Wakacyjnie i lekko, ale jak to jest. Patrzeć na "Miłość z widokiem na morze", przez różowe okulary?








   O miłości można napisać wiele, a także opowiedzieć o niej, na setki możliwych sposobów. Jaka ona jest? Magiczna. Tworząca motyle w brzuchu. Dodająca nam skrzydeł. Tajemnicza. A czasem, prowadząca do zguby. Wszystko zależy, na jaki typ miłości trafimy. Bo miłość, miłości jest nierówna. Gdzie nie gdzie mamy romantyczność na całego, a innym razem ta romantyczność kończy się na przemocy słownej, gdzie kobieta sobie tłumaczy, przecież on mnie kocha. To tylko na chwilę. On się zmieni. Szczerze? Nie zmieni się. Jeżeli raz podniósł na Ciebie rękę, czy też ubliżył Ci, zrobi to ponownie. Próbujesz wytłumaczyć go, usprawiedliwić go. Ale wiesz co? Szybciej uwierzę, że jaszczurka zacznie nosić gacie, niż to, że taki człowiek się zmieni...
Czy kiedyś czułaś motyle w brzuchu? Albo miałaś ochotę, wszystko rzucić i zaszaleć? Albo pod wpływem letniej nocy, zrobiłaś coś dziwnego? To książka „Miłość z widokiem na morze” jest dla Ciebie!










    Mamy tutaj dziewięć opowiadań, Witkiewicz, Socha, Knedler, Krawczyk, Gołębiewska, Lingas – Łoniewska, Misiołek i Warda. Każde w wakacyjnym klimacie i mające, widok na morze. Nie będę ukrywać, dwóch opowiadań nie dało się czytać. Czułam się jakbym cofnęła się do czasów antycznych albo o zgrozo, wiewiórce ktoś na dupkę spuścił jakiś pomnik. I udawał ze to jest fajne, no nie było fajne. Robiłam kolejne podejście do tych autorek, niestety tego się czytać nie da. Mowa o Knedler i Krawczyk. Obie autorki, mają taki styl, że ja wymiękam, literatura faktu przy nich to jest ultra lekka. Dlatego nie wypowiem się o ich opowiadaniach.
Pierwszy raz, pierwsze takie moje spotkanie miałam z Gołębiewska i Misiołek, muszę przyznać, że czytało się całkiem przyjemnie i lekko. Przez co, sięgnę po kolejne książki obu pań i mam nadzieję, na równie dobre trafić. Jeżeli coś znacie, co wyszło spod ich pióra, godnego przeczytania, piszcie!
Po raz drugi spotkałam się z Lingas – Łoniewska, muszę przyznać, że przyjemne opowiadanie, ale czuć, że lepiej czuje się jak może napisać całą książkę, dać zaszaleć. Chociaż nie powiem, wątek z Panem Tadeuszem, trochę mnie zaskoczył i można było poczuć jej pazur. Warda, niestety też nie popisała się, bo jej historia mocno pokręcona i dotąd nie rozumiem, o co w niej chodziło.
I najmocniejszy punkt, czyli Witkiewicz i Socha. I wiesz co? Szkoda mi było kończyć, bo obie genialnie poprowadziły wątek. Natasza, wykorzystała wątek izolacji, wystarczały jej cztery ściany, by stworzyć coś cholernie dobrego! Magicznego i zarazem, dający nadzieję na lepsze jutro. Czuć było tę magię, aż uśmiech na jadaczce się maluje.
No i Witkiewicz. To było mega kuźwa dobre! Ale stanowczo za krótkie! Lekko ponad trzydzieści stron, akcja pięknie się rozkręca, a tu już koniec. To było najgorsze, ten koniec! Nie zawiodła swoim lekkim piórkiem, mam nadzieję, że za jakiś czas, wyda nareszcie jakąś normalną książkę dla dorosłych! I pamiętajcie, że w maju nóg się nie moczy w Bałtyku! Ocena 7/10!











Publikowanie komentarza

5 Komentarze

  1. Nie znałam wcześniej tej książki, ale chętnie bym ją przeczytała :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach a miłość niby taka prosta A jednak trudna

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie zbiory opowiadań. Można przyjrzeć się kunsztowi pisarskiemu kilku autorów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyrosłam z książek o miełości, w ogóle ten temat mi się przejadł :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zachęciłaś nas do niej. Na pewno po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.