Fighter/ Paulina Świst





    Podobno tylko krowa zdania nie zmienia. Dobra, nie jestem tą przysłowiową krową i zdanie zmieniam, twórczość Świst mi przypadła do gustu. Tak, dobrze czytasz, przypadła mi do gustu. A mam porównanie, gdzie jakieś sześć lat temu, wpadła z wielkim hukiem na rynek wydawniczy i większość blogerek, było zachwycone jej twórczością? A ja? No cóż, znacznie mniej. I tak porównując jej twórczość na samym początku i teraźniejszą. Mam odczucie, że autorka znalazła złoty środek pomiędzy literacką fikcją i mieszaniem scen erotycznych. Których aż tak wiele nie jest. I co najlepsze, nie są opisywane dokładnie. Chwała za to! Serio, nic bardziej nie może obrzydzić mi książki, niż przytaczanie kobiecej anatomii. Przecież wiem co mam w majtkach, więc po co mam czytać o tym w książkach. Taki totalny bezsens. No dobra, tak wiem wiejskie koło gospodyń wiejskich lubi ten kisiel. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma... W tym wypadku książka i to nie anatomia narządów rodnych kobiecych. Ale wracając do Świst i jej "Fightera". Przeczytałam z przyjemnością, a teksty w niej są bajeczne. No po prostu, sama bym tego lepiej nie napisała.



Tego jeszcze nie było! Literacki świat w zderzeniu z brutalną przestępczą rzeczywistością.

Pola Werner, autorka licznych bestsellerów i niekwestionowana gwiazda wydawnictwa Azum, podczas zbierania materiałów do kolejnej książki trafia na trop firmy VeroMax. Wkrótce potem zaczyna dostawać anonimowe listy z pogróżkami. Prosi o pomoc swojego wydawcę, a ten zatrudnia do jej ochrony Patryka "Cwibla” Cebulski – gwiazdora MMA i właściciela firmy ochroniarskiej. Patryk podejmuje się zadania wyłącznie dlatego, że sam ma na pieńku z VeroMaxem, ale między nim i Polą szybko zaczyna iskrzyć. Właściwie to nie iskry, to prawdziwe fajerwerki…

    Nie będę Ci streszczać książki, bo takie opinie już znajdziesz. Dlatego, podrzucę Ci opis wydawcy. Od siebie dodam, że autorka niebyła by sobą, gdyby jej główna bohaterka nie była mega seksowną suką. Nazwijmy rzeczy po imieniu, do tego wyszczekaną i mającą totalny pazur. No i przez książkę, przewinie się Rogoziński i Mróz. Mało? No to mamy tutaj rodzinny watek historyczny i zarazem kryminalny. Nie jest on jakiś rozległy, ale zawsze jest. oczywistą, oczywistością jest, że znajdziesz tu sceny seksu. Ale nie takie jak przeminęło po roku, czy te szare torebki otchłani, on jest, ale nie gra głównych skrzypiec. Wpada w  otchłań książkowa, jako tło i lekkiej pikanterii dodaje. I nic więcej, sama historia broni się, więc po co zbędnie z dupki zrzucać majtki? No właśnie. Wiem, pierw trzeba je nosić. Do brzegu już idę, dobra spokojnie. Z niekłamaną przyjemnością książkę przeczytałam i taką Świst to ja mogę czytać. Wywarzoną jak dobry alkohol i dającą dobrze popalić. Ocena 10/10.

Prześlij komentarz

0 Komentarze