Naturalna odporność/ Ana Krysiewicz





    No i się zaczęło. Patrząc na ilość osób, oczekujących w kolejkach do apteki, czy też w przychodniach. Śmiało mogę stwierdzić, akcja choroba sezonowa otwarta. Oczywiście, czasem to wina zwyczajnej braku odporności, albo winy rodziców jak ubieranie dzieci za lekko, albo w drugą stronę, zbyt ciepło. Ale wiesz co? Jakbym chciała, znalazłabym setki tysięcy powodów, dlaczego dzieci chorują. A także, dlaczego dorośli nie idą do lekarza się leczyć. Dlaczego? A bo praca to najczęstsza wymówka. Przecież, pójdę do apteki i kupię tableteczki na gardełko. Łyknę, popiję i będzie dobrze. Na chwilę owszem. Wie to każdy, ale zazwyczaj łamiemy to wszystko. Żyjemy w pełnym pędzie, gonimy jak głupia antylopa za wyprzedażą w centrum handlowym. Zapominamy o wielu podstawach, jedną z takich jest „Jesteś tym, co jesz". Brzmi banalnie, no nie? Oczywiście. 






    A teraz, sięgnij pamięcią, kiedy ostatni raz jadłeś lub jadłaś warzywa i owoce. Boli trochę? Lepiej łyknąć tableteczkę. Tyle że ta tabletka, nie zastąpi podstawowych witamin, ukrytych w pożywieniu. Oczywiście nie mam tu na myśli słodyczy, czy fasfoodów, zostawmy takie ekscesy na bok. Jeżeli, uważasz, że leki i nadmierne ich spożywanie, ułatwi ci funkcjonowanie to uwaga. Ale należy ci się wpierdziel na gołą dupę, najnowszą książką Any Krysiewicz. Która tłumaczy jak krowie na rowie, co to jest „Naturalna odporność". Sięgając po tą lekturę, miałam wrażenie, że to bezie kolejna książka, która bełkocze coś o wspieraniu odporności i zarazem, pewnie jakaś tam jest reklama. Tylko, wiesz co było najgorsze? Czytając tę książkę, przecierałam oczy ze zdumienia, jakie pomysły mają rodzice. Zaczynając od podawania dziecku, syropku zapobiegawczo i udający medyka z wyszukiwarką internetową. Przerażające? No a jak! Jeszcze, bardziej byłam zdziwiona, jakie banalne błędy robią rodzice, zaczynając od izolowania totalnego dzieci, albo posyłania na imprezy chorobowe. W takim wypadku ciśnie mi się na usta, parę niecenzuralnych słów. Bo jak, można posyłać, nieświadome niczego dziecko na taką imprezę? Mam wrażenie, że większość matek zostawiła mózg na porodówce. A mądrości swoje czerpią z jakiegoś magazynu „Bzdury madków". Bo inaczej tego określić się nie da...







    Wracając do książki, szalenie potrzebna lektura, wywierająca pozytywne wrażenie i co najważniejsze, autorka zna się na rzeczy. Przytacza pełno, sytuacji z jej życia i czasem swojej pracy. Całość została napisana bardzo prostym językiem. Więc jeżeli obawiasz się, że będziesz mieć jakieś ubytki swej wiedzy i będziesz, musiała/ musiał wspomagać się wyszukiwarką internetową. To bez jaj! Zrozumiesz w niej wszystko. Nie jest to podręcznik medyczny, a zwyczajny poradnik dla ludzi, chcących wprowadzić naturalne metody odporności i przy okazji nie zwariować. Bo szukając czegoś w internecie, można ogłupieć. A jak wiadomo w internecie to jak z dupą, każdy ma swoje zdanie...

Podsumowując. Jeżeli, autorka wyda kolejną książkę, biorę ją w ciemno. Jest to głos rozsądku, którego często nam, rodzicom, często braknie. A teraz, podczas infekcji jeszcze bardziej... Ocena w skali szkolnej, celujący!




Prześlij komentarz

1 Komentarze

  1. Ja wiem, że książek nie powinno się oceniać po okładce, ale tutaj juz ona zachęciła mnie do bliższego przyjrzenia się książce!

    OdpowiedzUsuń

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.