Czas na miłość/ Ilona Gołębiewska



 


    Pokuszę się o śmiałe stwierdzenie, że to już czas. Ten czas, by zacząć powoli wczuwać się w świąteczny klimat. I nie mam tu na myśli, wyciągania choinki, co to to nie. Za szybko! Ale bardziej o książki, bo to one wprowadzają nas bardziej w ten klimat. Dają powoli znać, że czas pomyśleć o prezentach dla najbliższych, niż zostawić to na ostatnią chwilę. Chociaż i tak, każdy z nas, znajdzie wymówkę, by na ostatnią chwilę coś kupić. A później lament, bo kolejki. Pamiętaj do księgarni internetowej nie ma kolejek, zawsze można zmówić, niż sterczeć. I tym samym, pierwszą książką typowo świąteczną jest „Czas na miłość”, najnowsze dziecko (dzieło) Ilony Gołębiewskiej. Już od jakiegoś czasu, zaczytuję się w książkach autorki i stwierdzam, jest coraz lepiej i coraz bardziej mi się podoba. A ta książka świąteczna, jest tak lekka, że jak dla mnie, mógłby spaść śnieg nawet i jutro. Co to za różnica, już? Żadna.









    Skoro zaczęłam czytać, takie książki to niech ten szał trwa w najlepsze. Pewnie, zastanawiasz się o czym jest, najnowsza książka Ilony? Już tłumaczę, oczywiście tak bez spojlerów. Daleko mi do tego, zresztą!

Przeniesiesz się do Warszawy i jak łatwo się domyślić, będzie zimowo i zimno. Czy to dziwi? Nie powinno. Poznasz trzy kobiety, Wandę, Martę i Polę. Wanda to właścicielka restauracji u Wajsów. Seniorka, a zarazem babcia z przytupem, mająca swoje zdanie. Marta to córka Wandy i zarazem, matka Poli. Pola zaś, jak łatwo się domyślić jest najmłodsza z tej całej trójki. Łączą je nie tylko więzy krwi i restauracja, ale także to, że nie mają szczęścia do miłości. Każda z nich, pomaga i bywa w restauracji, ale to Marta nią zarządza. Wanda przychodzi od czasu do czasu, sprawdzić jak biznes się miewa i wesprzeć dziewczyny. Pola, zaś w restauracji pracuje. Zapomniałabym dodać, że każda z nich, mieszka w tej samej kamienicy co mieści się lokal. Każda ma osobne mieszkanie.










    Restauracja zaczyna padać, po tym, gdy niejaki recenzent kulinarny, posługujący się pseudonimem Kogut Domowy, objeżdża z góry na dół, ich menu. Co na to szef kuchni? No cóż, zero pokory. Za to przerośnięte ego, jak ciasto drożdżowe i zarazem, które stało się zakalcem. Jak łatwo się domyślić, zostaje z wielkim hukiem wyrzucony z pracy. I zaczynają się poszukiwania nowego kucharza...

Przy okazji Pola, zaczyna pisać o negatywnych aspektach randek w sieci. Bo jest na stażu w gazecie. I chce czy nie chce, musi zalogować się na paru takich portalach, by wgryźć się w temat. Jedna randka, druga, trzecia i wiele, wiele więcej. Bo przecież Pola nie wierzy w miłość. Zaś, Wanda, nie to, że nie wierzy w miłość. ona dalej kocha, Cezarego, ale on zniknął. Nikt nie wie co się z nim stało, chociaż minęło lekko ponad pięćdziesiąt lat... Bez miłości. Bez magii. Bez szefa kuchni i co gorsze, z nadmiarem pracy, bo zaraz święta...

Nie będę ukrywać, nie raz płakałam ze śmiechu. Nie raz, kibicowałam dziewczyną. A także, przeżywałam z nimi ich rozterki. Książka trafiła na mega dobry czas i przez to, przeczytałam ją na dwa podejścia. Bardzo lekka i przyjemna. I tutaj, przy niej, mam wrażenie, że autorki warsztat literacki z każdą kolejną książką, jest coraz lepszy. A przy tej książce, dała czasu po całej linii. Jedna z lepszych książek, która zawładnie nie jednym sercem. I nie raz, na wspomnienie o niej uśmiechniesz się i zrobi ci się, cieplej na sercu. Bo ona taka właśnie jest, podnosząca na duchu. Jak taki plasterek na każdą jedną ranę, przyłóż i pomoże. Ocena 10/10!


Prześlij komentarz

1 Komentarze

Chcesz skomentować? Super! Chcesz wkleić link? Zastanów się dwa razy, czy sama to też lubisz u siebie? SPAM nie jest mile widziany.