Co powiesz na spotkanie?





    Czytając niektóre książki, zastanawiam się, czym kierują się wydawcy. Dlaczego tak mnie to zastanawia? A dlatego, że dziś po wielkich mękach, skończyłam czytać książkę „Co powiesz na spotkanie?". Książka tak „przyjemna”, że robiłam wszystko, żeby tylko jej nie czytać. Kupiłam z czystej ciekawości, zobaczyć, o co chodzi z tą serią. I nad czym tak spuszczają się recenzenci z instagrama. Stwierdzam, że nadal nie wiem, chyba tu chodzi bardziej, kto posmaruje i wejdzie głębiej w pupkę bez wazeliny. W wypadku tej książki jest to chodząca pomyłka. Dla której szkoda czasu. 






Napisać komedię romantyczną w dzisiejszym świecie to prawdziwe wyzwanie!


Bo przecież wszystkie romantyczne historie wymyślono w latach 90…


I czy dzisiaj ktoś jeszcze potrzebuje się wzruszać…?


Evie jest przekonana, że tak! Ezra jest przekonany, że nie.


I mają problem, bo on musi napisać scenariusz komedii romantycznej, chociaż bardzo tego nie chce. A jej przyszłość zależy od tego, czy jemu się uda.


Evie nie zamierza siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż Ezra prześle jej szefowi gotowy tekst. O nie – to mogłoby się nigdy nie wydarzyć. Zamiast tego proponuje układ – ona będzie mu dostarczać zabawnych inspiracji i udowodni, że w prawdziwym życiu można zakochać się jak w filmie, a on będzie pisał.


I choć Evie nie wierzy w „długo i szczęśliwie” z ukochanym, zrobi wszystko, by zachować pracę… Nawet jeżeli miałaby odgrywać kultowe sceny z komedii romantycznych w nieskończoność. Wylać w barze sok na uroczego nieznajomego? Żaden problem. Zostawić swój numer w książkach porozrzucanych po całym Londynie, żeby sprawdzić, kto zadzwoni? Robi się. Z pomocą zaufanych przyjaciół oraz Bena i Anette, ojca i córki, których nieustannie przypadkowo spotyka, Evie zrobi wszystko, aby poznać mężczyznę jak z prawdziwego romansu.


Ale czy można naprawdę się zakochać, jeśli myśli się tylko o pracy? Może w życiu jest jednak miejsce na odrobinę magii jak z filmu…?


    Dlaczego? Może zacznę od konstrukcji fabuły, która jest tak urzekająca, jak burza przez pół roku. I gradobicie, przez kolejne pół roku. Ale jeżeli, nie wiesz jak to jest, tłumaczę szybciej. Fabuła cię tak urzeknie, jak zdalne nauczanie, przez pół roku twego dziecka. Czujesz to? Właśnie to ten klimat. Gdzie absurd, goni absurd i nie wiadomo jak to skończyć. Druga sprawa, przewidywalna jak kartofel, że po ugotowaniu będzie miękki. Trzecia sprawa, kochane błędy. Tak, sama nie jestem święta, ale nade mną nie czuwają redaktorzy, korektorzy i kto tam dalej. Sama ogarniam wszystko, ale w tej książce, ktoś ewidentnie zaspał. I poszła w świat z błędami, gdzie niektóre nie powinny mieć miejsca. A także, to jak urokliwy panicz sepleni, gorzej niż starsza pani bez sztucznych zębów. Czytają ten fragment, zastanawiałam się, czy ktoś udawał być zabawny. Czy na serio ktoś tak sepleni? Stawiam na pierwszą tezę. No i dochodzimy do meritum, jest to literatura obyczajowa i romans. No cóż, prócz tego, że na samym końcu mamy pseudo wielki love story. Epilog zawiewa nudą, jak jesień liśćmi i zastanawiasz się, czy tą książka rzucić przez okno, czy coś gorszego...







    Czytałam ją, bite trzy tygodnie. I o te trzy tygodnie za długo. Naszpikowana, opisami z dupy, które mają niby wprowadzić nas w nastrój. Lecz to się nie udaje. Co więcej, niby śmieszne momenty są, ale po głębszym zastanowieniu się, zastanawiam się kogo bawi głupota? A na sam koniec, wszystko, co przewidzisz w książce, sprawdzi się. Możesz być jak wróżka i jasnowidz, chociaż przez chwilę... Beznadziejna. 3/10.




Prześlij komentarz

2 Komentarze

  1. Widzę, że to ta sama seria co Współlokatorzy, których zaczęłam, ale porzuciłam dla innej książki haha Twoją będę omijać szerokim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko. Ta książka na serio wypadła słabo

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.