Jak brzmi "Klątwa kreatorów"? Prawo Milenium powraca!












   Pamiętam ten dzień jak dziś! Gdy przekraczając progi, szkoły średniej swoje pierwsze spotkanie zawsze miałam z biblioteką szkolną. Dlaczego? Bo raz, że wtedy nikt nie czytał. A dwa, zawsze znalazłam w niej jakąś czytelniczą perełkę. Jedne mniej lub bardziej udane, w taki właśnie sposób poznałam twórczość Williama Whartona, Katarzyna Grocholi, Janusza Leona Wiśniewskiego i ona Trudi Canavan. Były to akurat, jedyne książki z fantastyki na stanie biblioteki szkolnej. Za każdym razem, gdy słyszę jej nazwisko, zaraz mam przed oczami okładkę książki „Gildia magów". Właśnie od tej książki, zaczęła się moja przygoda z jej twórczością i trwa do dziś. Chociaż nie ukrywam, nie zawsze mam po drodze z fantastyką, sentyment do niej mam ogromny i lubię zatracać się w tym specyficznym i bogatym świecie.

Myśląc o Trudi, zawsze kojarzy mi się ona z kobietami, która zawsze jest zakapturzona i zawsze z trylogią. Lecz, ostatnio przełamała ten utarty schemat i wyszła poza swe ramy. Tak się zrodził cykl „Prawo Milenium". Który zaraz nasuwa mi na myśl Larssona, bo przecież on stworzył trylogię Millenium. Wracając do Canavan, niedawno miała swoją premierę, czwarta księga z cyklu „Prawo Millenium”, czyli Klątwa kreatorów".















Trudi Canavan, autorka światowych bestsellerów, powraca z ostatnią częścią cyklu „Prawo Milenium”, będącego jej najbardziej przejmującą i ekscytującą przygodą.
Rielle jest teraz Kreatorem i przywraca światom magię. Straciła już rachubę światów, które polecono jej ocalić.
Tyen porzucił dawną tożsamość. Nie jest już szpiegiem, lecz szkoli nowych magów i stara się znaleźć sposób na zwalczenie problemu urządzeń bojowych rozprzestrzeniających się w kolejnych światach.
Kiedy jednak dawny wróg przynosi wieści o czymś znacznie gorszym niż martwe światy i groźni magowie – o zagrożeniu, jakiemu żaden ze światów nie musiał jeszcze stawić czoła - Rielle i Tyen muszą połączyć siły, jeżeli chcą mieć jakąkolwiek szansę na ocalenie ludzkości.









    Gdy przekroczymy bramę tej książki, odwrotu już nie będzie. Poznamy zakończenie całego cyklu, które jest niby proste i mało skomplikowane, ale tylko do czasu. Dlaczego? Bo zazwyczaj, coś, co a się zakończyć i było dobre, odwlekamy na ostatnią chwilę. Z poprzednich tomów, można było wywnioskować, że nic dobrego w tym tomie nie będzie. Bo przecież Rean w poprzednim tomie został pokonany. Więc jeżeli spisujesz na straty ten tom, popełniasz błąd.
Nasza główna bohaterka, a jest nią Rielle, potężna kreatorka, pracująca na zlecenie i pracująca cały czas na tym, by przywrócić wszystkim światom magię. Chociaż to zadanie nie będzie proste, bo tych światów jest pełno. Co zajmie jej ogromną ilość czasu. No ale, skoro zlecenie dostała i je przyjęła, odnawia. Zaś Tyren, pracuje nad odzyskaniem swojego dobrego imienia, które stracił będąc szpiegiem Reana. Wiele osób nazywa go kłamcą i złodziejem, czy słusznie? Otóż nie. Bo chłopak ma szczere intencje, poświadcza to nawet księga Vello, która ma wspomnienia ludzi, którzy jej dotkną. Księga, która zaprezentował Imperatorowi, robi na nim takie wrażenie. Że poświadcza on za Tyrenem i zostaje on Dyrektorem Magicznej Akademii.
Szalony jego pomysł, który się zrodził w jego głowie jakiś czas wcześniej, doszedł do skutku. Może swoich uczniów, przenieść śmiało do swojego świata. A byli oni nękani przez Szkołę Magii w Liftre. Wszystko idzie zbyt gładko, można by śmiało powiedzieć zbyt dobrze. Przecież tak się nie da, Rielle i Tyren, nie zdają sobie sprawy, że będą musieli połączyć swoje siły, wraz z innymi, by stanąć razem w szeregu. A wszystko za sprawą niebezpieczeństwa, które czai się i jest bardzo blisko, ta istota jest pozbawiona skrupułów i jest zdolna do wszystkiego... I pozostaje jeszcze, tytułowa klątwa. Czy uda się odkryć tę prawdę? Jak brzmi ta klątwa? I co oznacza?











   Nie da się ukryć, że z tym tomem nabiera się coraz większej sympatii do bohaterów. Obserwując ich drogę, którą podążali. Czytając ostatni tom, kibicowałam im mocno i głośno przeżywałam ta książkę. Początkowo nie mogłam w nią wgryźć się dobrze. Dopiero za drugim razem, udało się i przeczytałam dalszą część książki. Czyli w sumie, czytałam ją na dwa podejścia. Gdzie drugie, odwlekałam. Dlaczego? Bo ten świat, który nam zbudowała Trudi zachwyca. Jest ogromny, przepiękny i niby taki zwyczajny. Tylko, czy aby na pewno? Ten świat to nieskończoność jest ogromny i za każdym przejściem, kryło się coś innego. W tej książce nie da się przewidzieć tego co się w niej wydarzy, co zachwyca i zarazem intryguje. Bo czytając inne książki, mamy oklepane rzeczy. Tutaj mamy nowy element, jakim jest magia znajdująca się wszędzie i może ją każdy zabrać. Jak ktoś ją zabierze, zostajemy w potrzasku i to na dobre! Tym tomem, autorka udowadnia, w jakiej jest formie. A jest w bardzo dobrej i daje powiew świeżości. No tylko ten początek, był trochę dla mnie dziwny. Co do zakończenia, jest ono dla mnie za krótkie, zbyt dynamiczne i zbyt szybko się kończy. Ocena 8/10.












Publikowanie komentarza

4 Komentarze

  1. Chętnie wchodzę w takie klimaty, świetnie się przy nich relaksuję, zwłaszcza jak jakiś problem życiowy rozwiązuje się w tle. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie fantastyczne klimaty, a o autorce, choć z nią sie jeszcze nie poznałam, słyszałam sporo dobrego, wiec biorę w ciemno.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam, ale ja mało czytam tego gatunku ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię twórczość Trudi Canavan, a moja ulubiona seria jej autorstwa to właśnie Prawo Millenium, jednak ten, czwarty tom, wciąż jeszcze przede mną. Nie mogę się już doczekać lektury! :)

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.