Dermaglin, La Le, White Tree i Kosmetyki DLA. Co było hitem? A co, okazało się bublem?

 




    Cztery kosmetyki, każdy inny i każdy, przeznaczony do innej części ciała. W tym jeden hit nad hitami którego wielbię miłością wielką. A także, trzy okrutne i przebrzydłe buble, które są wychwalaną pod niebiosa. Czytając, niektóre opinie, mam wrażenie, że używam innych kosmetyków. Albo to ja, po prostu stałam się tak wymagająca i wiem, jakich efektów oczekuję.






    Dermaglin, wszyscy raczej znają. Jeżeli nie, to już tłumaczę, że to ta firma, która miała do jakiegoś czasu, tak szpetne opakowania maseczek. Że to był koszmarek. Teraz, wszystkie powróciły w zmienionej szacie. X czasu temu, będąc w owadzie na zakupach, szukając balsamu do ciała, znalazłam ich zielone masło. Tak, jest ono okrutnie zielone, wszystko za sprawą glinki zawartej. Zawiera w sobie len, który ma za zadanie łagodzić i nawilżać skórę. A także, masło Shea, chroniące przed utrata wilgoci z naskórka. I wspomniana już, zielona glinka, mająca za zadanie działać odżywczo dla naszej skóry. Mogłoby się wydawać, że tutaj jest wszystko, czego potrzeba. No jest, dobrze nawilża, pozostawia skórę nawilżoną, szybko się wciąga. Ale jest jedno, ale gdy zaczyna to masło, być na skórze dłużej niż godzinę, zaczyna mi skóra po jego użyciu, capić prze okrutnie. Więc chcąc, niechcąc, muszę drugi raz skorzystać z prysznica, bo nie mam zamiaru czuć tego smrodu. Jeżeli, masz zatkany nos, albo niestraszne ci, dziwne zapachy, będzie to dobry produkt. Dla mnie jest to porażka. I cytując Gessler „to do wyje...”.







    Ile ja się naczytałam, ochów i achów, nad masłem kawowym pod oczy od La Le. Mnóstwo! Jeszcze brakowało, by do kompletu sprzątało i byłby pakiet cały! Dostałam je na święta od Moniki, nie wiem, czy czyta mi w myślach, czy już tak zna co chcę. Ale trafiła wybornie z nim. Pierwsze otwarcie, cudowny zapach kawy, które pokochał mój nos. Coś, co każdy, miłośnik kawy, pokocha! I pierwsze użycie, coś tam się tłuści pod oczami. Odznacza się i dobra, może to chwilowe. I tak doszłam do użycia 666. I stwierdzam, jak on ma działać? Skoro tworzy, tylko i wyłącznie tłusta warstwę okluzyjną. Sam olejek i nic więcej. Ani tego nie pomalujesz, bo będziesz wyglądać jak panda. Ani nie wyjdziesz z tym, gdzieś dalej, bo wygląda się, jakby coś pod oczami się spociło. To masło nie robi nic. Nie nawilża, tylko daje takie złudzenie. Nie wygładza i nie rozjaśnia ani nic podobnego. Do tego, ogromny słoik mający pojemność 30 ml. Z którego, ciężko wydobyć normalnie produkt. A mało tego, ten dziad tak się ślizga, że i słoik rozwalisz i umywalkę. Cytując Gessler „to do wyje...”. Produkt, beznadziejny, chociaż zapach bardzo dobry, ale nawet na łokcie nie zasłużyłby ich dotknąć…







    Boxy pudełkowe? Zazwyczaj od nich stronię, bo nie chcę, kupować marek, które są w drogerii. Chcę czegoś innego. I tak w jednym z boxów naturalnych, znalazłam produkt marki White Tree. Regenerujący balsam do ust z 24K złotem. Pierwsze myślenie? Będę lśnić jak tek krab z Viany. Jak wyszło? Na szybkiego? Do dupy. Bo prócz tego, że balsam nawilża chwilowo usta, zostawiając tłustą warstwę na ustach. Nie robi nic. Jak wyschnie, usta po jego użyciu mi pękały. Cytując Gessler „to do wyjeb...”.








    I w te całe, złe towarzystwo wchodzi on. On, czyli, płukanka do włosów wypadających. Inaczej znany wszystkim, koniczynowy ziołoocet od Kosmetyki DLA. Produkt, który pokochałam i mam już trzecie opakowanie w użyciu. Zapach jest dziwny, ale on ulatuje. Po każdym myciu spryskuję włosy nim na 10 min. Zawijam w ręcznik i czekam, aż zacznie działać. Po dziesięciu minutach nie czuć jego zapachu, ale zostawia włosy bardzo miękkie. I pomimo że są mokre, zaczynają się same układać. Na sucho? Pięknie po jego użyciu układają się. Mniej leci włosów z głowy. I co ważne, mięciutkie jak puszek, pozostają. Jest to jeden z tych produktów, który jest mały, bo ma 100 g. Ale ma ogromną moc i siłę! Jeżeli nie znasz, warto poznać i włączyć go do swojej pielęgnacji.


Publikowanie komentarza

9 Komentarze

  1. Mój zapał zakupowy został właśnie ostudzony. Sama zastanawiałam się nad zakupem tego masła kawowego pod oczy i chyba się nie skuszę po przeczytaniu tego posta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kosmetyki Dla kocham szampon octowy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za opinię, tłuściochów nie lubię, nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tej płukanki to chętnie bym użyła, szczerze mówiąc. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ale ci się trafiły buble :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurczę miałam masło pod oczy i akurat u mnie dość fajnie się spisywało pod kątem nawilzenia czy redukcji ceni ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja mimo wszystko chętnie przetestowałabym te produkty na sobie - masło kawowe kusi mnie już od naprawdę dawna! A to, że u jednych produkty się nie sprawdzają, nie znaczy przecież, że będą tak działały u wszystkich...:

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również sprobowałabym kawowy balsam pod oczy. Kusi ten zapach, no i ciekawe czy może u mnie by się sprawdził? Poza tym ostatnio lecą mi włosy, poszukuję dobrego balsamu. Fajne recenzje, jakby wprost na moje potrzeby :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No to wiem czego unikać, a co kupić :) Fakt tym pod oczy się zachwycają, szkoda, że nie działa, bo tłuścioch byłby dobry na noc jeśli by jakoś działał

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.