Jeszcze się kiedyś spotkamy/ Magdalena Witkiewicz







     Zdarzają się momenty, gdy dana książka natrafia na nasz gorszy dzień. I pomimo tego, zaczynamy ją czytać, czy to dobrze? Czasem lepiej ją odłożyć, dać sobie chwilę wytchnienia i zaczerpnąć świeżego powietrza. Jednym z takich przykładów, gdy książka natrafiła na gorszy czas, jest „Jeszcze kiedyś się spotkamy” Magdaleny Witkiewicz. Książki jej kocham, wielokrotnie polecałam i będę nadal to robić. Jak sama Magda twierdzi, ta książka jest najlepsza. Przeczytałam zeszłym roku, stwierdziłam do dupy i ją objechałam, od dołu do góry. Wszerz i wzdłuż i na setki innych możliwych sposobów. A że jestem uparta i że nie dawało mi to spokoju, kupiłam sobie tę książkę w papierze. Za pierwszym razem czytałam w e-booku (kocham inaczej tę formę). I tylko krowa zdania nie zmienia, a że je kocham, czasem ciężko mi jest się ugiąć. Ale wiecie co? Jaka ja byłam pierdolnięta i to dosłownie! Nie wiem, co mi się w tej książce się nie podobało, ale myliłam się. Książka przez okno nie leciała, wielokrotnie nad nią płakałam, przeżywałam tę historię i sobie ją dozowałam. To było coś pięknego, ekscytującego i zarazem, tak porywające, jak Martin kręcący dupeczką.






    Uwielbiam książki historyczne. Uwielbiam, gdy taka książka nie jest dzielona na dwie części, zwyczajnie w świecie mnie to wkurwia. Nie chce mi się, marnować czasu na kiepskie książki, a szczególnie takie które, są pisane jakby za karę. Tutaj wielkie brawo dla Magdy, za to, jak tę historię przedstawiła. Czuć ile pracy włożyła w  książkę, a także ile musiała wysiłku włożyć, by cofnąć się o x lat. Obsadzić bohaterów w tamtych czasach? Mistrzostwo. Tylko jedno, nie daje mi spokoju, dlaczego Rachela wylądowała w Auschwitz, a nie innym obozie.

Mamy tutaj ogromny przekrój emocji, od miłości aż po nienawiść. Która czasem leczy razy, nawet jeżeli jest to spotkanie po x latach...

Historia Justyny, wnuczki Adeli porywa, chwyta za serducho. Szczególnie że ma faceta, totalnego dupka. Takiemu, któremu ma się chęć sprzedać liścia, wodzi ją za nos. A ona biedna czeka, czeka aż do utraty tchu. Przepuszczając swoje życie, chociaż każdy jej podpowiada, by zaczęła korzystać. Nawet babcia Adela, która skrywa ogromną tajemnicę, a jej ponad połowa życia, była usłana czekaniem na swą miłość. Bo Franciszek wyjechał na front, walczyć i słuch po nim zaginął. Mamy tutaj idealny wątek wojenny, którego nie przetoczę, bo popsuję wszystko. Ale tu na tych stronach, rozgrywa się magia. Czytałam z zapartym tchem. I zwracam honor, jest to najlepsza książka Witkiewicz!







Publikowanie komentarza

1 Komentarze

  1. Ło matko!!!! No to uff. Słuchaj, ja się pytałam o to Auschwitz Sylwii Winnik i nawet miałam wytłumaczenie, już teraz nie pamiętam, ale postaram się sobie przypomnieć, dlaczego!

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.