, że poproszę przelew za to na konto. Jak myślisz, czy odpisali? A gdzie tam! Bo na moje miejsce znajdą blogerkę, która za jeden egzemplarz zrobi piętnaście wpisów, wystawi opinie na ośmiu portalach i do tego przez x czasu będzie książkę zachwalać. Tylko tak się zastanawiam, czy takie zachwalanie książki jest szczere i prawdziwe? 






źródło zdjęcia






    Jak już wspomniałam, na samym wstępie. Często blogerzy sprzedają egzemplarze recenzenckie sprzedają, co nie powinno mieć miejsca. A także w takim egzemplarzy jest to napisane, więc dlaczego sprzedają? Bo oni tego nie czytają. Po drugie udają, że nie wiedzą. Tylko zastanawiające, czy ktoś Ci próbki kosmetyków w sklepie sprzedaje? Właśnie nie. Więc jeżeli blogera sprzedaje, a nie są to książki do sprzedaży, po co brać takie? Zastanawiające i zarazem zaskakujące. Bo coraz bardziej, jestem upewniana w tym, że blogerzy nie czytają. Oni mają nawet problem z logicznym myśleniem, a co najgorsze z czytaniem ze zrozumieniem. Straszne? Gorzej, przerażające!







Publikowanie komentarza

19 Komentarze

  1. Ludzie nie przestaną mnie zaskakiwać. Im się wydaję, że nikt nie widzi na opakowaniu kosmetyku albo książce napisu "nie do sprzedaży". Albo nie zauważy, że książka wygląda inaczej niż powinna.
    Do tego, że dziewczyny handlują na allegro i innych portalach nieotwartymi kosmetykami, które dostały do testów w ramach współpracy barterowej,a pomimo to na blogu jest ich pełna recenzja, to się nieco przyzwyczaiłam :D ale Ty mi pokazałaś inny wątek tego zjawiska :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to że handlują wiadomo. Firmy udają że tego nie widzą, agencje pr mają to w dupce. A one tylko na tym insta zapozują raz i wielkie gwiazdy. No wybacz, że pokazałam że nie tylko kosmetyczne blogerki to lekkie dno.

      Usuń
    2. Ha ha ha pełna recka ledwie jak dostaną produkty i wystawienie produktu na sprzedaż w tym samym momencie :P

      Usuń
    3. Ha ha ha ja czytam tyły :P Uwielbiam wymagania z recką na milionie platform :P I obrażanie się na krytykę :P

      Usuń
    4. Tych obrażalskich jest coraz więcej 🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️ Ej no! Nie wiesz że to taki prestiż, opierdolić produkt który się dostało 🤭🤭🤭

      Usuń
  2. No i ja takie podejście bardzo szanuję. Polecam też szanować siebie i nie pracować za ulotkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zamiaru robić za ulotkę, bo to bez sensu :D

      Usuń
  3. Zawsze się zastanawiałam czym się różni ta recenzencka, także dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oddawanie osobie trzeciej prezentów zawsze jest niekulturalne. Tym bardziej próba odsprzedania książki, która nie jest do tego przeznaczona. Cieszę się, że poruszyłaś temat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że nie ładne, a jeszcze gorsze są osoby które coś dostają i mówią że prezent do dupy. I ona go oddaje dalej. Dla nich to osobne piekło jest. Temat jak temat, ale każdy milczy...

      Usuń
  5. Na swoich egzemplarzy recenzenckich nie sprzedaje, bo to bez sensu sprzedać książkę, która nie jest pełnowartościowa, ale za to takie książki oddaje moim przyjaciołom ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo i pięknie! Radość ich bezcenna :)

      Usuń
  6. Ostro :) Ja się nie znam na książkach od tej strony, nie recenzuję powieści (kilka razy dostałam książki o pielęgnacji czy diecie, ale to były normalne książki z kodem kreskowym itp.). Ciekawe poczytać jak to wygląda, bo jestem na kilku grupach sprzedażowych (jak wiesz kocham prywatnie czytać!) i czasem faktycznie pojawiają się egzemplarze recenzenckie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie tam ostro, delikatnie i kulturalnie napisałam :D A wiem wiem i bardzo dobrze, czytaj! No te egzemplarze recenzenckie i ich wymagania to chore i niezbyt na miejscu.

      Usuń
  7. Nawet nie wiedzialam ze sa takie ksiazki, bo nie recenzuje :( ale super temat poruszylas :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za wyjaśnienie tej zagadki o egzemplarzach recenzenckich!
    Nie tylko blogerki kosmetyczne są takie chytre 😂😂 chociaż teraz nie ma podziału, sąblogeru Lifestyle no albo influencerki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahhhh nooo 🤷‍♀️🤷‍♀️🤷‍♀️ taka niby minimalna różnica, ale robiąca ogromne wrażenie...

      Usuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.