W cieniu terapeutki/ Anna Krystaszek






    Zazwyczaj debiuty literackie nie są udane. Chociaż patrząc na nasz rynek, coraz lepsze książki są wydawana. I z tego schematu, bardzo mało która się wyrywa. Dobra, dużo do rzeczy ma też wydawnictwo, pod którego szyldem się wydaje. Patrząc w stronę, naszych rodzimych autorów, mam lekki zgrzyt, coś tu nie gra. Dlaczego? A bo niektórzy wydają książki jak burgery w maku. Inni, piszą książki powoli, ale są tak dopracowane, że aż miło czytać. I to takie dwie cholerne skrajności, gdzie ciężko czasem znaleźć złoty środek na to wszystko. Wiele razy, patrzę na książkę i czytam kto ja poleca, mam niestrawność. Dlaczego? Bo zazwyczaj, polecają to autorzy, wydający zwyczajne burgery, takie zapchaj dziury wydawnicze. I właśnie, miałam taką chwilę zawahania się, sięgając po książkę „W cieniu terapeutki” Anny Krystaszek. Jest to debiut, a jak wiadomo z debiutami różnie bywa. Czasem jest wiele szumu o nic, a czasem przechodzi taki bez większego rozgłosu i jest mega dobry. Jak było w wypadku tej książki?







Wielowarstwowa fabuła tej powieści nie pozwala czytelnikowi poruszać się przewidywalnym torem ­ wciąż zaskakuje nagłymi zwrotami akcji i zmieniającą się „obsadą” kręgu podejrzanych.

Dźgnięta nożem policjantka z Częstochowy ginie na służbie. Rozpoznała sprawcę, nie zdążyła jednak o tym nikomu powiedzieć. Od tamtej chwili minęło sześć lat, a zabójca wciąż nie został schwytany.

Również przed sześciu laty doszło do wypadku samochodowego, w którym zginęli mąż i syn Magdy, psychoterapeutki. Długo nie mogła się pozbierać po tej tragedii. Próbowała popełnić samobójstwo. Teraz odbudowuje swoje życie i znów prowadzi terapię. Jednym z jej pacjentów jest Adam – młody człowiek, który chce się uporać z traumami dzieciństwa i dręczącymi go demonami przeszłości.

Któregoś dnia pod domem terapeutki zostaje znalezione ciało zamordowanej kobiety… Jak się okazuje, to jedna z jej pacjentek. Kim jest zabójca? Czy zbrodnia ma jakiś związek z wypadkami sprzed lat? Jaką rolę w tej sprawie odegrał Adam? Młody prokurator Jan Hejda próbuje dotrzeć do prawdy.









    No cóż, pierwsze strony, porwały mnie, ale czym bardziej wchodziłam w życie, głównej bohaterki Magdy, miałam dosyć. Rozumiem, morderstwo, goni kolejne i zarazem wygrzebywanie spraw, sprzed x laty. Ale wnerwiało mnie, przesiadywanie na kozetce terapeuty. I zarazem, dowiadywanie się mało istotnych rzeczy. Tak, było tego tutaj cały natłok. Jak ktoś był ubrany, czy też gdzie się znajduje. Rozumiem, miało dodać całej książce, nutkę niepewności, a wyszło słabo. By wniknąć w tą historię, musimy cofnąć się do pierwszego morderstwa, które rozegrało się w ciemnym zaułku Częstochowy. Gdzie policjantka, szukająca niby córki, poszła do meliny. Została z niej wywabiona jednym telefonem. Rozpoznała zabójcę, ale zdążyła zginąć, nim wyjawiła prawdę. Do tego, dochodzą sekrety skrywane przez x lat. Jeden udaje, że jest dobrze. Mąż, zamordowanej policjantki, ukrywa także parę rzeczy. Syn uczęszcza na terapię do Magdy i „leczy” się. Tylko to leczenie będzie dziwne. Do tego, dochodzi wypadek wspomnianej głównej bohaterki, które wychodzi, że będzie morderstwem. Książka jest pokręcona, ale czym bardziej wchodzi się w ten świat, chce się ją skończyć. Nawet jeżeli, przeskoczysz trochę przydługie opisy, nic nie stracisz. Jeżeli, lubisz ten gatunek i czytasz sporo, zagadkę rozwiążesz przed setną stroną. Kto zabił, a także jaki miał motyw... I wracając do debiutu, jest to całkiem dobry debiut, ale nie aż tak by porwał większość czytelników. Ocena 6/10.

Prześlij komentarz

0 Komentarze