Tego ci nie powiedziałam...









     Są takie historie, które chwytają za serce i nie chcą puścić. Jedna z takich, umieszczona została w książce "Tego ci nie powiedziałam". Okupowana Polska. Wojenna miłość. Rodzinna tajemnica. Czy może to brzmieć dziwnie? Otóż nie. Ale jeżeli zakładacie, że jest to jedna z tych historii, która jest powielana i była w innej książce. To się mylicie. Jest to jedna z tych książek, przy której sama do końca nie wiedziałam, co się wydarzy i co będzie na końcu. Właśnie to kocham w takich książkach, nie da się ich przewidzieć. Niesamowita historia, zapierająca dech w piersiach i dająca wiele do myślenia. Bo nadzieje umiera ostatnia... 












Miłość i poświęcenie w czasach wojennej zawieruchy.

Jest rok 1942. W Europie szaleje wojna. Na skraju syberyjskiego obozu młoda kobieta składa przysięgę ślubną. Ta decyzja zaważy na jej przyszłości, a kłamstwo leżące u jej podstaw wyjdzie na jaw dopiero w kolejnym stuleciu.

Czasy współczesne, Stany Zjednoczone. Ukochana babcia Alice Hanna trafia do szpitala. Dziewczyna odnajduje w jej domu ukryte pamiątki z dawnego życia: podniszczone zdjęcie młodego mężczyzny, skórzane buciki i list. Sparaliżowana staruszka prosi wnuczkę, by ta pojechała do jej ojczyzny – Polski – i odnalazła ukochanego. Tam Alice zaczyna odkrywać bolesną prawdę, którą jej babcia rozpaczliwie ukrywała przez całe życie.

Gładko przeskakując pomiędzy dwoma płaszczyznami czasowymi – okresem okupacji oraz współczesnością – Kelly Rimmer tworzy opowieść pełną emocji. Z przeplatających się losów dwóch kobiet wyłania się historia wytrwałości, lojalności, miłości i honoru. Autorka uświadamia nam, jak niszczycielskie mogą być skutki przemilczania prawdy… i że czasem musi upłynąć całe życie, zanim zdobędziemy się na odwagę, by pójść za głosem serca.

Inspirująca powieść o nadziei i miłości zdolnej do pokonania wszelkich przeciwności.










     Akcja toczy się w dwóch różnych światach. Współczesność toczy się w Stanach Zjednoczonych, gdzie poznajemy urokliwą starszą panią Hanne. Przeszłość, czas wojny, gdzie poznajemy rodzinę, siostrę i jej braci. Początek jest lekko zagmatwamy. Skupiając się na współczesnych świecie, Hanna trafia do szpitala, jej wnuczka Alice odwiedza ją ze swym synem. Mały Eddie ma autyzm, który porozumiewa się ze światem za pomocą syntezatora mowy. Chłopiec ma siedem lat, wiele rozumie, ale żyje w swoim świecie. Bunia zaś ma 95 lat, jej córka Julita to typowa karierowiczka, praca jest dla niej wszystkim. Traktuje swoją córkę Alice, jako zło konieczne. Gdyż, zamiast robić karierę zaszłą w ciążę w wieku dwudziestu lat. Za każdym razem, robi jej o to wyrzuty i traktuje gorzej... Alice nie raz staje przed wyzwaniem, będąc z synem w sklepie. Bo nigdy nie wie, jak zareaguje na otaczające go otoczenie. Czasem jest to drobnostka, by wyprowadzić go z równowagi. Może to być światło, dźwięk, a nawet obcy ludzie... Pozostaje z tym sama, ma męża Wad'a, ale jego wiecznie nie ma. Bunia nie może wymówić słowa, więc z pomocą przychodzi aplikacja Eddiego, która wypowie za nią te słowa, które chce powiedzieć najbliższym. Bunia jest wdową, jej mąż Tomasz umarł niecały rok temu. Tomasz był wybitnym chirurgiem dziecięcym. Babcia chce im coś powiedzieć, prosi ich by odnaleźli kartonik, który skrywa w domu spokojnej starości, pudełko. Które ma odpowiedzi na wiele pytań. Początkowo jej córka Julita, uważa, że matka traci zmysły, jedynie wnuczka wie, że babcia nie bez powodu chce to pudełko. Co skrywa w sobie? A także co się stanie, gdy uchyli się jego wieczko? Co ujrzy światło dzienne?














      Napisana jest tak jak lubię. Czyli bez zbędnego, dzielenia książki na pół. Czyli przeszłość w jednej połowie, współczesność w drugiej połowie. Autorka, umiejętnie miesza oba światy. Dozując nam informacje, które próbujemy jak najszybciej zebrać i rozwikłać tą zagadkę. Próbowałam, nie udało mi się. Do samego końca, nie znałam zakończenia! Tak wszystko było serwowane, powoli podsuwane fakty i nic więcej. Żadnych sugestii, żadnych podpowiedzi i to było piękne! A wierzcie mi, mało która książka, robi na mnie wrażenie. I stwierdzam że była przepiękna,. "Tego ci nie powiedziałam", nie jest przepiękna to jest arcydzieło! Od którego ciężko się oderwać, czyta ją się powoli i chłoniesz jak gąbka, tą historię. Która nie raz i nie dwa, spowoduje szybsze bicie twego serca. Czasem uronisz łzy, czasem będziesz nie dowierzać w to co czytać, a i tak na samym końcu przyznasz że jest przepiękna. I się rozkleisz. Taka ona jest, wydusi z ciebie wszelkie emocje, poruszy każdą cząstkę twego serca i na długo w nim pozostanie. Dozowanie tej historii wskazane, ale nie da się. Niecałe pięćset stron, a tu takie niesamowite rzeczy, historia miłości, która przetrwała aż po grób. Ocena? Poza skalą! 













Publikowanie komentarza

2 Komentarze

  1. Ta książka też nie dla mnie, więc po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieprzewidywalna? Cudownie! Aczkolwiek tematyka wojenna nie zachęca mnie do sięgnięcia po nią. ;-;

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.