Tuż za ścianą...

 




    Nie da się ukryć, że książki gatunku thiller i kryminał, mają największą rzeszę fanów. I najczęściej po taką lekturę sięgamy. Problem polega na tym, że zazwyczaj, takie książki są słabe. Można śmiało, pokusić się o stwierdzenie, że przecież to już było. Albo, że odgrzewany to kotlet. Niestety tak też jest. Książką, która miała przełamać ten schemat, była „Tuż za ścianą". Książka, która zbiera dobre opinie, ale czy słusznie?

    Fabuła prosta. Londyn. Ulica, gdzie każdy z mieszkańców się zna. Żyją w zgodzie, ciszy i prowadzą pensjonat, a także, organizują niedzielne zabawy na ulicy dla dzieci. Gdzie każdy mieszkaniec, ma obowiązek przestawić swój samochód. Wszystko idzie idealnie. Aż za dobrze. Do czasu, gdy wprowadza się na ulicę pod jedynkę nowy sąsiad. Z kobietą, która tak naprawdę nie jest jego żoną. Zaczyna się jeden wielki hałas. Późno w nocy, puszczana głośno muzyka. Pełno wraków samochodów, ustawionych na ulicy. A co za tym idzie, ów sąsiad nie chce przestawić samochód, jeżeli jest niedziela. Nie umie się dostosować albo i nie chce. Ma gdzieś, że jest to dzień dla dzieci, by mogły się pobawić. Dochodzi pomiędzy mieszkańcami do kłótni. Starć, a nawet i czasem rękoczynów. Każdy jest wyczerpany i ma dosyć. A gdy nadchodzi chwila spokoju, sąsiad zaczyna jeszcze bardziej uprzykrzać, innym życie sąsiedzkie.

    Mamy tutaj typowy obraz sąsiadów, którzy przyzwyczajeni są do ciszy i spokoju. Zaburza to nowy sąsiad. Do którego podchodzą wrogo i nie dają chwili, by zrozumieć, ich zwyczaje. Mamy tutaj, taki typowy obraz z serialu „Gotowe na wszystko". Także mamy tutaj, sąsiadów z piekła rodem. Którzy trzymają się razem na dobre i złe. Nie widząc w niczym, swojej własnej winy i swego czubka nosa. Chociaż poza swym kręgiem, kombinują i spisują na potęgę. A tam, gdzie to się dzieje zawsze, ale to zawsze dochodzi do jakiegoś morderstwa. Nienawiść. Zawiść. I spisek to wszystko doprowadziło do wypadków i nie tylko. Niby książka, ma być bardzo dobra, ale zabrakło w niej czegoś. Mam wrażenie, że autorka przeszła z jednej skrajności w drugą skrajność. Z jednej strony, mamy idealnie rozegraną intrygę, że nie wiemy kto stoi za tym zabójstwem. A z drugiej strony, książka jest flegmatyczna i czyta ją się wręcz opornie. I tak dobrze i tak źle. Wiec coś tutaj dobrego się nie stało. Miało być bardzo dobrze, wyszło jak zawsze. Ocena 6/10.

Publikowanie komentarza

3 Komentarze

  1. To już na bank nie dla mnie. Konfliktów sąsiedzkich wystarczająco nasłucham się w weekendy po podwórkowym drinkowaniu 😆😂

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, miałam na nią ochotę, ale jeśli jest powolna akcja to zupełnie nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że akcja nie jest zbyt szybka, bo niestety czytając nie jestem cierpliwa.

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.